Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Kazimierz Skórski

 

Barka to drugi mój dom... O budowie barki, która umożliwia ewangelizację pośród wód i lasów brazylijskiej Amazonii pisze w swoim liście ks. Kazimierz Skórski. 
Bagre, 14 sierpnia 2005 r.
 
Moi Drodzy! 
 
Dużo czasu upłynęło od ostatniego mojego listu. Oddalony od „świata”, pośród wód i lasów brazylijskiej Amazonii, gdzie wydaje się, że czas rządzi się innym prawem, siedzę ja, ks. Kazimierz i próbuję robić to, co robiło setki innych misjonarzy przede mną – ewangelizować, pokazywać drogę do Boga.
 
W roku 2005 w październiku minie 10 lat od wyjazdu na misje. Wraz z ks. Witoldem Maślanką przyjechaliśmy do Salvadoru na Bahia i w ten sposób otworzyliśmy nowy rozdział historii i obecności księży tarnowskich na Bahia w Salvadorze i później w diecezji Senhor do Bomfin. Minione lata skłaniają do refleksji, do podsumowań, rachunków sumienia. Za wszystko dobro, które mogliśmy dokonać – Obrigado Senhor – Dziękujemy Ci, Panie! Za wszystkie braki i upadki – Przepraszamy Cię, Panie!
 
Powracając do mojej misji, obecny rok pozostanie w pamięci wszystkich parafian, gdyż zdołaliśmy ukończyć wielkie przedsięwzięcie, jakim była budowa barki. Jak to się wszystko zaczęło? Rozpoczynając pracę w prałaturze Marajo w parafii Bagre, napotkałem pewne trudności. Najważniejsze to brak środka lokomocji. Aby odwiedzić moje wspólnoty, (32) rozrzucone pomiędzy wyspami i rzekami, w roku 2003 i 2004 musiałem wynająć barkę, płacąc drogo i być zależnym od kaprysów właściciela. W roku 2003 na corocznym zjeździe wszystkich wspólnot postanowiliśmy wybudować barkę dla parafii. Każda wspólnota zobowiązała się dać 300 real (ok. 300 zł), a gdzie nie było to możliwe, to drzewo potrzebne do budowy. Pierwsze miesiące 2004 roku minęły na przygotowywaniu się do tego dzieła, na gromadzeniu drzewa i innych materiałów. Postanowiliśmy całą barkę zrobić w Bagrach z materiału miejscowego. Po długich poszukiwaniach znaleźliśmy odpowiednie drzewo, aby z niego zrobić kil, najważniejszy element w barce. Drzewo to zwane ipê albo pão d’arco rosło na terenie wspólnoty São Benedito. Zadaniem tej wspólnoty było ścięcie i przygotowanie do transportu. Nie było to łatwe, gdyż drzewo to jest twarde jak metal i bardzo ciężkie. W końcu wszystko poszło dobrze, kil o długości 14,5 m po 24-godzinnej podróży przybył na miejsce budowy, którym była stocznia pana Dukity. Mistrz Dukita, jeden z naszych parafian, był odpowiedzialny za całość robót. Wraz z trzema innymi cieślami rozpoczął budowę barki 12 kwietnia 2004 roku od podniesienia kila. Jest to szczególna ceremonia. Zaprasza się wielu mężczyzn do pomocy, gdyż kil może ważyć kilka ton. Podniesienie kila to okazja do zrobienia małej fety. My połączyliśmy to z błogosławieństwem, prosząc Boga o szczęśliwe ukończenie dzieła. Mijały dni, tygodnie, miesiące i powoli pojawiały się nowe elementy na placu budowy, powoli to „coś” zaczęło nabierać kształtów barki. Muszę przyznać, że nie było łatwo, po pierwsze, nie miałem doświadczenia w tego typu przedsięwzięciach, wszystko dla mnie było nowe, nazewnictwo, materiały, po drugie Mistrz Dukita ciągle pytał: „Padre, jak to mamy zrobić, jak Padre chce?”. Barka w pewnym sensie jest odbiciem idei właściciela. Majster robi tak, jak właściciel chce, a w tym przypadku właścicielem byłem ja. Innym problemem był brak wszystkich materiałów. Wiele razy zmuszony byłem płynąć do Belem, aby kupić gwoździe, śruby, farby i inne materiały. Samych gwoździ użyliśmy około 150 kg, a śrub i nakrętek więcej niż tysiąc.
 
