Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko



Wizyta Biskupa Tarnowskiego w Republice Konga - Śladami wiary misjonarzy tarnowskich (2)

Kontynuując pierwszą część artykułu zamieszczonego w poprzednim numerze, przypomnijmy, że wizyta biskupa tarnowskiego Andrzeja w Republice Konga, ze względu na konkretne ramy czasowe, nie pozwoliła na to, by odwiedzić każdą misję czy parafię, które swoją obecnością i pracą naznaczyli misjonarze z Tarnowa. Tych misji czy parafii, jak wspomniałem poprzednio, było 19. Wraz z biskupem tarnowskim zobaczyliśmy ich tylko 9, z czego – nie biorąc pod uwagę parafii w stolicy Brazzaville – aż 5 na południu kraju.

I właśnie te pięć miejsc oglądniemy teraz oczyma naszej wyobraźni. Ich aktualny wygląd przypomina, że kiedyś pracowali tu misjonarze tarnowscy i – jak na północy Republiki Konga – pozostawili swój dar wiary. Przede wszystkim w ludzkich sercach, ale też w tym, co po nich zostało, co można z mniejszym lub większym zachwytem oglądać ludzkim okiem.

Ewangelizacja na południu Konga naznaczona została pracą 13 misjonarzy tarnowskich. Ona jeszcze trwa w osobie księdza Mariana Pazdana, którego parafia w Louvakou była u celu podróży na południu kraju. Misyjny trud księża z Tarnowa pozostawili w istniejących obecnie trzech diecezjach: Nkayi, Kinkala i Dolisie.

Żeby nie zniechęcać nikogo, kto by chciał udać się tym samym szlakiem podróżowania, trzeba powiedzieć, że droga na południu Konga zwana "narodową", delikatnie mówiąc, niewiele przypomina nasze najgorsze drogi. Na 400 kilometrów, które musieliśmy przemierzyć, by dotrzeć do celu, dobre ponad 300 to niekomfortowa jazda po wertepach i dziurach, a na prostszych odcinkach wzniecanie wielkich, ciągnących się za samochodem i "częstujących" kolejne samochody i przechodniów, tumanów kurzu. Wielkim luksusem była możliwość przebycie tej drogi po odcinkach aktualnie budowanego przez Chińczyków "z afrykańskim spokojem" nowego traktu, który może kiedyś zostanie oddany do użytku.

Mindouli i okolice – początek działalności na południu kraju

Z rokiem 1977 obecność księży tarnowskich w diecezji Brazzaville zaczęła się powiększać. Wtedy z przybyciem ks. Kazimierza Nowaka rozpoczął się udział w ewangelizacji księży tarnowskich na południu Konga od Brazzaville w stronę oceanu. Pierwszą misją było Mindouli.

W roku 1979 ks. Kazimierz opuścił Mindouli i przeniósł się do Kibouendé, dojeżdżając do Madzia (1979-1982), a potem osiadł w Mbanza Nganga (1982-1990).

W sierpniu 1979 roku przybył do Mindouli z Oyo ks. Stanisław Łacny. Tu ks. Stanisław pracował do końca swego długiego, bo prawie 25-letniego, pobytu w Republice Konga (do grudnia 1998 r.).

Misja w Mindouli była z licznymi dojazdami, w których z czasem zaczęły powstawać samodzielne parafie obejmowane przez misjonarzy z Tarnowa. I tak w 1996 roku proboszczem w Missafou został ks. Bogdan Piotrowski. Pracując tu do 1998 roku, wybudował dom parafialny oraz dla sióstr, powiększył i wykończył plebanię, która w pierwotnej formie była dziełem ks. Józefa Smolenia (on też zorganizował tu aptekę) oraz dokonał rekonstrukcji kościoła. Drugą, choć chronologicznie pierwszą parafią (1985 r.), która została wydzielona z Mindouli, jest Loulombo, o którym poniżej.

