Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko



Polityczny kontekst wyjazdu pierwszych księży tarnowskich do Konga Brazzaville

 (w 35. lecie rozpoczęcia regularnych wyjazdów)
 
Zanurzając się w historii regularnych wyjazdów księży diecezji tarnowskiej na misje do Afryki, dostrzec można zwłaszcza w jej początkach, ciekawą rzeczywistość, która prowadzi do konstatacji, że kontekst pierwszego misyjnego zaangażowania stworzony został przez warunki polityczne panujące zarówno w Polsce, jak i w Afryce – w Ludowej Republice Konga.
 
Próba komunizacji Konga francuskiego
 
Kongo Brazzaville, do którego udała się pierwsza czwórka misjonarzy diecezjalnych z Tarnowa, w latach sześćdziesiątych ulegało przeobrażeniom, które doprowadziły ostatecznie do powstania w 1969 roku Ludowej Republiki Konga (République Populaire du Congo).[1] W kraju tym, który uzyskał niepodległość w dniu 15 sierpnia 1960 roku, pierwszym prezydentem został przewodniczący Związku Demokratycznej Obrony Interesów Afrykanów, ksiądz Fulbert Youlou. Ponieważ prowadził politykę filo francuską i był popierany przez reżim kolonialny, spotkało się to ze wzrastającym niezadowoleniem społeczeństwa. Od 13 do 15 sierpnia 1963 miały miejsce słynne „Trois Glorieuses” – trzy dni ulicznych manifestacji, w wyniku których Youlou musiał oddać władzę. Prezydentem został Alphonse Massemba Débat, który ogłaszając się socjalistą zdołał zmusić do opuszczenia kraju stacjonujące ciągle wojska francuskie oraz niektórych misjonarzy. Jest to więc czas rewolucji marksistowsko-leninowskiej próbującej rozprzestrzeniać zasady materializmu ateistycznego, rozsiewającego nienawiść między narodami, a który stawał się wyzwaniem dla Kościoła głoszącego prawdę o Bogu i człowieku.[2] Stworzona została jedyna partia Narodowy Ruch Rewolucyjny, której program postulował zasady „kongijskiego socjalizmu naukowego” i polityki niezaangażowania. Powstała również nowa konstytucja. W roku 1965 nastąpiła nacjonalizacja szkół. Prawica nie dawała za wygraną podejmując liczne, nieudane próby zamachów stanu. Jednak napięcie, jakie zaistniało między nową siłą polityczną a armią neokolonialną ćwiczoną i zbrojoną przez Francję, zmusiło Débata do poddania się do dymisji, w wyniku której na stanowisku prezydenta zastąpił go młody lewicowiec Marien N’Gouabi. Doprowadził on do powstania pod koniec 1969 roku Kongijskiej Partii Pracy o proweniencji marksistowsko-leninowskiej. Uchwalona została nowa konstytucja i zmiana nazwy państwa na Ludową Republikę Konga. Zaczął się więc okres państwa ludowego trwający do 1991 roku. Koniec deklarowanego socjalizmu przyspieszyły upadek muru berlińskiego i pjerjestrojka w Związku Radzieckim. Nastąpiły więc zmiany polityczne i społeczne. Z Ludowej Republiki Konga powstała Republika Konga.
 
Równoległa próba ewangelizacji
 
Erygowany w dniu 21 grudnia 1950 roku wikariat apostolski Fort-Rousset stał się diecezją 14 września 1955 roku (od 1977 roku diecezja nosi nazwę Owando). W roku 1970 administratorem apostolskim tej diecezji został ks. Georges-Firmin Singha, Kongijczyk będący kapłanem od 7 października 1956 roku.[3] Od momentu objęcia wikariatu wyrazem jego apostolskiej troski było poszukiwanie personelu misjonarskiego. Dlatego zwrócił się przez pośrednictwo delegata apostolskiego w Kongu i Czadzie, niezwykle gorliwego bpa Mario Tagliaferri[4] o nowych misjonarzy do diecezji Fort-Rousset. Delegat apostolski przedstawił tę prośbę na początku 1971 roku w Rzymie biskupowi Władysławowi Rubinowi, który od 1964 roku pełnił urząd Delegata Prymasa Polski dla duszpasterstwa emigracji polskiej. Był on prawdopodobnie znany biskupowi Tagliaferri przez funkcję sekretarza Synodu Biskupów, którą pełnił od 1967 roku. Wybór biskupa Rubina na poprowadzenie tej sprawy nie był prawdopodobnie przypadkowy. Był on bowiem Polakiem urzędującym w Rzymie, w jakimś sensie reprezentującym Episkopat Polski. On więc miał przedstawić prośbę Konferencji Episkopatu Polski o misjonarzy spośród duchowieństwa zakonnego i diecezjalnego do socjalistycznego Konga, kraju o podobnym ustroju, jaki panował w Polsce. Odbiorcą tej petycji w imieniu Episkopatu Polski był na początku 1971 roku bp Jan Wosiński[5] – dyrektor krajowy Papieskich Dzieł Misyjnych i członek Komisji Misyjnej Episkopatu Polski.[6] Pierwsze odpowiedzi skierowane do bp. Tagliaferri nie napawały wielkim optymizmem i odsyłały do bliżej nieokreślonej przyszłości.[7] Niestety, zgromadzenie księży spirytynów nie odpowiedziało na propozycję podjęcia pracy w Kongo przez Polaków z tego zgromadzenia.[8]
 
