Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko



15 lat pracy księży „fideidonistów” z Tarnowa w Kongo

W ostatnich latach stuletniej ery chrześcijańskiej w Kongo z wyraźną pomocą przychodzą polscy księża „Fidei Donum” z diecezji tarnowskiej. Obejmują oni sukcesywnie parafie: Oyo, Owando, Gamboma, Brazzaville, Mindouli, Mbanza Nganga. I oto mamy niezapomniany 1983 r. – Centenaire ya Congo – 100 lat ewangelizacji w Kongo, ewangelizacji prawdziwej, zorganizowanej, nieprzerwanej. Nie bez dumy możemy powiedzieć, że w ostatnim dziesięcioleciu stulecia ewangelizacji Konga mają także swój udział polscy księża „Fidei donum” z Tarnowa i siostry zakonne św. Józefa, czyli tarnowskie józefitki, oraz laicy.  

Jak do tego doszło i jak się to zaczęło? Po słynnym Dekrecie o Misjach Soboru Watykańskiego II, w którym Sobór przypomniał Encyklikę Piusa XII „Fidei donum”
i rozwinął idee misyjnego charakteru Kościoła (Kościół z natury misyjny, wspólna odpowiedzialność za misje itd.), polscy księża czekali tylko na sprzyjający podmuch wiatru czy na przysłowiową iskierkę, która by wznieciła ogień. I tak oto, można to nazwać zbiegiem okoliczności albo i Opatrznością… „Czterech Budrysów”, czyli księży tarnowskich, prosi ks. biskupa Jerzego Ablewicza o pozwolenie na wyjazd na misje, a równocześnie nowokonsekrowany biskup kongijski Georges Singha zwraca się do Rzymu, za pośrednictwem delegata apostolskiego Mario Tagliaferri, o księży „Fidei donum” do jego diecezji Owando. Wiosną 1972 r. Rzym za pośrednictwem ks. bpa Rubina kieruje tę prośbę do Tarnowa na ręce ks. biskupa J. Ablewicza. I aż trudno w to uwierzyć, że 13 listopada tegoż samego roku „Trzech Muszkieterów” jest już w Rzymie na audiencji prywatnej u Ojca Świętego Pawła VI, otrzymują od niego krzyże misyjne i błogosławieństwo na pracę misyjną
w Kongo. W niecałe pół roku później, ci sami są już zainstalowani w samodzielnej placówce, która nazywa się Oyo. Dotychczas opuszczona przez księży kongijskich parafia pod wezwaniem św. Radegondy niebawem zostaje „przechrzczona” na Wniebowzięcia Matki Bożej z Obrazem Częstochowskim w ołtarzu głównym. Czwarty „Dziadek Muszkieter”, uwinąwszy się z trudnościami paszportowymi, zjawia się w Owando w kilka miesięcy później u biskupa G. Singhi, by zająć się dokończeniem katedry i dzwonnicy, której jeszcze nawet w planach nie było. Jeszcze katedra nie skończona, a już na horyzoncie pojawia się „Samotny Mochikanin” rodem z Jodłowej, magister i „proboszcz” kościółka szkolnego w Bochni, który po krótkim stażu u boku G. Singhi w Owando, instaluje się w Gamboma, by zająć się na serio południowym sektorem Ngo Mpouya, podczas gdy ks. Andrzej Piotrowski, jako proboszcz będzie odpowiedzialny za Gamboma i północny sektor misji.  

Nie czekając długo, ks. bp G. Singha chce sprawdzić idee współpracy duszpasterskiej Czarnych z Białymi, tu właśnie w Gamboma – tzw. „eksperyment gambomski”. Do dwóch Białych dochodzą: l’Abbe Nöel i Frère Edzia, którzy są podmieniani sukcesywnie przez: Hervé (od 1983 r. Biskup w Ouesso), Victora (obecnie rektor Małego Seminarium w Makoua i Wik. Gen. W Owando) i Wambe, który po opuszczeniu Gamboma był profesorem i studentem na Uniwersytecie w Brazzaville, a obecnie studiuje na Sorbonie i pisze pracę doktorską o łowieniu ryb w Kongo!  

Raz podłożony ogień nie gaśnie. W 1977r. potężną parafię „Jesus Réssuscité” w centrum Brazzville, na „Plateau de 15 ans”, obejmują dzielni naukowcy: ks. dr „Ziobroński” i ks. mgr Pawłowski (przybyli do Kongo 17 listopada 1976 r. na zaproszenie kard. E. Biayendy, który osobiście witał ich na lotnisku Maya-Maya). W tym samym, tj. 1977 r. podpływa cichaczem „Samotny Biały Żagiel”, wielki proboszcz z Rudy-Rysia, ks. Kazimierz Nowak, który odważnie jako pierwszy rzuca się w szczep Lari przy boku poczciwych
i świątobliwych Francuzów: ojców: Jubauld i Leborgn’a. Gdzie? – właśnie w Mindouli, znanym ze słynnych kopalni miedzi i gorzkiej wody.