Pracą w Mindouli swój pobyt naznaczyło kilku tarnowskich księży. Oprócz wymienionych dwóch pierwszych byli to: ks. Józef Smoleń (X 1979- X 1989), ks. Augustyn Gurgul (X 1979-1984), ks. Ryszard Wąsik (X 1979 do końca roku), ks. Andrzej Kurek (V 1984-VI 1985), który przybył tu po prawie rocznym stażu z Kibuendé ex Baratier, ks. Jan Czuba (1989-1992) i ks. Bogdan Piotrowski (1990-1994).

Parafię w Mindouli zobaczyliśmy tylko przejazdem. W samym założeniu był to mały odcinek czasu, w którym chcieliśmy popatrzeć na to, co pozostało po ponad 21 latach obecności księży z Tarnowa na tym miejscu.

Mindouli była dość dużą parafią, przez którą przechodził i przechodzi trakt jedynej linii kolejowej w Kongu relacji Pointe Noire – Brazzaville. Była ona placówką osobliwą, bo posiadała dwa kościoły, kiedy przybyli do niej misjonarze tarnowscy. Pierwszy kościół i pierwotna misja pw. św. Barbary zostały wybudowane na wzgórzu. Przy nim był dom z mieszkaniami dla księży. Niestety, ludzie mieszkali "na dole", w centrum miejscowości i dosyć daleko od kościoła. To spowodowało, że ks. Stanisław Łacny myślał ciągle o przeniesieniu misji, by była bardziej dostępna dla ludzi. W miejscu, o którym myślał, była już duża kaplica, którą można by nazwać kościołem. Tak więc w centrum Mindouli zorganizował nową parafię pw. świętych męczenników z Ugandy. Na miejscu wybudował dom parafialny i plebanię, w której – wraz ze swoim ówczesnym wikariuszem ks. Bogdanem Piotrowskim – zamieszkali w czerwcu 1993 roku. Dom zaś pozostawiony na pierwotnej misji przeznaczył Braciom Szkolnym. Obok niego wybudował Dom Diecezji Kinkala (wydzielonej z diecezji Brazzaville w 1987 roku), który służył jako dom rekolekcyjny, a później jako Małe Seminarium (do 1998) diecezji Kinkala. Zorganizował też bibliotekę dla młodzieży, do której przez ambasadę francuską sprowadził 700 różnego rodzaju książek i podręczników.

W centrum miasta, niedaleko dużego placu targowego, nowym miejscu misji, przy istniejącym kościele została wybudowana przez ks. Stanisława plebania oraz duży dom, gdzie urządził aptekę i trzy pokoje gościnne. W tym dziele pomagali mu ks. Jan Czuba i ks. Bogdan Piotrowski. Ten ostatni zatroszczył się również o zbudowanie wodociągu wody pitnej dla mieszkańców misji. Ks. Stanisław postawił też na posesji misji szereg pomieszczeń duszpasterskich, które miały służyć jako biuro parafialne, miejsce na katechezę i spotkania grup, biblioteka czy centrum parafialnej caritas. Na placu niedaleko kościoła ks. Augustyn Gurgul wybudował ołtarz polowy, który dzisiaj służy głównie za miejsce katechezy.

Marzeniem życia ks. Stanisława było wybudowanie dużego, solidnego kościoła. Dzieła swego jednak nie zrealizował.

Najbardziej wymowny ślad wiary

Nikt nie ma wątpliwości, że najbardziej wymownym śladem wiary tarnowskich misjonarzy jest właśnie Loulombo ze względu na grób księdza Jana Czuby. To tutaj zatrzymaliśmy się po raz pierwszy, udając się w tym samym dniu aż do Louvakou. Program pobytu na tym miejscu był określony i brał pod uwagę to, że w tym samym dniu mamy dotrzeć do wyznaczonego celu.