Biskup Mario Tagliaferri odegrał rolę zaangażowanego pośrednika między administratorem diecezji Fort-Rousset i Kościołem w Polsce, a ostatecznie biskupem tarnowskim Jerzym Ablewiczem. Zwracając się o polskich misjonarzy swoją prośbę motywował tym, że sytuacja Kościoła w Kongo-Brazzaville jest szczególnie trudna. Trudność ta polegała nie tylko na braku personelu misjonarskiego, ale na niesprzyjającej dla wzrostu Kościoła sytuacji politycznej wyznaczanej przez socjalistyczne władze Ludowej Republiki Konga. Malała bowiem liczba misjonarzy, którzy poczuli się niepewnie po zmianie ustroju i byli źle widziani przez miejscowe władze, jako reprezentanci kolonizatorów. Rodzimych kapłanów prawie nie było, a widoki na nowych kongijskich księży były bardzo mgliste.[9] Rząd lewicowy ograniczał przyjazdy misjonarzy z krajów zachodnich (zwłaszcza Francji), choć nie tylko, o czym świadczą przewidywane trudności w otrzymaniu wiz przez naszych księży.[10] Z drugiej zaś strony, paradoksalnie, przyjazd misjonarzy z Polski Ludowej do Ludowej Republiki Konga dawał podwójna nadzieję, że władze kongijskie nie będą robić trudności, a sami misjonarze będą umieć się poruszać w znanej im już rzeczywistości.[11]
 
Znane metody przeciw religii i Kościołowi
 
Rzeczywiście działalność Kościoła w Kongo w tym czasie była utrudniana. Miejscowe władze wymyślały różne preteksty, aby w nią ingerować.[12] Stałymi trudnościami naznaczone były relacje ze szkołą i nauczycielami. Wszelkie ograniczenia nie były zaskoczeniem dla naszych misjonarzy i nie paraliżowało ich pracy ewangelizacyjnej. Slogany marksistowskie i portrety przywódców rewolucji nie zmieniały klimatu, w którym nasi księża żyli i pracowali dotychczas.[13] Sytuacja, w której przyszło im głosić Ewangelię była w wielu miejscach analogiczna do tej, doświadczanej w Polsce. Członkowie marksistowsko-leninowskiej Kongijskiej Partii Pracy (PCT) nie mogli oficjalnie uczestniczyć we mszy św. Było to dość mocno kontrolowane i ci, którzy nie chcieli podporządkować się zakazowi tracili pracę. Kurierem PCT był dziennik Etumba odpowiednik Trybuny Ludu. Działalność PCT skierowana była na walkę z religią. Jej prominenci uczyli, że „każdy marksista musi być wrogiem religii” i że „ona jest całkowicie polityczna”.[14] Ukrytą formą walki z Kościołem była również cenzura.
 
Nie zabrakło też zorganizowanego prania mózgów kobietom. Działaczki Rewolucyjnego Związku Kobiet Kongijskich” (UFRC) otrzymywały swe wykształcenie w ZSRR, NRD i na Kubie. Powstał też Socjalistyczny Związek Młodzieży Kongijskiej (UJSC), który dysponował swoim dziennikiem „Jeunesse et Revolution”. Organizacja ta miała swoje komórki na uniwersytecie i w liceach,[15] a więc było to dokładne nawiązanie do sytuacji młodzieży w Polsce. Zakaz spotykania się z młodzieżą, któremu patronowali „pionierzy”[16] nie wpływał ujemnie na odwagę duszpasterską misjonarzy z Tarnowa. Szli oni do młodzieży wiedząc, że obowiązująca ideologia jest przejściowa i nie brana na serio przez większość Kongijczyków. Okazją do spotkań był również sport, który mógł stać się nawet okolicznością do regulacji stosunków z miejscowymi władzami i podjęcia duszpasterstwa z większą odwagą.[17]
 
Opatrzność wybiera Kościół tarnowski
 
W momencie kiedy na początku 1972 roku bp Jerzy Ablewicz otrzymał propozycję posłania swoich księży do Konga do pracy misyjnej, dysponował już czterema kandydatami, którzy wcześniej, nawet kilka lat, zgłosili swemu biskupowi gotowość wyjazdu do Afryki.[18] Stanowili jakby osobowy „bank”, będąc do dyspozycji udania się na misje. O tym – jak to wynika z listu bp. Jana Wosińskiego – wiedziała Komisja Episkopatu ds. Misji.[19] Otrzymawszy więc prośbę o misjonarzy od bpa Rubina uznała za stosowne skierować ją do Tarnowa. Uzasadnienie, jakie wtedy otrzymał bp Jerzy Ablewicz było następujące: „Komisja Episkopatu do spraw Misji omawiając daną prośbę wyraziła sugestię, aby sprawę przedstawić Waszej Ekscelencji. Chodzi bowiem o wyjazd do pracy stosunkowo trudnej, gdzie dotychczas nie ma Polaków i trudno by tam było wysłać kapłanów z różnych diecezji, nie znających się między sobą. Wydaje się, że grupa księży bardziej zwarta, z jednej diecezji, lepiej mogłaby odpowiedzieć temu zadaniu. Stąd właśnie zrodziła się myśl o Diecezji Tarnowskiej”.[20] Na wiosnę 1972 roku przybyło do osobowego „banku” dwóch kolejnych misjonarzy.[21]
 
