Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko



Praca wśród inteligencji w Kongo

 

Jest ona, niestety, do dziś ciągle jakby na marginesie. W Brazzaville w mieście uniwersytetu, brak księży zajmujących się wyłącznie studentami, inteligencją. W pewnej mierze lukę tę zapełnia „Centrum Badań i Studiów Chrześcijańskich” (CERC) – ale jest to raczej pomoc intelektualna wypełniana przez bibliotekę i pewne konferencje. Natomiast sprawa religii i sakramentów pozostaje tu na całkowitym marginesie.
 
Historycznie, cios został zadany przez rewolucję i wprowadzenie ideologii marksistowskiej. Monopol na uniwersytet, szkolnictwo, sztukę – ma partia orientacji marksistowskiej. Znaczy to, że państwo na kluczowych stanowiskach pracy stawia warunki np. wycofanie się z praktyk religijnych i zachęca do propagowania idei sprzecznych z Chrześcijaństwem. Bardzo trudno jest księżom zorganizować zebranie dla nauczycieli z liceów. Wszystkie komórki partyjne interesują się takimi zebraniami, jest to, przyznać trzeba, nie zawsze dyktowane przekonaniem do idei marksistowskiej, ile obawa przed różnymi sankcjami. Wyczuwa się, zwłaszcza wśród inteligencji, obawę, by nie być posądzonym o przygotowywanie przewrotu, zamachu stanu. Do każdej parafii są przydzieleni ludzie ze służby bezpieczeństwa, kontrolujący religijną działalność na terenie parafii.
 
Kościół w Kongo po nacjonalizacji podjął olbrzymie wysiłki w celu zorganizowania katechezy i nie mógł objąć swym wpływem kręgów młodzieży oraz inteligencji. Tym bardziej, że po rewolucji część misjonarzy, pracujących w szkolnictwie, wycofała się z Konga. Chyba zbyt pośpiesznie… U niektórych misjonarzy widzi się czasem niechęć względem inteligencji, oceniają ją z góry jako przeciwną religii. Większość czasu misjonarze i kler miejscowy poświęcają tzw. masom, co zresztą jest w części zrozumiałe. U niektórych duchownych jest obawa, że nie są przygotowani do traktowania pewnych kwestii specjalistycznych, a Seminarium, chociaż dosyć dobrze przygotowuje teologicznie, nie daje chyba formacji wystarczającej do pracy wśród inteligencji. Kościół musi jednak iść także w kierunku inteligencji, zarówno chrześcijańskiej jak i tej stojącej całkowicie poza nauką Chrystusa. Wydaje się, że dwie racje są tu decydujące: 
  • Chrześcijańska inteligencja stanowi część ludu Bożego. 
  • Środowisko inteligenckie jest ważnym elementem w społeczeństwie i jako takie, też musi być ewangelizowane. 
Wykluczając inteligencję Kościół przestałby być Kościołem katolickim, czyli powszechnym.
 
Tymczasem w Europie, nawet w krajach mających kontakty z Afryką, nie dostrzega się jeszcze tych problemów. A gdyby wziąć większość obiegowych pojęć o Kongo (np. w Polsce), to można by je streścić w tym znanym wierszyku: „Murzynek Bambo w Afryce mieszka, czarną ma skórę ten nasz koleżka…”
 
Myśli się czasem, że Afryka to jeszcze ludożercy, a misjonarza widzi się raczej jako człowieka wśród dzikich w buszu, niż jako posłańca Ewangelii do ludzi często wykształconych tyle, że z innego kręgu kulturowego.
 
Polska nie jest wyjątkiem w tym pojmowaniu misji. Nadal zbyt wielu chrześcijan, w tym także duchownych, tkwi w XIX-wiecznych wyobrażeniach o misjach i Afryce. Postawmy pytanie, czy nie powinno się raczej wysyłać najlepiej przygotowanych także intelektualnie księży na misje? Czy nie powinno się więcej czasu i w seminarium poświęcać problematyce misyjnej? Afryka nie jest ziemią obiecaną dla szukających przygód, czy pragnących egzotyki marzycieli. Jest to stary kontynent, kolebka ludzkości. Afrykańczyk nie jest wujem Tomem „wielkim dzieckiem, ciągle śmiejącym się nie wiadomo z czego…”
 
Bez względu na to czy jest mieszkańcem wioski, czy aglomeracji miejskiej, ma on swą kulturę i żyje w pewnych określonych tradycją strukturach.
 
O ile część duchowieństwa jest nastawiona a priori przeciw inteligencji, o tyle też niektóre środowiska intelektualistów cechuje wrogość względem duchowieństwa. Widać to zwłaszcza na przykładzie literatury kongijskiej w języku francuskim. Pierwszy tom antologii tej literatury, wydany w roku 1976, omawia 18 pisarzy.
 