Przed kościołem w Loulombo na naszego biskupa Andrzeja czekał miejscowy biskup diecezji Kinkala Louis Portella. Pełni on bardzo ważne role w życiu Kościoła w Afryce. Jest przewodniczącym Konferencji Episkopatu Konga i jednocześnie ACERAC (Stowarzyszenie Episkopatów Regionu Afryki Centralnej), a także wiceprzewodniczącym SCEAM (Sympozjum Konferencji Episkopatów Afryki i Madagaskaru). Przy udziale kilkudziesięciu miejscowych chrześcijan nasz krótki pobyt zaczęliśmy od Eucharystii, której przewodniczył biskup tarnowski. W swoim słowie główny celebrans powiedział, że przedwczesna śmierć księdza Jana Czuby mówi nam, że nienawiść nie jest do zaakceptowania przez Boga i tych, którzy są wyznawcami Chrystusa. Wezwał też do modlitwy, aby śmierć księdza Jana i wielkich synów kongijskiej ziemi przyniosła pokój i pojednanie, ale również odwagę życia na co dzień głęboką wiarą.

Obecność i praca księży tarnowskich w Kongu-Brazzaville od 1973 roku to ogrom dobra pozostawionego i przekazywanego tam pod postacią ewangelizacji i działania na rzecz promocji człowieka. Jednak złożona tam w dniu 27 października 1998 roku ofiara męczeńskiej krwi naszego rodaka, przewyższa wszystkie dary, których autorami byli i są księża z Tarnowa.

Przybycie do Loulombo było okazją, aby w miejscowym kościele zainstalować granitową tablicę upamiętniającą pracę i śmierć księdza Jana Czuby w tej parafii. Na tablicy zostały umieszczone słowa naszego męczennika napisane dwa dni przed śmiercią do ks. Andrzeja Kurka: "Zostaję na miejscu do końca". Wyrażają one w sposób bezsprzeczny wielką miłość księdza Jana do tych, do których został posłany. Pozostał z nimi na zawsze.

Po mszy św. wraz z biskupami przemieściliśmy się wszyscy do znajdującego się między kościołem z jednej i grotą z drugiej strony, grobu księdza Jana. W grocie, którą on wybudował, nie ma już, niestety, statuy Matki Bożej, którą rozbito w czasie rebelii. Na to miejsce ks. Bogdan Piotrowski podarował figurę Matki Bożej z Fatimy, która, niestety, nie doczekała się nigdy swego miejsca w grocie. Grób jest dobrze utrzymany. Można mieć wrażenie, że miejscowi parafianie zatrzymują się przy nim na modlitwę.

Oby bezsensowna śmierć naszego misjonarza wydała swoje owoce w sercach tych, którzy sięgają po broń i przemoc. Oby była zawsze inspiracją do pojednania. Z takim też zamiarem Placide Mbadza, jeden z obecnych mieszkańców Brazzaville, a pochodzący z Loulombo, umieścił przy wjeździe do wioski, na rozstaju dróg, namiastkę pomnika, a miejsce to nawał Placem Zgody i Pokoju – taki napis został umieszczony na kamiennej bryle owego pomnika.

Misja w Loulombo (kościół i plebania) już nie straszy swoim wyglądem. Taki smutny widok mogłem (nie tylko ja) dostrzec, kiedy z delegacją tarnowską przybyliśmy do Loulombo z okazji 10-lecia śmierci księdza Jana. W latach 2002-2003 misja ta została zrabowana i zniszczona, został tylko grób księdza Jana, nieznacznie naruszony. Plebania, która w 1988 roku pozostała mi w pamięci jako "cacko" wybudowane przez naszych misjonarzy, podobna była do zlepku murów obrośniętych od wewnątrz i na zewnątrz wysokim chwastem. Mury, które ocalały jako jedyne, straszyły swoją szarością. Próbowałem się wczuć w myśli ks. Bogdana Piotrowskiego, który tu kiedyś mieszkał z ks. Janem Czubą. Zniknęła blacha z dachu kościoła, plebanii i domów (starego i nowego) sióstr. Kikuty tych dwóch ostatnich zostały zarośnięte przez szybko puszczające swe pędy dzikie rośliny i drzewa. Są jednak dostrzegalne i majaczą zza tych bujnych okazów natury. Widok klęski.

Kościół zaś i plebania dzięki zapobiegliwości ks. Bogdana Piotrowskiego, a także pomocy diecezji tarnowskiej, odzyskały podstawowy swój wygląd i zostały pomalowane. Niestety, plebania funkcjonuje tylko przez przywrócenie do użytkowania jednego pomieszczenia, w którym mieszka miejscowy duszpasterz. Plebanię wybudował w latach osiemdziesiątych ks. Augustyn Gurgul wraz z ks. Andrzejem Kurkiem. Podobnie zabudowania gospodarcze.