Po pozytywnej odpowiedzi o przyjeździe młodych księży do Konga, danej przez bp. Jerzego Ablewicza delegatowi apostolskiemu bp. Mario Tagliaferri listem z 20 marca 1972 roku, Biskup Tarnowski otrzymał list od delegata apostolskiego w Kongu ze słowami wdzięczności za gotowość w posłaniu misjonarzy, określając decyzję Pasterza tarnowskiego jako – ze względu na zbliżające się Święta Wielkanocne – „największy dar paschalnego Baranka”.[22]
 
Zaraz też sekretarz Komisji Misyjnej Episkopatu zwrócił się do Kongregacji Ewangelizacji Narodów o zaproszenia dla kandydatów na misjonarzy, aby jak najszybciej mogli rozpocząć starania o paszporty.[23] Prefekt Kongregacji Agnelo Rossi podziękował bp. Jerzemu Ablewiczowi za wielką hojność wobec Kościoła misyjnego, uświadomił trudności, na jakie napotkają przyszli misjonarze i zapewnił, że Kongregacja pomoże we wszystkim, co będzie dla niej możliwe.[24] Podstawową formą tej pomocy było zapewnienie stypendium na naukę języka francuskiego, która miała miejsce przez pięć miesięcy w Paryżu aż do momentu odlotu do Konga z Francji w maju 1973 roku, oraz zapewnienie sfinansowania przelotu do Afryki. W tym sensie też trzeba zapewne rozumieć określenie, że księża tarnowscy jadą do Konga „na prośbę samej Kongregacji Ewangelizacji Narodów”.[25]
 
Administrator apostolski ks. Georges Singha dowiedział się o tym, że księża, którzy pospieszą mu z pomocą w głoszeniu Ewangelii będą z tarnowskiej diecezji, w dniu 27 marca 1972 roku z listu. List ten napełnił go „niewypowiedzianą radością”.[26] Przyszli misjonarze tarnowscy mieli być – według życzenia bp. Władysława Rubina – „dobrym zaczynem w działalności Kościoła w Polsce na rzecz Kościoła powszechnego”.[27]
 
Zaczęły się przygotowania, które nie były wolne od problemów. Komenda Milicji Obywatelskiej w Krakowie odmówiła wydania paszportu ks. Wojciechowi Machowi. Jak stwierdził sam dotyczący, było to wynikiem jego kazań i w konsekwencji przesłuchań w Urzędzie Bezpieczeństwa.[28] Po odwołaniu się do ministra, kierownika Urzędu d.s. Wyznań w Warszawie otrzymał upragniony paszport[29] i mógł z kilkumiesięcznym opóźnieniem dołączyć do trzech kolegów kończących już swoje krótkie przygotowanie językowe w Paryżu i po pół roku, w grudniu 1973 r. dotrzeć do nich do Konga.[30]
 
Trójka naszych misjonarzy: ks. Stanisław Jeż, ks. Stanisław Łacny i ks. Andrzej Piotrowski, swoją podróż do Afryki rozpoczęła udaniem się do Rzymu w listopadzie 1972 roku. Tam ze swoim Ordynariuszem mieli okazję być przyjęci na audiencji prywatnej przez papieża Pawła VI.[31] Dokładnie sześć miesięcy później, w dniu 15 maja 1973 roku z Paryża, po zakończeniu pięciomiesięcznego kursu języka francuskiego, przez Libreville udali się do swej ojczyzny z wyboru, gdzie z wielkim oddaniem głosili Ewangelię.[32] Ich przygotowanie językowe w Polsce i we Francji zostało poprzedzone w maju 1972 roku sześciodniowym kursem misjologicznym urządzonym na ATK, jak i wymaganym pięciodniowym kursem państwowym zorganizowanym przez Urząd ds. Wyznań i Polski Instytut Spraw Międzynarodowych.
 
Lekcja historii
 
W historii wyjazdu pierwszych tarnowskich misjonarzy do Afryki można dostrzec ciekawe dla nas dzisiaj i pouczające spostrzeżenia.
 
