Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko



Walka z aids w Congo

Według oficjalnej deklaracji Międzynarodowej Organizacji Zdrowia z 1989 r. tylko 47 krajów afrykańskich zgłosiło wykrycie wirusa AIDS, co stanowi 20% ośmiomilionowej rzeszy nosicieli tej choroby na całym świecie.

Na 2 mln Kongijczyków jest ponad 2.000 umierających w tej chwili nieszczęśników. AIDS jest chorobą miast. W stolicy Brazzaville i w portowym mieście Pointe-Noire jest 7,7% zarażonych. Na północy Kongo w miasteczku Owando (14000 mieszkańców) - 1,9 % chorych (w szpitalu). W Oyo, małej wiosce liczącej około 2000 mieszkańców - 2,3 % nosicieli AIDS. Autor artykułu twierdzi: W 2050 r. 80 % ludności Kongo będzie mieszkać w miastach lub małych miasteczkach. Młodzi - 800000 poniżej 16 lat - wykazują zupełną beztroskę, a życie traktują swobodnie, jako jedną wielką przygodę. Zarażają się drogą heteroseksualną. W tym kraju seks i kobieta stały się prawie oficjalną instytucją, nie wspominając o tzw. „drugim biurze”, lub też o bardzo swobodnych obyczajach kobiet zamężnych. Nic więc dziwnego, że wirus AIDS znalazł dobry teren ekspresji.

W mieście portowym Pointe-Noire co trzecia prostytutka, a w stolicy co piąta, jest chora na AIDS. Mężczyźni w takim samym stopniu jak i kobiety płacą ciężki haracz tej chorobie. Tak, jak nagły spadek cen ropy naftowej w 1985 r. tak w 1990 r. AIDS kompletnie niszczy życie ekonomiczne, społeczne, no i przede wszystkim demografię, gdyż noworodki wcale nie są oszczędzone, pomimo kompletnego braku informacji i statystyk oficjalnych”.

Sposoby walki

Brak jakichkolwiek wizualnych środków informacji. „Jesteśmy narodem tradycji słowa i dyskusji. Dlatego nam nic nie mówią afisze i plakaty” – mówi doktor Mpele Pierre, odpowiedzialny za program walki z wirusem AIDS. W ten sposób zamilczał prawdę, że w Kongo analfabetyzm i wtórny analfabetyzm są główną przyczyną niemożności korzystania ze słowa pisanego.

Niby jest oficjalny przymus edukacji podstawowej..., ale np. w Oyo, gdzie są dwie szkoły podstawowe, nie uczęszcza na lekcje 50% dzieci w wieku szkolnym, ponieważ:  

  1. rodzice nie posyłają dziewcząt do szkoły („niby po co jej to...”);
  2. nie płacą ubezpieczeń i innych świadczeń szkolnych. No bo jakże taki ojciec, mający oficjalnie 3 „żony” (i to zagwarantowane prawnie przez konstytucję kongijską), do tego 24 dzieci, może opłacać naukę w szkole?
  3. dorastający młodzi nie chcą się uczyć, gdyż nie ma dla nich miejsc pracy. Dlatego uciekają z wiosek do miast i tu tworzą bandy, i całe klany złodziei, i rabusiów, w myśl sienkiewiczowskiej zasady z ",W pustyni i w puszczy", że " jak Kali kraść - to dobrzeć"... No i bardziej wygodnie niż pracować na roli w wiosce odległej od szlaków komunikacyjnych lub zagubionej w dżungli.  

W szkolnictwie planuje się dopiero wprowadzenie informacji o zagrożeniu Aids, ale w sposób nieco szokujący dla Europejczyka. To będą raczej wstawki na lekcjach geografii, matematyki czy historii lub np. w czasie nauki języków.

Podobno szkolono personel w szpitalach w Brazzaville i nawet w słynnej armii kongijskiej, przez rozdanie w koszarach oficerom i żołnierzom 45000 prezerwatyw. Pozostawiam to bez komentarza.

„Problem nie zostanie rozwiązany przez prezerwatywę - mówi wspomniany już doktor Mpele. Raczej używamy argumentacji ad hoc np. o zaprzestaniu relacji pozamałżeńskich, apelujemy o zmniejszenie liczby partnerów seksualnych, a do wierzących zwracamy się z posłannictwem chrześcijańskim o zachowanie wierności małżeńskiej”.

Kościół katolicki w Congo (45% biorących udział w dyskusji narodowej) podkreśla z wielką mocą, że „środkiem najbardziej pewnym do zabezpieczenia się przeciw tej chorobie jest trwanie w wierności małżeńskiej” (ks. abp Barthélemy Batantu z Brazzaville).