Kościół w obecnych rozmiarach to dość duża budowla powstała w wyniku powiększenia w 1991 roku kościoła już istniejącego. To dzieło ks. Andrzeja Kurka, w którym pomagał mu ks. Józef Smoleń. Korzystając z okazji remontu ks. Andrzej wymienił dach z solidną konstrukcją drewnianą i niemniej solidną blachą. Tego dzieła dokonał ks. Andrzej Kurek. W środku w nowej części dołożył betonowe ławki (powszechna praktyka w afrykańskich kościołach), które pokrył deskami.

Również w Loulombo funkcjonowała apteka Swój wkład w pomoc miejscowej ludności miał również ksiądz Jan Czuba, który ją zorganizował. Był on również promotorem rozwoju w innym sensie, ucząc ludzi sztuki pszczelarstwa. Sam korzystał z owocu pracy pszczół, ale też przyuczył do tej sztuki jednego z parafian. Zajmował się też inną dziedziną hodowli, choć na małą skalę. Miał w specjalnie wybudowanej zagrodzie kilka baranów. To było również zajęcie dla miejscowych osób, którym je powierzył. Miał też ambitne plany w związku z wykorzystaniem wody w nieopodal płynącym strumyku oraz występującymi skałami wapiennymi. Uznając potrzebę pracy sióstr, wybudował dom zakon¬ny, który wyposażył w potrzebne sprzęty. Gdy potrzeby się zmieniły, zaczął budować drugi, ale śmierć nie pozwoliła mu na jego dokończenie. Nade wszystko jednak był orędownikiem pokoju, co zostało wykorzystane przeciw jego osobie i zakończyło się brutalną śmiercią.

Dzisiaj Loulombo jest smutne. Miejscowy biskup byłby bardzo zadowolony, jeśli ktoś z tarnowskich misjonarzy podjąłby się kontynuacji dzieła księdza Jana i jego poprzedników. A było ich pięciu: ks. Augustyn Gurgul (1985-1989), ks. Andrzej Kurek (1985-1992), ks. Józef Smoleń (1990-1994), ks. Jan Czuba (1992-1998) i ks. Bogdan Piotrowski (1994-1996).

Na moment "do" i "przez" miasto i diecezję Nkayi

Droga do Louvakou prowadziła przez Nkayi, stolicę diecezji, w której nasi księża rozpoczęli pracę ewangelizacyjną w 1985 roku. Trzecim z kolei biskupem tej diecezji jest obecnie Daniel Mizonzo. Przyjął nas on skromnym poczęstunkiem, który zwłaszcza w postaci zimnego napoju orzeźwił nasze ciała poddane afrykańskiemu upałowi.

Przemierzając drogę, która była przed nami, wstąpiliśmy na chwilę do konwentu sióstr wizytek w Ludima, które prowadzą życie kontemplacyjne. To dobrze, że na terenach misyjnych jest ktoś, kto modlitwą ciągle podtrzymuje zmagania ewangelizacyjne tamtejszego Kościoła. Do zakładania instytutów życia kontemplacyjnego zachęcał św. Jan Paweł II w encyklice Redemptoris missio, odwołując się do nauki soborowej. Ich członkowie dają wspaniałe świadectwo majestatu i miłości Boga. Ale mogliśmy również dostrzec obiekty potrzebne doczesnemu rozwojowi człowieka, przejeżdżając obok fabryki cementu w Lutété.