Po pierwsze nie do przeoczenia jest fakt, że Opatrzność Boża posługuje się okolicznościami, które same w sobie są nie do pogodzenia z godnością człowieka przyniesioną przez Chrystusową Ewangelię. Ustrój, który w swoim zamiarze był walką z religią, wydał Kościołowi powszechnemu tych, którzy w podobnym ustroju, na innej szerokości geograficznej, potrafili z odwagą nieść człowiekowi prawdziwe wyzwolenie. Można powiedzieć, że kontekst wyjazdu tarnowskich misjonarzy do Konga w 1973 roku był w jakimś sensie polityczny. Potrzebny personel misyjny do pracy w nowej rzeczywistości Konga, kraju nad którym wisiała groźba zniewolenia duchowego przez ustrój polityczny, został pozyskany właśnie z kraju, w którym to zniewolenie było z różnym skutkiem praktykowane. Opatrzność Boża, która przenika historię człowieka i narodów, sprawiła, że głoszenie Ewangelii w Kongo przez misjonarzy tarnowskich i dzieła w związku z tym powstałe, były paradoksalnie wynikiem zaprowadzonej przez człowieka na ziemiach polskich niesprawiedliwości, na skutek geopolitycznych przemian. „Polityczna inkulturacja”, którą przywieźli misjonarze w nich samych, ułatwiła proces ewangelizacji kraju, który jako kolejny, miał być skazany na zatracenie przez nieludzki system polityczny. Stwierdzenie, że obecność tarnowskich misjonarzy w Ludowej Republice Konga jest następstwem socjalistycznego ateizmu w Kongo czy w Polsce, można uważać za przesadne. Nie żyją już ci, którzy by mogli ostatecznie rozstrzygnąć nasze wątpliwości. Możemy być jednak pewni, że obecność kapłanów z Tarnowa w ludowym państwie Konga nie była całkiem przypadkowa i przyczyniła się do właściwego podejścia do ewangelizacji ograniczanej przez władze i do odważnego świadectwa o Chrystusie nawet za wielką cenę.[33]
 
 
Biskup z sensus Ecclesiae
 
Jest też rzeczą znamienną czas dojrzewania decyzji bp. Jerzego Ablewicza odnośnie wyjazdu pierwszych, i nie tylko, misjonarzy. Biskup Tarnowski, który swą wrażliwość misyjną wyniósł z auli soborowej,[34] jeszcze przed udaniem się do Rzymu przypominał swoim diecezjanom o misyjnym obowiązku Kościoła.[35] Był więc „soborowy” jeszcze przed soborem. Mimo to nie spieszył się z kluczową decyzją otwarcia diecezji aż po krańce ziemi. Od zakończenia soboru do czasu decyzji o wysłaniu pierwszych misjonarzy minęło 7, a nawet w jakimś sensie 10 lat.[36] Co więcej, w tym czasie można się dopatrzyć jakby nawet studzenia zapału tych, którzy zgłaszali swoją dyspozycyjność do pracy misyjnej.[37] Wrażenie takie jest jednak tylko pozorne. Świadczą o tym fakty, że na zgłoszenia dyspozycyjności księży do pracy w Afryce reagował pozytywnie, a gdy już – w odpowiedzi na propozycję wysłania swych księży do Konga – podjął wiążącą decyzję, sam – by stworzyć większą ekipę – zaproponował wyjazd ks. Stanisławowi Jeżowi.
 
Początkowa powściągliwość bp. Jerzego Ablewicza wynikała zapewne z odpowiedzialności za posłanych i stworzenie im odpowiedniego zaplecza. Mówił natomiast o obowiązku misyjnym Kościoła i czuł, że powinien on wyrażać się nie tylko w pozytywnym nastawieniu ludzi świeckich i księży do tej sprawy, ale w wysyłaniu księży. Po dziesięciu latach od posłaniu pierwszej czwórki do Konga wyznał, że przejście jednego z kapłanów do zgromadzenia księży sercanów w celu wyjazdu na misje, dało mu wiele do myślenia.[38]
 
Powściągliwość co do pierwszej decyzji, która nastąpiła w dniu 20 marca 1972 roku, wiązała się zapewne z wielką odpowiedzialnością za posyłanego misjonarza. Z jednej strony czas cierpliwego oczekiwania miał w kandydacie potwierdzić i zweryfikować powołanie, a z drugiej, był to okres na rozeznanie w kandydacie powołania przez biskupa i przekonanie się o odpowiednich kwalifikacjach kandydata. Czas na podjęcie decyzji był też stosowny na to, aby zebrać ekipę nowych księży misjonarzy, jak to było, zwłaszcza, choć nie tylko, przy pierwszym wyjeździe.[39] Podjęta jednak decyzja była motywem do przejęcia odpowiedzialności za swoich misjonarzy. Mimo, że organizację wyjazdu mógł zostawić Komisji Misyjnej, która do końca pozostawała w kontakcie z bp. Georges Singhą, sam szukał dla swoich misjonarzy miejsca zatrzymania w Paryżu i wziął w swoje ręce cały ich wyjazd. Do tego stopnia sam przygotowywał wyjazd pierwszych misjonarzy, że omijał wszelką drogę kancelarii kurialnej, w wyniku czego nie zachował się w archiwach polskich żaden dokument (ani jego kopia) pisany przez niego w tej sprawie.
 