Ojciec tej literatury Jan Malonga, autor pierwszej kongijskiej powieści „Le coeur d’Aryenne”, cieszy się wielkim uznaniem i szacunkiem wśród młodzieży. Wszyscy, którzy zajmują się bibliotekami w Brazzaville są zgodni, że młodzież w pierwszym rzędzie prosi o literaturę kongijską, afrykańską. Literatura ta wywiera wpływ na nowe pokolenia, a niestety nie jest on zawsze przychylny chrześcijaństwu. Najczęstszym zarzutem jest wiązanie ewangelizacji z kolonizacją. Wspomniana pierwsza powieść kongijska ma charakter wybitnie antykolonialny, ale i antymisjonarski. A jednak ten sam autor zaproszony do jednej z parafii przed ponad setką studentów przyznał, że Kościół wywarł „lepszy niż bardzo dobry” wpływ na współczesną kulturę kongijską. W literaturze przejawiają się pewne elementy, które mogą przyczynić się do oczyszczenia wiary, w ogóle w literaturze Czarnej Afryki roi się od zawiedzonych murzynków, którzy myśleli, że misjonarze rozwiążą wszystkie ich problemy. Przesadna wiara nie tyle w Misjonarza Jezusa Chrystusa ile w misjonarza białej Europy kończy się rozczarowaniami rozmaitego typu. Myślano, że gdy przyjmie się wiarę białych, automatycznie będzie się bogatym, przedsiębiorczym jak biali. Podobnie jak w niektórych dziełach literatury afrykańskiej ironizuje się na temat tych, którzy myśleli, że po odzyskaniu niepodległości nastąpi automatycznie rozkwit gospodarczo-społeczny. Często jest niestety wprost odwrotnie.
 
Znaleźć można autorów, którzy są bardzo wrogo nastawieni do chrześcijaństwa. Niektóre wiersze np. Tchicaya U Tamai, szeroko znanego nie tylko w Kongo, są stekiem bluźnierstw przeciw Chrystusowi i Matce Bożej. Niektórzy komentatorzy chcą widzieć w tym „..poszukiwanie wiary”!
 
O ile literatura jest raczej nieprzychylna chrześcijaństwu, o tyle historycy kongijscy są bardziej przychylni działalności Kościoła i podchodzą do zagadnienia „ewangelizacja – kolonizacja” bardziej chłodno, z mniejszymi emocjami, z większym rozeznaniem. Artykuły naukowe są mniej napastliwe w stosunku do misjonarzy i chrześcijaństwa. Oczywiście idzie tu o historyków, a nie o pracowników piszących dla „Departamentu Propagandy i Ideologii”.
 
Niestety, poza wyjątkiem bpa Gassongo, uznanego historyka, nikt z duchowieństwa kongijskiego nie liczy się ani w dziedzinie literatury, ani też w zakresie prac z historii Konga. Jeszcze bardziej smutne, że dotychczas nikt z duchowieństwa nie liczy się wśród teologów Czarnej Afryki. W porównaniu np. z osiągnięciami sąsiedniego Zairu w dziedzinie teologii, literatury czy historii, duchowieństwo kongijskie należy uznać za nie istniejące. Częściowym usprawiedliwieniem tej sytuacji jest niska stosunkowo liczba duchownych krajowych, niesprzyjające warunki ekonomiczne i polityczne. Odnosi się to nie tylko do duchowieństwa, ale i do intelektualistów niemarksistowskich. Wielu profesorów z Uniwersytetu odmawia np. odczytu w parafii z zakresu historii, obawiając się pewnych sankcji. Najnowsza historia jest często terenem zbyt niebezpiecznym dla inaczej myślących niż trzeba.
 
Przy braku oficjalnych struktur kościelnych w zakresie pracy pastoralnej wśród inteligencji, a także braku wspólnej refleksji na ten temat, misjonarze w parafiach SA zdani na samych siebie. Niektórzy próbują grupować studentów uniwersytetu w pewne stowarzyszenia apostolatu, inni tworzą grupy, gdzie kryterium jest jedynie status studenta. Oddziaływuje się także poprzez biblioteki, organizowanie spotkań z niektórymi znanymi przedstawicielami środowiska inteligencji, kluby dyskusyjne, kółka zainteresowań. Natomiast z profesorami, wyższą kadrą administracyjną, lekarzami pozostają tylko kontakty prywatne.
 
Niebezpiecznym złudzeniem jest myślenie jakoby praca pastoralna wśród inteligencji była zarezerwowana jedynie dla Brazzaville czy Point–Noire. W innych dużych miejscowościach jest zawsze grupa administracji, dyrekcji szkół, czasem lekarze. W małej miejscowości Oyo, wiosce aktualnego prezydenta Republiki, pojawiają się często ludzie, którzy mają wpływ na najważniejsze decyzje na szerokim szczeblu całego kraju. W tych kontaktach, misjonarz ma często bardzo delikatną rolę do spełnienia. Przyjeżdżający notable polityczni mają wyobrażenie o ościele i duchowieństwie często tylko przez kontakt bardzo wyrywkowy z misjonarzami oraz przez opinię miejscowej ludności o danej misji.
 
Ks. Józef Ziobroń,  
Kongo-Brazzaville  
Głoście Ewangelię 3(1983), s. 32-36.