W samym Nkayi spędził pierwszy rok swego pobytu w Kongu ks. Jan Kudłacz (1985-1986), a potem kontynuował swą pracę w Divénié i Nyanga (1986-1996). W tej diecezji pracowali również: ks. Jan Piotrowski, ks. Józef Kiwior (I 1988-VIII 1989 w Loubomo, VII 1989-VIII 1991 w Mbinda i VIII 1991-VIII 1993 w Kimongo) i ks. Stanisław Boroń w Kimongo (1991-1993). Od 1985 roku w diecezji Nkayi, a po jej podziale w Dolisie, pracuje ks. Marian Pazdan. Przez pierwsze pięć miesięcy pracował w parafii MB Fatimskiej w Dolisie, potem w położonym blisko granicy z Gabonem Divenié (9,5 roku do 1995), potem w Nyanga do października 1997 roku. Rebelia zmusiła go do opuszczenia Konga. Po pięcioletnim pobycie w Belgii powrócił do Nyanga PCA (2002-2004), po czym przeniósł się do Kibangou 2004-2007, by ostatecznie osiąść w Louvakou.

Louvakou – w perspektywie kultu Bożego Miłosierdzia

Louvakou, które było celem naszej podróży, znajduje się od niedawna w granicach nowej diecezji Dolisie, wyodrębnionej w maju 2013 roku z terytorium diecezji Nkayi i odległe jest od stolicy diecezji tylko 30 km. Pierwszym biskupem nowej diecezji jest Bienvenu Manamika, z którym podczas krótkiego w niej pobytu nasz biskup Andrzej miał okazję spotkać się trzy razy i przy okazji zaprosić go do Tarnowa, i podobnie jak innym biskupom, przekazać ikonę Matki Bożej Częstochowskiej.

Samo miasto Dolisie jest trzecim co do wielkości miastem Republiki Konga. Tutaj w par. pw. Nawrócenia św. Pawła pierwsze pięć lat swojej misyjnej posługi spędził bp Jan Piotrowski (1985-1990), z których pod koniec choroba wyrwała nieco czasu i zmusiła go do przyjazdu na leczenie do Polski i siedmiotygodniową hospitalizację. Pracował tu najpierw jako wikariusz, a od 30 października 1986 roku jako proboszcz. Jednocześnie przygotowywał struktury nowej parafii pw. Ducha Świętego w Kimongo, oddalonej od Dolisie o 50 km, gdzie po powrocie z urlopu zdrowotnego w latach 1990–1991 był proboszczem. Tu, dojeżdżając z Dolisie, wybudował kościół parafialny poświęcony w lipcu 1989 roku, dom katechetyczny, dom dla misjonarzy oraz zaplecze gospodarcze. Po nim parafię przejął ks. Józef Kiwior.

Dzień 23 lutego 2013 roku był ważnym dniem w życiu obu biskupów, ks. Mariana Pazdana i całego Kościoła partykularnego Dolisie. Konsekracja nowego i pierwszego sanktuarium Bożego Miłosierdzia na kongijskiej ziemi nie mogła należeć do wydarzeń codziennych. Przybyli na nią do Louvakou wszyscy biskupi kongijscy z nuncjuszem apostolskim w tym kraju, którym jest Polak Jan Romeo Pawłowski. Eucharystię koncelebrowało niemal 40 kapłanów kongijskich, dwóch naszych misjonarzy i my – trzej księża z Tarnowa. Obecne były również trzy siostry polskie pracujące od wielu lat w Kongu (dwie józefitki i jedna franciszkanka misjonarka Maryi), wiele osób z rządu, przewodniczący (marszałek) parlamentu Republiki Konga i około 1500 wiernych przybyłych nieraz z oddalonych miejsc diecezji. Przemieszczali się na piechotę, przybywali ciężarówkami lub innymi samochodami służącymi do przewozu rzeczy. Plac sanktuaryjny w noc przed uroczystością zamienił się w wielką sypialnię. Miejsc pod dachem, chociażby na podłodze, nie starczyło. Dom pielgrzyma była wypełniony nie tylko w pokojach i salach, ale w jego długim, liczącym ponad 30 metrów, korytarzu.

Podczas ceremonii zostały uroczyście zainstalowane przez arcybiskupa Brazzaville Anatola Milandou relikwie św. Faustyny, które z sanktuarium w Łagiewnikach dla nowego sanktuarium na kongijskiej ziemi przekazał biskup Andrzej.