Dwa lata później do pomocy dochodzi grupa „Łaguleńsik” (Pucha-ła, Gu-rgul, Smo-leń i Wąsik), ale ks. Kazimierz musi opuścić Kongo z racji paszportowo-wizowych, mimo że ks. bp Batantu proponował mu przyjęcie probostwa w Mindouli. Opatrzność jednak czuwa nad wszystkim…  

Któregoś dnia, wiosną 1979 r. przypadkowe spotkanie „Wielkiej Trójki” w Brazzaville. Trzech wielkich misjonarzy z trzech różnych części geograficznych Konga: ks. dr Józef Ziobroń z Brazzaville, ks. kan. Kazimierz Nowak z Mindouli i reprezentant Północy, ks. Stanisław Łacny z Oyo. Trzeba odczytać znaki czasu. Co zrobić i jak zrobić, żeby Mindouli nie stracić? Przy wspólnym stole w polskiej atmosferze twarda dyskusja… W końcu znaleziono wyjście: jeden z nowych, którzy przyjadą w październiku pójdzie na północ, a jeden z północy, tj. ks. S. Łacny pójdzie do Mindouli i obejmie jedną z największych parafii Konga. Do pomocy za parę tygodni dostanie trzech polskich „Synów Tarnowiaków”. I tak się też stało, i…„widział Pan, że było dobre”, ale nie na długo, bo jeden z nich drogą losowania opuścił Mindouli by „orać i siać” na „Plateau des 15 ans.”

Na stulecie ewangelizacji dobija następna czwórka „R-KK-M” (Rosiek, Kurek, Kordek, Malicki). W 1985r. jest trzech następnych: Pazdan, Piotrowski, Kudłacz – do nowej diecezji Nkayi do bpa Ernesta Kombo, jezuity i charyzmatyka. Planowana zmiana między „Plateau” i Oyo dochodzi do skutku, ale tylko połowicznie, bo ks. dr J. Ziobroń zamiast iść do Oyo opuszcza Kongo, by po rocznej przerwie zainstalować się w RCA, czyli w upadłym cesarstwie Bokassy (Republika Środkowoafrykańska).

Z oyowskiej „trójcy” został tylko Kryg tzn. ks. mgr S. Pawłowski, gdyż ks. Adalbert (Wojciech) Mach poszedł do Brazzaville, a ks. mgr B. Rosiek do Ngo, do towarzystwa „Dziadkowi” S. Walowi. Wszyscy niecierpliwie oczekiwali na inną trójkę, która przygotowywała się w Paryżu wyraźnie przeżywając lęki przedmisyjne: kontuzje, operacje, załamania itd… Pierwsza data ich przyjazdu spaliła na panewce, druga też nie chwyciła, a trzecią rozłożyli na raty i tak pomału z nowym rokiem 1988 dojechali wszyscy, dzieląc się między Oyo, Loulombo i Gamboma. Miejmy nadzieję, że na tym nie koniec i że końca wcale nie będzie…  

Już pierwsi bohaterowie wyżyn misyjnych „zaskoczyli”, że praca z siostrami i laikami może być o wiele bardziej efektowna i skuteczna na niwie misyjnej. Nie zwlekając więc ks. proboszcz z Oyo zwraca się na ul. Dzierżyńskiego 34 w Tarnowie do Domu Generalnego sióstr józefitek z prośbą – przyślijcie siostry do pracy w Afryce! Trudno wiedzieć, jaka była pierwsza reakcja Matki Theony, ale faktem jest, że w 1975 r. zjawiają się siostry z Tarnowa w Oyo. Za niedługo powstaje nowy dom sióstr józefitek w Brazzaville (1981 r.), od 1983 r. w Gamboma, gdzie 8 XI 1987 r. zostaje otwarty Dom Formacyjny dla nowicjatu afrykańskich józefitek.  

Zanim dojechały siostry zakonne, laicy już zakasali rękawy i wykazali swój zapał, i… powołanie misyjne. Były to najpierw dwie panie z Campec’u, a nieco później Pan z Nowego Sącza i jego małżonka Krysia. W 1987 r. inżynier budowlany z Wiśnicza. W tym wszystkim nie można zapominać o fakcie, że Rzym obserwował i obserwuje misyjny zapał Tarnowiaków. Nie tylko obserwuje, ale pomaga i docenia. Wystarczy wspomnieć choćby pomoc finansową na życie, pomoc na budowy kaplic i kościołów czy uroczystą nominację Arcybiskupa na „Falklandach” tarnowskich.

1987r. – trzeci podział Konga na diecezje. Tym razem powstała jedna nowa diecezja Kinkala z biskupem Anatolem Milandou na czele. Nowa diecezja i nowe potrzeby. Tak się zdarzyło, że nasi księża już tam są (Nowak, Łacny, Gurgul, Kurek, Smoleń), ale co to jest na tak wielu…(por. J 6,9). Żniwo wprawdzie wielkie ale robotników mało, proście zatem Pana żniwa, aby posłał robotników na żniwo swoje (por. Mt 9,37). Na progu II stulecia ewangelizacji, młody Kościół kongijski ma 6 diecezji, 6 biskupów, Nuncjaturę, Seminarium Duchowne, 260 sióstr zakonnych i około 200 księży krajowych i zagranicznych. Kościół katolicki w Kongo zapuścił korzenie, fakt absolutny i niezaprzeczalny. Ale korzenie to jeszcze nie wszystko. Pan Jezus powiedział: „po owocach ich poznacie ich” (Łk 6,44). Jakie są zatem owoce Kościoła kongijskiego? Żeby nie popadać w euforię, trzeba być szczerym i powiedzieć, że nie wszystko jest idealne w Kościele kongijskim. Niekiedy słyszy się nawet pytanie, czy Kościół kongijski to Kościół katolicki czy tylko kongijski. Wielu mówi
o zbliżającym się końcu świata. Patrząc na to, co dziej się w Kongo i co w ogóle dzieje się
w Afryce i jak się dzieje w tej kolebce ludzkości, raczej należałoby powiedzieć, że się wszystko dopiero zaczyna. A więc… „sursum corda”!  

Père Broni
ks. Bronisław Puchała,
Kongo Brazzaville,
  Głoście Ewangelię 2-3(1988), s. 41-46.