Wiadomość o otwarciu bp. Jerzego Ablewicza na Kościół misyjny dość szybko rozchodziła się między biskupami. Oni zaś mieli okazję go poznać na rzymskim Synodzie o ewangelizacji w 1974 roku. Dlatego też niedługo po wyjeździe pierwszych misjonarzy do Konga otrzymywał listy od biskupów z prośbą o posłanie misjonarzy do Kamerunu, Zairu, Górnej Wolty, Rwandy, Sierra Leone i na Wyspy św. Tomasza. Świadomość o misyjnym czuciu Kościoła bp. Ablewicza docierała powoli do innych biskupów polskich. Metropolita krakowski nie wahał się nakłaniać arcybiskupa Bangui, by zwrócił się z prośbą o misjonarzy z Tarnowa.[40]
 
Świadomość misyjna
 
Ciekawym wydaje się spostrzeżenie, że decyzje księży fideidonistów, którzy jako pierwsi udawali się do Konga, nie mają żadnego odniesienia do encykliki Piusa XII „Fidei donum”, ani z nawiązującą do niej nauką Soboru Watykańskiego II. Jako przyszli misjonarze fideidoniści nie tylko nie mieli wiedzy, że taka encyklika została wydana, ale że zawiera ona apel, na który oni właśnie z nieświadomością odpowiadają. Na tym przykładzie widać, z jaką opieszałością wchodziła na teren Kościoła w Polsce nauka soborowa, czy dokumenty papieskie, zwłaszcza te o przełomowym znaczeniu, do których niewątpliwie należy „Fidei donum”.[41]
 
Powołanie misyjne naszych księży nie zostało rozbudzone ani lekturą dokumentów misyjnych Kościoła, ani nawet wiedzą im przekazaną, że takie dokumenty istnieją i nawołują księży diecezjalnych do pracy misyjnej. Zostało ono wzbudzone na drogach znanych tylko Bogu. W każdym z nich Duch Święty wykonał swoją pracę, ich poszukiwania i decyzje były dowodem na wzrastającą świadomość misyjną w Kościele, która prowadziła do szczególnego oddania Kościołowi. Ta zaś przedostawała się do ich serc i umysłów różnymi drogami. Dla jednego była to fascynacja osobami świętych misjonarzy,[42] drugiemu utkwiły prelekcje misjonarzy, ich listy i spotkania z nimi,[43] dla innego było to działalnie na rzecz misji przez założenie Koła Misyjnego w seminarium i branie udziału w kleryckich sympozjach,[44] ktoś inny uczynił to w wyniku dłuższych przemyśleń,[45] jeszcze inny zgłosił się, bo dowiedział się, że inni wyjeżdżają,[46] do potwierdzenia kleryckich pragnień i podjęcia decyzji przez kolejnego kandydata przyczyniły się misyjne spotkania kleryków organizowane w Pieniężnie[47] oraz wyjazd pierwszych werbistów do Indonezji. Fakt, że nikt z pierwszej szóstki do końca nie wiedział o zgłoszeniach pozostałych kolegów, tym bardziej świadczy o ich niezależnie podejmowanych i dobrowolnych decyzjach.
 
Jest również pobudzające do refleksji, że na ponad dwadzieścia pism dostępnych w różnych archiwach,[48] przygotowujących wyjazd pierwszych księży z Tarnowa, tylko w jednym liście bp Georges Singha używa dwa razy terminu „Fidei donum”.[49] Tym listem afrykański Biskup po raz pierwszy wszedł w personalny kontakt z bp. Jerzym Ablewiczem nawiązując do kapłanów „Fidei donum”, którzy już pracowali w jego diecezji. Nie ma też w tych pismach ani jednego odniesienia do nauki Soboru, który wyraża życzenie posyłania księży diecezjalnych na misje, która – podobnie jak „Fidei donum” – była zachętą i bramą dla tych wyjazdów (por. DM 38). Co więcej, do tej pory sytuacja nie zmieniła się radykalnie.
 
Wynurza się więc pytanie dotyczące recepcji nauki Magisterium Kościoła. A cui bono służą dokumenty soboru czy nauczanie papieskie, na które się sobór powołuje, a które, jest przełomowe dla życia Kościoła powszechnego? Czy nie są one wydawane „na wszelki wypadek” i na użytek cytowania w pracach misjologów? Czy one, poszerzając ich zakres i treść o „Redemptoris missio”, nie są potrzebne przeciętnemu teologowi, przede wszystkim księdzu, aby posiąść wizję Kościoła, która byłaby prawdziwą wizją komunii”? Czy one, ich ignorancja, rzeczywiście nie mają ciągle wpływu na nasze duszpasterstwo?
 
Przygotowanie wyjazdu tarnowskich księży daje też obraz praktycznej eklezjologii, jaka, w zasadzie, dopiero rodziła się w tym czasie, wyrastając z nauki dekretu misyjnego o Kościele partykularnym. W tej dziedzinie, ze względu na niewątpliwy rozwój świadomości misyjnej, zaszły duże zmiany. Liczba jednak osób czy instytucji, które tworzą co najmniej sześcioogniwowy łańcuch w organizowaniu wyjazdu do Konga pierwszych tarnowskich misjonarzy, niekoniecznie świadczy o powszechnym braku świadomości dotyczącej relacji między Kościołami partykularnymi. W tym bowiem okresie odnajdujemy próbę takich kontaktów zamykającą się w dwóch podmiotach, którymi są biskupi Kościoła proszącego i proszonego o misjonarzy.[50]
 