Kościół kimbangistów (jedna z sekt kongijskich) określający się jako niezależny i afrykański, liczący w Kongo 50000 wyznawców, uważa, że przestrzeganie 10 przykazań Bożych, odrzucenie i wyrzeczenie się poligamii, tytoniu, alkoholu, bojkot barów alkoholowych i nocnych klubów może uzdrowić sytuację w Congo.

Kościół protestancki w Congo (około 40% ludności) podkreśla wierność małżeńską, ale dopuszcza użycie prezerwatyw. Pastor Hajken Hag Hagyil (Szwed z pochodzenia) dodaje, że nawet uświadomienie o tym, wykłady o chorobie AIDS ect., powinny zastąpić kazania w zborach protestanckich. Dodaje też, że protestanci uczestniczą finansowo w trzyletnim planie państwowym owej walki z AIDS, przeznaczając 184000 dolarów na ten cel – czyli praktycznie na zakup prezerwatyw dla „biednych Kongijczyków”.

Przesądy i fatalizm

Żaden mieszkaniec stolicy (Brazzaville) nie lekceważy dzisiaj wirusa „Hiv”, który powoduje brak odporności człowieka. Na skutek tego aktywność barów i prostytutek (rekrutujących klientelę tego wirusa) znacznie zmalała, wzrosła zaś sprzedaż prezerwatyw.

W tym samym czasie zaczęły działać różne kłamstwa, aby odepchnąć i zmniejszyć straszny obraz tej choroby. Długo mówiono o AIDS ("Syndrome Invente pour Decourager les Amoureux)", czyli o: „Zespole objawów chorobowych – wymyślonych, aby odstraszyć zakochanych", stąd AIDS nazywa się po francusku SIDA (od pierwszych liter poszczególnych wyrazów tej nazwy).

Dzisiaj często przystraja się tę chorobę małym nieszkodliwym słowem „Sydonia” (grzech sydoński). Istnieje również odniesienie i ucieczka do magicznej myśli: „To zdarza się tylko innym” oraz do negacji: "Ja w to nie wierzę", jak również do fatalizmu: „Jeśli zakochałeś się to cóż możesz poradzić ?”

Przede wszystkim, znajomość tej choroby nie przeszkadza, że widzi się w niej rękę działania czarownika: „W porządku, to jest wirus. Lecz kto go dał, kto spowodował ten wirus?” A dalej wyciąga się taki wniosek: „Nie można uchronić się przed tymi, którzy rzucają czary(...), bo nawet Amerykanie nie znaleźli na to lekarstwa”... - tak twierdzi i rozumuje miejscowy pielęgniarz - Jan Baptysta. Trzeba tu odpowiedzieć, że dla wielu Kongijczyków, dla których czary są czymś oczywistym, umieszczenie trudnego problemu AIDS na tej właśnie płaszczyźnie jest zakończeniem wszelkiej dyskusji, podobnie zresztą jak w przypadku innych chorób. Stąd dramat, który rodzi rozpacz.

W Pointe-Noire (drugie miasto w Kongo) doszło nawet do samobójstw u nosicieli wirusa tej choroby, gdyż dowiedzieli się oni, że skazani są na „chorobę wycieńczenia”. A więc, trzeba dzisiaj działać bardzo szybko, gdyż AIDS coraz obficiej zbiera swoje straszne żniwo.

Chorzy na AIDS w szpitalu są wychudzeni o twarzy skurczonej, z wielkimi oczami patrzącymi w pustkę, biegnącymi donikąd. Ich długie ręce spoczywają na prześcieradłach. Włosy nabrały już wyglądu wełnistego, charakterystycznego dla tej choroby. Tutaj chory na AIDS „gaśnie na małym ogniu”, umiera powoli przez wycieńczenie i wyczerpanie, znając coraz częściej naturę swojego nieszczęścia, nawet jeśli to nigdy nie zostało oznajmione przez rodzinę i otoczenie chorego.

W 90% przypadków AIDS ujawnia się przez biegunkę i znaczne schudnięcie. Pacjenci dosłownie opróżniają się, są przygnębieni i wydają się być przygnieceni samymi sobą. Do tego obrazu dochodzi często gruźlica (20 - 30% gruźlików są nosicielami wirusa), lub swędzące obrażenia skóry.

