Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko



Grób, który jednoczy

 

Przy okazji pierwszej rocznicy poświęcenia grobu ks. Jana Czuby w Loulombo, ks. Bogdan Piotrkowski przedstawia przebieg prac związanych z budową grobu i wspomina uroczystość sprzed roku, która stała się znakiem przebaczenia i pojednania.

Brazzaville, 21 września 2002 r.      

Grób, który jednoczy

We wrześniu 2001 roku, w trzecią rocznicę śmierci ks. Jana Czuby w dalekim kongijskim Loulombo, miejscu jego śmierci, odbyła się uroczystość, która po raz pierwszy od zakończenia wojny zgromadziła okolicznych chrześcijan (nie tylko katolików) i niewierzących. Było to poświęcenie grobu ks. Jana, na które przybyli: tamtejszy Biskup z duchowieństwem, rodzina ks. Jana z delegatem naszego ks. Biskupa z Polski, misjonarze pracujący w Kongo i okoliczna ludność. O tym wydarzeniu pisał już ks. Józef Urbaniak obecny na tych uroczystościach. Ja chciałbym napisać o tym, jak doszło do budowy grobu i dlaczego tak późno.

Wojna, na początku której zginął ks. Jan, trwała półtora roku i zakończyła się w grudniu 1999 roku. Początkiem 2000 roku ludność z lękiem zaczęła powracać do domów, powoli komunikacja między miasteczkami wracała do normy. Jednak dopiero w styczniu 2001 roku, podczas tzw. małej pory suchej, ze względu na fatalny stan drogi (200 km przejechaliśmy w ciągu półtora dnia) mogliśmy dotrzeć do grobu ks. Jana. Potem zaczęły padać deszcze i droga stała się nieprzejezdna. Jedynym połączeniem był pociąg, który jechał, kiedy chciał i jak chciał, często bez wagonów pasażerskich zniszczonych w czasie wojny.  

W lutym tegoż roku zaczęliśmy przesyłać do Loulombo: najpierw sam kamień nagrobkowy zrobiony w Brazzaville z granitu, potem materiały do budowy grobu, a na końcu przygotowane już w stolicy jego ogrodzenie. Za każdym razem trzeba było też wysyłać ekipę fachowców do wykonywania poszczególnych prac. Samo przesyłanie materiałów stawało się koszmarem. Dzięki życzliwości parafian pracujących na kolei wynajmowaliśmy cały wagon, zostawiany później na bocznicy w Loulombo, gdzie można było go w spokoju rozładować. Była to też forma pomocy dla tamtejszej ludności. Pusty wagon był każdorazowo wypełniany żywnością wyprodukowana w wiosce, dając mieszkańcom możliwość sprzedania owoców ich pracy w Brazzaville, bo w wiosce nikt by tego nie kupił. Całość prac udało nam się zakończyć tydzień przed zaplanowaną datą poświecenia grobu, dzięki życzliwości kongijskiego przyjaciela, który w ostatnim momencie posłał tam swoją ekipę do zakończenia prac.

Budowa grobu kosztowała 5000 euro. Do jego budowy przyczyniło się wiele osób. Finanse pochodziły z różnych źródeł. Między innymi od kolegów misjonarzy, którzy pracują i pracowali w Kongo, osób i przyjaciół, którzy znali księdza Jana, oraz z diecezji, która uzupełniła brakujące 1500 euro na ten cel. Rodzina księdza Jana chciała pokryć całość kosztów budowy grobu, ale uważaliśmy, że jest to nasz obowiązek - obowiązek misyjnego Kościoła, któremu służył i za który oddał życie. Rodzina ks. Jana przywiozła natomiast z sobą wielki metalowy krzyż (w częściach), który w dniu poświecenia został poświecony i postawiony koło grobu, jako świadek jego męczeńskiej śmierci. 

Wspólne nocne czuwanie przy grobie ks. Jana i następnego dnia msza św. z poświeceniem grobu były dla tych ludzi znakiem pojednania, a przede wszystkim przebaczenia, które u stop ołtarza wypowiedział p. Stanisław, najstarszy brat ks. Jana. Ofiara życia tego, który chciał „pozostać do końca” zjednoczyła wokół grobu tych, których kiedyś wojna rozrzuciła we wszystkie strony świata.

ks. Bogdan Piotrowski
Rep. Konga

Głoście Ewangelię 4(2002), s. 9-10.