W całym procesie przygotowawczym można dostrzec osobliwą praktykę Komisji Misyjnej Episkopatu Polski, która będąc chętnym pośrednikiem między bp. Singhą a bp. Ablewiczem relacjonowała w listach stan aktualny dotyczący omawianego wyjazdu.[51] W tym kontekście zauważalny jest wielki sensus Ecclesiae bp. Jerzego Ablewicza i jego znajomość soborowej teologii Kościoła partykularnego. Wyraził on bowiem życzenie osobistego[52] kierowania przygotowaniem wyjazdu swoich księży, którego data przedłużała się z powodu błędnie sformułowanych zaproszeń, ale również z powodu lepszego przygotowania, które nie było Biskupowi Tarnowskiemu obojętne. Nie spełnił więc nadziei bp. Singhi, który oczekiwał naszych księży w Afryce już we wrześniu 1972 r.[53] Tak więc w imię solidniejszego przygotowania językowego, jak również osobliwego aktu eklezjalnego uwzględnionego przez bp. Ablewicza w procesie przygotowań pierwszych misjonarzy, którym była wspomniana wyżej audiencja prywatna z papieżem Pawłem VI, termin ich przyjazdu do Konga się wydłużył, z czego Komisja Misyjna Episkopatu uważała za stosowne usprawiedliwić się przed bp. Singhą i za to go przeprosić.[54]
 
Historia z pouczeniem
 
Historia początków regularnych wyjazdów misjonarzy diecezji tarnowskiej na misje jest pouczająca w różnych momentach. Obrazuje ona Kościół czasu posoborowego, przeżywanego nie tylko w Polsce. Jest więc obrazem świadomości misyjnej i jej sposobu nabywania przez przyszłych misjonarzy. Jest również przykładem misyjności Biskupa, który stworzył styl misyjnego otwarcia, który 10 lat później zwołał nadając mu misyjne w swojej wymowie hasło: „Ad imaginem Ecclesiae universalis”. W jego statutach, po raz pierwszy w Kościele w Polsce, nie zabrakło rozdziału o udziale diecezji w misyjnym dziele Kościoła.
 
Ale specyficzny kontekst wyjazdów fideidonistów tarnowskich wyraża się w ich opatrznościowej posłudze. Kontekst ten tworzy sytuacja polityczna, której uczestnikiem stał się po II wojnie światowej Kościół w Polsce i w latach dekolonizacji Kościół w Kongu francuskim. Bezbożnemu systemowi socjalizmu naukowego ostro kontrastującego z natury religijną dusza afrykańską, nie tylko nie udało się przekreślić roli Kościoła, ale – absurdalnie – nie udało się zamknąć granic kraju na przyjazdy katolickich misjonarzy. Ich obecność reprezentowana od 1973 roku przez księży z Tarnowa, jako pierwszych polskich misjonarzy w tym kraju, była przejawem Opatrzności Bożej, która z sytuacji zła może wyprowadzić moc dobra. Adekwatną siłą w konkretnym momencie historii Konga francuskiego byli właśnie misjonarze między innymi z obszaru socjalizmu. Nie znaleźliby się prawdopodobnie tam, gdyby ów afrykański kraj nie został oddany w ręce władzy ludowej. Kościół kongijski od początku lat siedemdziesiątych potrzebował takich zwiastunów Ewangelii, którzy byliby dziećmi tego samego ustroju i nie lękali się mówić o Chrystusie, gdy ludzie aparatu socjalistycznej władzy próbowali przekonywać, że religia to opium dla ludu. Takimi zaś narzędziami Bożej Opatrzności byli misjonarze tarnowscy.
ks. Krzysztof Czermak
TST XXVII/2, (2008), s. 85-96.
 