Pacjenci często uważają za przyczynę i istotę choroby właśnie to, co jest ubocznym jej objawem. Chorobie często towarzyszy gorączka. To powoduje, że pewna ilość chorych na AIDS skierowana bywa najpierw (mylnie) do leczenia na oddziale chorób zakaźnych. Szpital dysponuje lekarstwami przeciwko biegunce i zapaleniom towarzyszącym, które atakują organizmy osłabione. Leków nigdy nie ma w stopniu wystarczającym, na skutek czego, a nawet często, zapas nagle się kończy.

Chorzy na AIDS leczeni są w szpitalu, gdy jest to naprawdę konieczne i to przez krótki czas. Chodzi tu właściwie o opanowanie towarzyszącego stanu zapalnego, a nie o samą chorobę.

Jako uboczne objawy, bardzo częste są również ataki neurologiczne, W tej dziedzinie, zapalenie opon mózgowych jest drugą z przyczyn leczenia szpitalnego. Zdarza się więc, że chorzy na AIDS przybywają sparaliżowani, z zaburzoną świadomością, czasem w obłędzie, niektórzy w stanie przedagonalnym. „Dotyczy to coraz częściej młodych kobiet”, zaznacza doktor J. Medard Zola /Francuz/. Średni wiek: 30 lat.

Wszędzie podobne ciała ze sterczącymi żebrami, ze skórą naciągniętą i wyschniętą. Jeden z chorych 24-letni, 40 kg - stracił głos, wzrok i sprawność swoich czterech kończyn...   

Na ostatnim piętrze, na oddziale zapalenia żołądka, jedna kobieta 37-letnia, 38 kg, z wargami i językiem pokrytymi białą substancją: „kandydoza ustna”. Kobieta ta nic nie może spożyć przez usta... Nie można jej też obecnie żywić przez sondę z powodu braku lipidów i proteidów, składników potrzebnych dla żywienia tego typu.

Przy chorych zawsze jest obecny ktoś z rodziny, przeważnie leżący obok „swojego” chorego, czasem nawet na ziemi. Tutaj małżonek, tam brat lub siostra, to znowu „rywalka” - druga żona lub nałożnica. Odwiedziny w szpitalu są nieraz bardzo liczne i często utrudniają pracę powodując bałagan. Z drugiej strony, są czymś pozytywnym. W Congo, wg sformułowania pastora N'Bama (zwierzchnika Kościoła ewangelickiego), „chory odizolowany - samotny to chory umarły”. Czyli oni /członkowie rodziny/ tam są, oni walczą, „walą głową o mur”; modlą się... i starają się, nie wiadomo jak, aby zdobyć pieniądze konieczne do leczenia.

Nie należy do rzadkości, że cała rodzina żyje w oparciu o jedną, nędzną pensję, w mieście, które należy do czołówki światowej pod względem drożyzny (Brazzaville jest na drugim miejscu po Tokio). Przy braku pomocy socjalnej trzeba płacić za łóżko i za lekarstwa, za wszystko. Płacić trzeba bardzo dużo, zwłaszcza gdy dochodzi zaproszenie dodatkowych uzdrawiaczy. Jest tak dlatego, ponieważ lekarze tradycyjni-znachorzy, działający w szpitalu oficjalnie lub półoficjalnie, każą sobie płacić bardzo drogo.

Do tego tradycyjnego i przeciwstawnego związku: lekarz (po studiach) i znachor - fetyszer, dochodzi jeszcze ostatnio tzw. „medycyna objawiona”. Ta zaś praktykowana jest, mniej lub bardziej w powiązaniu z różnymi grupami wyznaniowymi (a zwłaszcza sektami). W tych grupach „pewne osoby, często kobiety, kierowane „Bożym oświeceniem” w czasie modlitwy, wskazują choremu odpowiednie lekarstwo; „to Bóg, który układa i daje receptę”... Te osoby pracują bezpłatnie, a więc często są oblężone. Lekarze (prawdziwi) współpracują z nimi, tym bardziej, że niektórzy z owych uzdrowicieli są nawet przeszkoleni w kwestii AIDS.

W ten sposób rzucony jest jakby pomost między chorym w szpitalu, a otoczeniem zewnętrznym. Istnieje tu rodzaj pewnego oparcia, również duchowego, dla chorych, którym wcześniej czy później pisane jest umrzeć. Chodzi tu również o pomoc w przygotowaniu na śmierć...

Opracowali (wg "L' EVENEMENT" 1989):
Ks. St. Pawłowski i Ks. J. Piszczek z Oyo
Kongo-Brazzaville
Głoście Ewangelię 3-4 (1990), s. 31-39.