Msza św. trwała 3,5 godziny. Przewodniczył jej, jak i całemu rytowi konsekracji, biskup tarnowski. W kazaniu wygłoszonym w języku francuskim kaznodzieja z Polski powiedział: "Ta ziemia, jaką jest region Niari, otworzyła swoje drzwi dla Ewangelii już jakiś czas temu, gdzie ewangelizowali pierwsi misjonarze ojcowie spirytyni. Dziś jesteście dobrym owocem ich pracy tak obficie pobłogosławionej przez Boga. Teraz, kiedy poświęcamy sanktuarium Miłosierdzia Bożego, lepiej rozumiemy prawdę, że Bóg jest miłością". Zachęcając do modlitwy do Miłosierdzia Bożego biskup Andrzej powiedział, że właśnie po to ks. Marian wzniósł to sanktuarium, by wierni mieli gdzie prosić o Miłosierdzie Boże i by Ono stało się lekarstwem, które uzdrawia nasze choroby, które nas leczy i pozwala nam przejść przez życie jako Bożym dzieciom.

Według nuncjusza apostolskiego, który przemówił po uroczystości, sanktuarium to, ze względu na bliskość graniczną z innymi krajami Afryki, ma szansę stać się międzynarodowym ośrodkiem kultu Bożego Miłosierdzia. W przyszłości, sanktuarium mogłoby pewnie liczyć na pielgrzymów z Kabindy (eksklawa stanowiąca prowincję Angoli) odległej o 70 km, z samej Angoli, z Demokratycznej Republiki Konga (dawny Zair) odległe o 110 km i z Gabonu, do granicy z którym odległość przejezdną drogą wynosi 220 km.

Na zakończenie wypowiedziałem słowo w imieniu biskupa tarnowskiego. Była to okazja, by wspomnieć wszystkich 28 kapłanów tarnowskich i siostry józefitki, którzy odpowiadając na Boże powołanie, opuścili swoją diecezję, rodzinę i przyjaciół i przybyli do Konga, by głosić, że Bóg jest nie tylko miłosierny, ale że jest miłosierdziem. Na ręce bp. Louisa Portelli przekazałem podziękowanie wszystkim biskupom kongijskim, którzy serdecznie przyjęli misjonarzy z Tarnowa. Pogratulowałem też ks. Marianowi, który czterdzieści lat temu z zapałem wprowadzał mnie w życie seminaryjne, będąc dla nas kleryków I roku przełożonym w wieloosobowej sypialni, a dzisiaj z niegasnącym entuzjazmem mówi o Jezusie w niejednym zakątku Konga.

Historia sanktuarium i tworzenia kultu Bożego miłosierdzia jest krótka. Ks. Marian przybył do Louvakou w październiku 2007 roku. Z Polski przywiózł obraz Bożego Miłosierdzia. Coraz "głośniej" mówił o Bożym Miłosierdziu i zachęcał do odmawiania koronki. Tym wszystkim zainteresował się młody katechista z Dolisie i tam stał się apostołem Bożego Miłosierdzia w trzech parafiach. Tam tworzył grupy modlitewne, które zaczęły regularnie przybywać przed obraz umieszczony na razie w kaplicy.

Bardzo ważną rzeczą było doprowadzenie wody. Chodziło zarówno o to, by sanktuarium miało swoje źródło św. Faustyny, jak i o zapewnienie wody dla pielgrzymów. Przedsięwzięcie to, jak na trudne warunki afrykańskie, zostało zrealizowane przez ks. Mariana w sposób godny pogratulowania mu. Mogliśmy się o tym przekonać, będąc na miejscu, korzystając z noclegów. Również projekt utworzenia kalwarii świadczy o sanktuaryjnym wyczuciu ks. Mariana. W przeddzień uroczystości miała miejsce droga krzyżowa, zakończona na szczycie przy krzyżu, gdzie na jej zakończenie biskup tarnowski udzielił wszystkim błogosławieństwa.