[1] Najczęściej używana była i jest do tej pory nazwa: Kongo-Brazzaville.
[2] Por. FD 5.
[3] W dniu 23 maja 1972 przyjął sakrę, zostając biskupem diecezjalnym Owando. Od 1 września 1988 roku przeniesiony na stolicę diecezji Pointe-Noire, administrując diecezją Owando do 2000 roku. Zmarł 18 sierpnia 1993 roku.
[4] Jednocześnie w latach 1970-1975 pro-nuncjusz apostolski w Rep. Środkowoafrykańskiej. Był on również pośrednikiem w przyjeździe pierwszych tarnowskich księży do Brazzaville. Prosił też o polskich księży do diecezji Pointe-Noire, gdzie wówczas 150 Polaków przez 3 lata pracowało przy konstrukcji rafinerii. Por. List bp. Tagliaferri do o. Antoniego Koszorza 13 grudnia 1973 r., Arch. Komisji Mis. Ep.
[5] Por. List bp. Władysława Rubina do bp. Jana Wosińskiego z 24 lutego 1971 r., Arch. PDM Warszawa.
[6] W dniu 28 czerwca 1972 roku został przewodniczącym Komisji Misyjnej.
[7] Chodzi tu o list sekretarza Komisji Misyjnej Episkopatu o. Antoniego Koszorza z 7 kwietnia 1971 r., złagodzony nieco przez list bp. Jana Wosińskiego z 12 kwietnia 1971 r.
[8] Por. List bp. Jana Wosińskiego do prowincjała o. Franciszka Mientkiego z dnia 31 marca 1971 r. Arch. Komisji Mis. Ep.
[9] W czasie, kiedy nasi księża podjęli pracę w diecezji Fort-Rousset prawie połowę misji było zamkniętych (8 na 17). Diecezja zajmowała ogromny obszar 235 tys. km2, co odpowiadało prawie 70% obszaru całego kraju (3/4 powierzchni Polski). Pracowało w niej wtedy 15 księży, w tym 3 miejscowych, oraz 1 brat zakonny. Dla porównania w listopadzie 2006 r. na okrojonym już obszarze diecezji Owando (powstały z niej dwie inne Ouesso i Infondo) liczącym ponad 113 tys. km2 (ponad 1/3 powierzchni Polski), w 22 parafiach pracowało 78 księży, w tym 5 z Europy (2 z Tarnowa i 3 z Włoch) i 1 z Nigerii, a więc 72 Kongijczyków.
[10] Por. List sekretarza Komisji Misyjnej Episkopatu o. Antoniego Koszorza SVD do bp. Jerzego Ablewicza z 14 kwietnia 1972 r. Arch. Diec. Tarn.
[11] Por. List bp. Jana Wosińskiego do bp. Jerzego Ablewicza z 8 lutego 1972 r., Arch. Diec. Tarn.; por. Świadectwo ks. Wojciecha Macha, „Głoście Ewangelię”. Diecezjalny Biuletyn Misyjny, Tarnów (1999)1, s. 66.
[12] Księża Stanisław Jeż i Stanisław Łacny wspominają o przesłuchaniu u szefa dystryktu.
[13] Na tylnych szybach niektórych autobusów widniały napisy: „Wierzę w marksizm-leninizm”. Zob. Ziobroń J., Kościół i misje w Kongo. W stulecie ewangelizacji, Brazzaville 1983, s. 59.
[14] Gazeta „Mweti” z 9 grudnia 1978 r. Cyt. za Ziobroń J., jw., s. 56.
[15] Dawne licea francuskie przybrały nowe nazwy: „Pierwszego Maja”, „Rewolucji”, „Wyzwolenia”, „Czerwonego Sztandaru”, „Karola Marksa”.
[16] Od 15 września 1965 r. istniał Krajowy Ruch Pionierów i wychowywał swych adeptów według moralności komunistycznej. Indoktrynacja ideologiczna miła zapewnić narybek do UJSC. Pionierzy nosili furażerki i czerwone chusty.
[17] Por. Świadectwo ks. Wojciecha Macha, jw., s. 67.
[18] Byli to ks. Wojciech Mach, ks. Andrzej Piotrowski, ks. Józef Ziobroń i ks. Stanisław Pawłowski.
[19] Por. List bp. Jana Wosińskiego do bp. Jerzego Ablewicza, jw.
[20] Por. Tamże.
[21] Zgłosił się ks. Stanisław Łacny, a ks. Stanisławowi Jeżowi pracę w Afryce zaproponował ks. bp Jerzy Ablewicz.
[22] Por. List bp. Tagliaferri do bp. Ablewicza z 27 marca 1972 r., Arch. Diec. Tarn.
[23] Por. List sekretarza Komisji Misyjnej Episkopatu o. Antoniego Koszorza SVD do bp. Jerzego Ablewicza, jw.
[24] Por. List Kongregacji Ewangelizacji Narodów do bp. Jerzego Ablewicza z dnia 6 czerwca 1972 r. Arch. Diec. Tarn.
[25] List o. Antoniego Koszorza do (prawdopodobnie) ks. Adama Nowaka pełniącego nieformalną funkcję delegata biskupiego do spraw misyjnych w diecezji tarnowskiej. Arch. Komisji Mis. Ep. Por. List Kongregacji Ewangelizacji Narodów, jw.
[26] Por. List bp. Tagliaferri do bp. Ablewicza z 27 kwietnia 1972 r., Arch. Diec. Tarn.
[27] List bp. Władysława Rubina do bp. Jerzego Ablewicza z 12 grudnia 1972 r. Arch. Diec. Tarn.
[28] Por. Wspomnienia pierwszych diecezjalnych misjonarzy, (świadectwo ks. Wojciecha Macha) „Głoście Ewangelię”. Diecezjalny Biuletyn Misyjny, Tarnów (1994)4, s. 53-54.
[29] Odmowa paszportu nastąpiła pismem z dnia 6 września 1972 r., a jego ostateczne otrzymanie miało miejsce na wiosnę 1973 r., na skutek pisemnego odwołania się ks. Wojciecha Macha z dnia 25 września 1972 r. do obywatela ministra Z. Skarżyńskiego, kierownika Urzędu d.s. Wyznań.
[30] Ponieważ w różnych publikacjach przedstawiano, że w 1973 roku do Konga wyjechało tylko trzech tarnowskich misjonarzy, artykuł ten, bazując na solidnych danych historii, jeszcze raz potwierdza prawdę, że w owym roku do Konga dotarło ich czterech.
[31] Audiencja miała miejsce w dniu 15 listopada 1972 roku. Paweł VI podarował im przy tej okazji pamiątkowy medal z wizerunkiem św. Jana Chrzciciela udzielającego chrztu Chrystusowi. Na tym medalu widnieje napis: Unus Dominus Una Fides Unum Baptisma.
[32] Księża Stanisław Łacny i Wojciech Mach opuścili Kongo po 25 latach misjonarskiej pracy i obecnie pracują na Korsyce we Francji, ks. Stanisław Jeż po 6 (po kilku latach pracy w Kirche in Not we Francji, został rektorem Polskiej Misji Katolickiej w tym kraju), a ks. Andrzej Piotrowski po 5 latach powrócił do Polski i dotąd w ojczystym kraju pełni posługę kapłańską.
[33] Tą ceną było zarówno wyrzucenie z Konga w 1986 r. ks. Józefa Ziobronia, jak i w 1998 r. męczeństwo ks. Jana Czuby.
[34] Por. Nowak A., Tarnowscy misjonarze-fideidoniści – w Kongo Brazzaville, Tarnowskie Studia Teologiczne, t. X, Tarnów 1986, s. 132.
[35] Por. Kmiecik A., Działalność misyjna arcybiskupa Jerzego Ablewicza, w: Świadek wierny, pr. zb. (red. ks. Józef Stala), byblos, Tarnów 2000, s. 145.
[36] Bp Jerzy Ablewicz wziął udział w pierwszej i czwartej sesji Soboru.
[37] Por. Wspomnienia pierwszych diecezjalnych misjonarzy, (świadectwo ks. Wojciecha Macha), jw., s. 53.
[38] Por. Kmiecik A., jw., s. 148. Chodzi o ks. Stanisława Święcha, który po 11 latach kapłaństwa w 1968 roku zgłosił chęć wstąpienia do sercanów (zaczął nowicjat 4 września 1970 r.) i wyjazdu na misje. Biskup Tarnowski nie robił żadnych problemów. Na spotkaniu z dekanalnymi referentami misyjnymi w Ciężkowicach wyraził przekonanie, że jeżeli ksiądz wstępuje do zakonu, aby wyjechać na misje, to dlaczego jego diecezja nie może się stać misyjna?
[39] Na 26 księży posłanych do Konga przez bp. Jerzego Ablewicza tylko dwóch wyjechało pojedynczo, pozostali udawali się dwu-, trzy-, a zwłaszcza czteroosobowymi ekipami. Por. Czermak K., XXV - lecie pracy księży z diecezji tarnowskiej, Tarnowskie Studia Teologiczne, t. XVII, Biblos, Tarnów 1998, s.131-133.
 