Po prawie 8 miesiącach ukończyliśmy roboty ciesielskie, to znaczy wszystko, co zrobione z drewna, było gotowe. Na plac budowy weszli specjaliści od kalafeto, tzn. od uszczelniania wszystkiego, aby barka nie przeciekała. Technika jest niezmienna od setek lat, używa się waty bawełnianej i oleju lnianego. Po ukończeniu uszczelniania kolej na malarzy i barka gotowa do przyjęcia motoru i innych instalacji, jak: elektryczna, mechaniczna (ster) i hydrauliczna. Po ukończeniu tych wszystkich prac nadszedł oczekiwany przez wszystkich dzień wodowania. Dnia 25 czerwca 2005 roku o godz. 6.00 rano nasza barka dotknęła pierwszy raz wody. Operacja ta nie była łatwa, gdyż barka waży kilkanaście ton. Poprosiliśmy o pomoc naszego przyjaciela, który posiada barkę o wiele większą. Po zaczepieniu lin i daniu „cała naprzód” liny się urwały, a nasza barka ani nie ruszyła z miejsca. Dopiero za czwartym razem udało się „uciągnąć” naszą barkę do wody, przy ogólnym aplauzie licznie zgromadzonych osób i huku ogni sztucznych.
 
Innym ciekawym faktem było wybieranie imienia dla barki. Po pierwsze, każda barka musi mieć imię, aby ją zarejestrować w dowództwie marynarki. Od początku budowy żywo dyskutowaliśmy, było kilka propozycji: „Santa Maria”, gdyż parafia jest pod wezwanieniem Santa Maria, São Francisco – patron parafii i inne propozycje: „Pescador” – Rybak i „Comendante Casimiro”. Ta ostatnia bierze się z tradycji, że ten kto buduje barkę, ma prawo dać swoje imię. Oczywiście, propozycja ta nie wchodziła w rachubę. W tym czasie, gdy kończyliśmy budowę, zmarł nasz papież Jan Paweł II i aby uczcić Jego pamięć wybraliśmy to właśnie imię. Parafianie również chcieli wyrazić wdzięczność księżom polskim, którzy pracowali w tej parafii (przed moim przybyciem pracował tu ks. Andrzej Chilman i ks. Jan Pochodowicz – obydwaj z diecezji białostockiej).
 
Tak więc „Jan Paweł II” – João Paulo II – znalazł się na wodzie. Brakowało jeszcze kilku szczegółów, należało zrobić testy silnika, aby wreszcie 24 lipca 2005 roku uroczyście poświęcić. Na poświęcenie przybył nasz biskup Jose Luiz Azkona, miejscowe władze miasta i oczywiście cała parafia. Po uroczystej mszy św. wszyscy udali się nad brzeg rzeki i biskup pobłogosławił i poświęcił barkę „João Paulo II”. Mistrz Dukita przekazał biskupowi klucze, a biskup wszedł na mostek, uruchomił silnik, po czym wspólnie zrobiliśmy rundę honorową wokół miasta. Feta skończyła się wspólnym posiłkiem przygotowanym przez kobiety z parafii, na którym nie zabrakło tradycyjnego szampana.
 
Dzięki pomocy diecezji tarnowskiej, z której otrzymaliśmy 17 tys. dolarów i także wielu ludzi, nasza misja otrzymała ważny instrument i pomoc w dziele ewangelizacji. Barka João Paulo II będzie służyła wszystkim wspólnotom i za to wszystko razem z moimi parafianami pragnę szczerze podziękować. Bóg zapłać – Deus Ches pagne! Wszędzie, gdzie się znajdzie ta barka, będą również pamiętać naszego wielkiego rodaka Jana Pawła II – misjonarza świata.
 
Kończąc, chcę podać niektóre dane barki João Paulo II: długość – 14 metrów, szerokość – 4 metry, wyporność około 20 ton. Barka posiada: comando (mostek kapitański), małe biuro, dwa comarole, czyli kajuty do spania, kuchnię, łazienkę, miejsce dla ok. 20 hamaków. Wyposażona jest w silnik produkcji brazylijskiej sześciocylindrowy HWM o mocy 114 HP, pojemności ok. 6 l, generator prądu o mocy 4,5 kVA. Wszystko to pozwala na długie przebywanie poza parafią. Barka to drugi mój dom. W dniu 26 sierpnia wypłyniemy pierwszy raz nową barką, aby odwiedzić wszystkie wspólnoty. Przewidywany czas podróży – 32 dni.
 
Raz jeszcze dziękując za otrzymaną pomoc materialną i duchową, pozdrawiam serdecznie wszystkich.
 
Szczęść Boże
 
 ks. Kazimierz Skórski
Brazylia
Głoście Ewangelię 4(2005), s. 19 – 22.