Najtrudniejszym przedsięwzięciem było zbudowanie samej świątyni o pokaźnych rozmiarach 40 na 17 metrów. W dniu 10 maja 2009 roku wspomniany wyżej, miejscowy biskup ówczesnej diecezji Nkayi, poświęcił kamień węgielny pod budowę świątyni. Ks. Marian całe swoje urlopy w Polsce poświęcał na zbieranie ofiar na budowę. Dzisiaj, po jej ukończeniu, mówi, że 85% funduszy pochodzi z diecezji tarnowskiej. Trzeba też dodać, że – jak na prawdziwe sanktuarium przystało – posiada ono dzwon powieszony na osobnej dzwonnicy. Jest to fundacja ks. Jerzego Rudnika, byłego proboszcza w Uszwi. Na dzień konsekracji zostało również umieszczone nowe tabernakulum przywiezione z Polski i ufundowane przez ks. Jana Kudłacza. Ja zaś – choć mało w tym pokory – cieszę się, że przyleciało ono w bagażu zarejestrowanym na moje nazwisko. Sam kościół został bardzo ładnie pomalowany wewnątrz i zewnątrz. Na fasadzie kościoła na zewnątrz widnieje Jezus Miłosierny ze znanego wszystkim czcicielom Bożego miłosierdzia obrazu. Fasada wewnętrzna zawiera obraz św. Jana Pawła II. Również w środku na poprzecznych belkach w nawach bocznych wypisane są w kilkunastu językach europejskich i kongijskich słowa: Jezu, ufam Tobie. Oczywiście nie brakło wersji polskiej.

Jeśli ks. Marian z radością oczekiwał na dzień 23 lutego 2014 roku, w którym miała miejsce konsekracja świątyni, to na pewno nie spodziewał się, że miesiąc po konsekracji z wielkim smutkiem popatrzy na swe dzieło. Oto potężna wichura połączona z burzą i deszczem tropikalnym uszkodziła 20% dachu sanktuaryjnego. Wiatr oderwał blachę od więźby dachowej. Na szczęście nikomu nic się nie stało, a drugie szczęście to, że Louvakou ma ks. Mariana, który w ciągu następnego miesiąca przywrócił sanktuarium pierwotny wygląd.

Choć konsekracja sanktuarium miała miejsce w lutym 2014 roku, to funkcjonowało ono i przyjmowało pielgrzymów dużo wcześniej. W Niedzielę Miłosierdzia 2012 roku na uroczystości, którym przewodniczył wspomniany wyżej nuncjusz apostolski, przybyło ponad tysiąc pielgrzymów, a do bractwa miłosierdzia zostało przyjęte kilkadziesiąt osób.

Członkowie tego bractwa modlą się w swoich środowiskach do Bożego Miłosierdzia i apostołują wśród innych. Asystują też często ludziom umierającym. Obecnie w diecezji opracowywany jest statut dla tych grup. Już jednak członkowie bractwa składają deklaracje i potwierdzają swe zaangażowanie w kult Bożego Miłosierdzia. Spełniając zobowiązania wyrażone w deklaracji, codzienne odmawiają przynajmniej dziesiątek koronki, uczestniczą przynajmniej raz we mszy świętej w dzień powszedni, przynajmniej raz w roku odbywają pielgrzymkę do sanktuarium w Louvakou, uczestniczą w triduum i nowennie do Bożego Miłosierdzia i starają się być apostołami w swoim środowisku, a także partycypować materialnie w szerzeniu kultu.

Ale świątynia to też nie wszystko. Jako troskliwy kustosz zadbał o zaplecze, o infrastrukturę nieodzowną w przyjmowaniu pielgrzymów. W tym celu wybudował dwa domy (inzo ya kilengi – dom radości), które zostały sfinansowane przez kolędników misyjnych diecezji tarnowskiej (242400 zł). Domy te zostały nazwane imieniem naszych dwóch misjonarzy, których ciała zostały złożone do grobu w kongijskiej ziemi: ks. Jana Czuby i ks. Józefa Piszczka. Podobny dom wybudował na poprzedniej swojej placówce w tej diecezji – w Kibangou, oddalonym od Louvakou 70 kilometrów. Projekt ten (inzo ya luzolo – dom miłości) podobnie jak inzo ya kilengi sfinansowali kolędnicy misyjni, przeznaczając nań prawie 110 tys. zł. Swe budowlane ślady ks. Marian pozostawił również w swoich pierwszych kongijskich parafiach w Divenié i Nyanga. Tych dzieł dokonał wspólnie z ks. Janem Kudłaczem, który w lutym 2014 roku uczestniczył w delegacji księży towarzyszących biskupowi Andrzejowi i z radością spotykał się ze swymi byłymi parafianami.