[40] Por. List abp. Joachima Ndayena do bp. Jerzego Ablewicza z 21 października 1980 r. Arch. Diec. Tarn.
[41] Trudno odszukać w historii Kościoła w Polsce, aby istniejąca od 1967 roku Komisja Misyjna Episkopatu promowała tę encyklikę i popularyzowała jej idee w samym Episkopacie. Pierwszy tekst encykliki ukazał się dopiero 22 lata po jej opublikowaniu przez Papieża.
[42] Por. Wspomnienia pierwszych diecezjalnych misjonarzy, (świadectwo ks. Wojciecha Macha), jw., s. 52.
[43] Por. Wspomnienia pierwszych diecezjalnych misjonarzy, (świadectwo ks. Stanisława Łacnego), jw., s. 48-49.
[44] Por. Wspomnienia pracy w Kongo ks. Stanisława Jeża, „Głoście Ewangelię”. Diecezjalny Biuletyn Misyjny, Tarnów (1999)1, s. 71.
[45] Tak było w przypadku ks. Andrzeja Piotrowskiego.
[46] Tak było w przypadku ks. Stefana Wala.
[47] Tak było w przypadku ks. Józefa Ziobronia i ks. Stanisława Pawłowskiego.
[48] Nie ma w nich żadnego pisma, którego autorem jest bp Jerzy Ablewicz.
[49] Por. List bp. Georges’a Singhi do bp. Jerzego Ablewicza z 21 lutego 1973 r. Arch. Diec. Tarn.
[50] Por. List bp. Jean Baptiste Gahamanyi’ego z Rwandy do bp. Jerzego Ablewicza z 23 maja 1972 r., w którym biskup Afryki prosi biskupa z Polski o księży „Fidei donum”. Arch. Diec. Tarn.
[51] Por. np. listy o. Koszorza do bp. Ablewicza z 9 czerwca i 19 sierpnia 1972 r. Arch. Diec. Tarn.
[52] Por. List bp. Jerzego Ablewicza do o. Antoniego Koszorza z dnia 20 czerwca 1972 r. oraz List o. Antoniego Koszorza do bp. Singhi z dnia 4 listopada 1972 r. Arch. Komisji Mis. Ep.
[53] Por. List bp. Georges’a Singhi do bp. Jerzego Ablewicza z 19 czerwca 1972 r. Arch. Komisji Mis. Ep.
[54] Por. List o. Antoniego Koszorza do bp. Singhi z dnia 4 listopada 1972 r. jw.