Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Kazimierz Skórski

Ks. Kazimierz Skórski, który od ośmiu lat pracuje w Brazylii, pisze o swojej nowej placówce w Amazonii, specyfice posługi misjonarza na tym terenie i pierwszej 30-dniowej „wyprawie misyjnej” do wspólnot należących do parafii.
Bagre, 24 października 2003 r. 
Moi Drodzy!
  
Minęło kilka miesięcy od objęcia przeze mnie nowej placówki misyjnej. Jak to zawsze bywa, na początku wszystko jest nowe i ciekawe. W tym miesiącu kończę 8 lat pobytu w Brazylii, ale mogę powiedzieć, że jeszcze wielu rzeczy potrzeba się nauczyć. Jak pisałem, Kościół Amazonii jest inny od reszty Brazylii. Boryka się z brakiem kapłanów, z ogromnymi odległościami, brakiem komunikacji. Panuje tutaj bieda i analfabetyzm o najwyższym procencie w Brazylii. Kościół Amazonii to Kościół nowy: małe wspólnoty, zaangażowanie świeckich, praca wśród Indian.
 
Pragnę podzielić się dziś wrażeniami z mojej pierwszej wizyty albo podróży misyjnej. Moja parafia to małe miasteczko Bagre i 25 wspólnot. Z powodu trudności z dotarciem do wspólnot jak dotychczas raz do roku ksiądz odwiedza każdą wspólnotę. Przygotowania do mojej podróży trwały kilka dni. Trzeba było przygotować barkę, wodę do picia, trochę jedzenia, materiały duszpasterskie. W towarzystwie Francisco i Paulo (Franciszka i Pawła) kapitanów barki o nazwie „Santo Ezequel Moreno”, pożyczonej z sąsiedniej parafii, wyruszyliśmy w podróż, która miała trwać 30 dni. Wcześnie rano pożegnani przez parafian wypłynęliśmy w kierunku Santo Antonio Limoeiro, najdalej położonej wspólnoty. Po 12 godzinach wieczorem dotarliśmy do małej wioski na rzece Jacunda (12 godzin to ok. 250 km). Program wizyty duszpasterskiej jest identyczny dla wszystkich wspólnot. Kapłan przybywa po południu, po przywitaniu wspólna kawa, rozmowy i poznanie wioski. Wieczorem zebranie wszystkich członków wspólnoty (było to możliwe, gdyż barka posiadała generator do prądu, tylko kilka większych wspólnot posiada swój generator). Na zebraniu omawiane są sprawy z zakresu liturgii, życia wspólnotowego, jak również problemy społeczne (np. brak jakiejkolwiek opieki zdrowotnej, wyzysk ze strony polityków i wielkich obszarników itp.). Zebranie kończy się wspólną kolacją. Jeśli zostanie czas włącza się telewizor, który dla większości wspólnot jest nieosiągalny. W następnym dniu rozpoczynamy od spowiadania, przygotowania do chrztów, ślubów. Jeszcze przed południem wspólna Eucharystia i po obiedzie trzeba się pożegnać, aby na czas dotrzeć do następnej wspólnoty.
 
Podróż ta była trochę męcząca, ale z drugiej strony dała niezapomniane wrażenia, chęć i potrzebę częstszych odwiedzin. Trudno w tak krótkim liście opisać wszystkie wrażenia, wzruszenia i napotkane trudności. Niewątpliwie wróciłem odmieniony, patrzący z większym respektem na wiarę ludzi prostych, w większości analfabetów, odnajdujących czasem dwa lub trzy dni w ciągu tygodnia, aby małą łódeczką płynąć i uczestniczyć w celebracji słowa.
 
Niezapomniane wrażenia przynosi przyroda. Spać pod gołym niebem na hamaku, oddychać powietrzem z lasu, który jest „płucami ziemi”, obserwować wschody i zachody słońca – to niewątpliwie zapłata za trud misyjny.
 
Dodam jeszcze, że podczas tej podróży ochrzciłem 117 dzieci i pobłogosławiłem, 22 małżeństawa. O innych owocach duchowych tylko sam Pan Bóg raczy wiedzieć.
ks. Kazimierz Skórski
Brazylia 
Głoście Ewangelię 1(2004), s. 15 – 17.