Louvakou to mała miejscowość i mała parafia. Na niedzielną Eucharystię przychodzi od 80 do 100 wiernych. W całej parafii katolików jest około 750 i są mieszkańcami wiosek, do których dojeżdża się, by celebrować Eucharystię. Takich miejsc z kaplicami jest 16.

Widać wyraźnie, że samo Louvakou zostało wybrane na szerzenie kultu miłosierdzia Bożego. Priorytetem w duszpasterstwie jest nie tyle parafia, ale sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Trzeba więc mieć nadzieję, że przy zaangażowaniu miejscowego biskupa Bienvenu, ks. Mariana, a także tych niemal 40 miejscowych księży, którzy w 11 parafiach diecezji są duszpasterzami, kult Bożego miłosierdzia zatoczy wielki krąg wierzących na kongijskiej, ale i afrykańskiej ziemi.

Wiem, że w chwili obecnej sanktuarium w Louvakou jest czwartym z kolei wybudowanym i prowadzonym na kontynencie afrykańskim po Ayos w Kamerunie, Ruhango w Rwandzie i Musoma w Tanzanii. Do nich dochodzi jeszcze kolejne w Kabuga w Rwandzie, ogłoszone w Niedzielę Miłosierdzia Bożego 2014 roku. Wszędzie prowadzą je misjonarze polscy. Nie znaczy to jednak, że tylko w tych sanktuariach wprowadzany czy pielęgnowany jest kult miłosierdzia Bożego. Są kościoły pod tym wezwaniem, jak choćby w samym Brazzaville, gdzie ks. Bogdan Piotrowski dba o rozwój kultu miłosierdzia Bożego, czego wyrazem było poszerzenie w 2008 roku wezwania parafii o "Boże Miłosierdzie". W wielu kościołach mających innych patronów, kult jest rozszerzany również. Tak jest choćby w Oyo i Gamboma, gdzie do niedawna pracowali nasi misjonarze. Obraz Jezusa Miłosiernego w tych kościołach rzuca się w oczy. Tu kult wyraża się nie tylko w wiszących obrazach, ale również odmawiana jest w każdy piątek czy raz w miesiącu koronka do miłosierdzia Bożego. Obraz Jezusa Miłosiernego został również umieszczony w kaplicach dojazdowych misji Gamboma, w wioskach: Makotimpoko i Passa. Podobnie jest w Ameryce Południowej. Przypomnijmy, że w Peru w Limie ks. Czesław Haus wybudował kościół pw. Miłosierdzia Bożego. Nie myślmy też, że przybycie obrazu Jezusa Miłosiernego do Afryki związane jest z beatyfikacją czy kanonizacją siostry Faustyny. Już w 1957 roku obraz ten, namalowany przez Adolfa Hyłę, autora łagiewnickiego obrazu i ponad 250 obrazów o tym temacie, trafił do Zambii. Niedawno odkryty w diecezji Lusaka został odnowiony staraniem sióstr służebniczek starowiejskich i stał się przedmiotem kultu.

Na koniec swego kazania podczas uroczystości konsekracyjnych w Louvakou biskup tarnowski powiedział do zebranych w kościele: Bampagi ya ntima ya munu ya luzolo! Do tej frazy wypowiedzianej w języku munukutuba dodał życzenie, aby św. Faustyna i – wtedy jeszcze – bł. Jan Paweł II, wielcy apostołowie Bożego miłosierdzia, orędowali za nimi. A my dzisiaj temu orędownictwu poddajmy wszystkich tarnowskich misjonarzy, którzy mieli odwagę pójść z Ewangelią Jezusa na kongijską ziemię i wszystkich, żyjących i nieżyjących, do których zostali posłani.

Ks. Krzysztof Czermak
Głoście Ewangelię (2014)3, 5-14