Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Jan Czuba

Ks. Jan Czuba pracuje w Kongo od 1989 roku. W ciągu drugiej połowy minionego roku przeżył, podobnie jak inni misjonarze, wojnę domową w tym kraju. Walka o władzę byłego prezydenta z rządzącym prezydentem zakończyła się. Przyniosła jednak wiele strat Kościołowi i państwu. Zginęło tysiące osób. W liście ks. Jan daje swój opis i ocenę obecnej sytuacji.
 
DRODZY PRZYJACIELE!
 
W końcu po pięciu miesiącach wojny trochę się uciszyło. Poprzedni prezydent na wygnaniu, mamy nowe rządy i sytuacja się powoli normalizuje, chociaż jest jeszcze niebezpiecznie, działa dużo dobrze uzbrojonych band. Nie wiadomo kiedy zacznie działać poczta, szkoły i inne instytucje. Najbardziej szkoda dzieci bo nie dawno, trzy lata temu był tzw. biały rok - bez nauki, teraz chyba znowu będzie to samo. W tym okresie mieliśmy też epidemię cholery; ponad pięćset przypadków z centrum w Loulombo i z okolicznych wiosek. Jedyny pielęgniarz w szpitalu na miejscu po prostu już miał dosyć, w pewnym momencie chciał uciec, na szczęście się przyznał do swych zamiarów i udało się go przekonać, by został. Zorganizowaliśmy mu pomoc, by nie był sam przy 20-30 ludziach pod kroplówką. Dla nas najtrudniejszą sprawą było zdobycie w tym okresie kolosalnych ilości leków. Wysyłaliśmy handlarzy do sąsiednich krajów: do Zairu i Gabonu, bo w Kongo nic nie funkcjonowało. W sumie mieliśmy tylko ok. 30 przypadków śmiertelnych, na początku umarło kilkoro młodych, potem "trzeci wiek", a na końcu było kilkoro dzieci, nawet dwoje, troje z jednej rodziny. Było to bardzo przykre. Apelowaliśmy do różnych instytucji rządowych i humanitarnych, ale praktycznie bez rezultatu.
 
Teraz najważniejszym problemem jest rozbrojenie i pozbieranie broni, co nie jest łatwe. Jestem wiceprezydentem takiego komitetu w moim regionie; idzie to z wielkimi oporami. Nie jest łatwo, ale też nie ma powodu do zniechęcania i załamywania się. Ten czas ukazał też słabości naszego kościoła, ale i piękno w tym wszystkim czego dokonał. Pozostał jedyną funkcjonującą instytucją. Ze względu na specyficzną sytuację u mnie w Loulombo w związku ze wspomnianą epidemią, ludzie nabrali wielkiego szacunku i uznania. Wielu dobrowolnie czuwało nad bezpieczeństwem misji w tych trudnych miesiącach i to nie tylko katolików. Dzięki Bogu za to, że zostałem na miejscu zamiast wakacji, bo trudy te ugruntowały naszą pozycję w oczach całej społeczności i równocześnie były okazją do nawiązania nowych relacji i kontaktu z nowymi ludźmi. Mimo trudności rozpocząłem w pojedynkę nowy rok katechetyczny i duszpasterski.
 
            Z modlitwą i prośbą o nią
 
ks. Jan Czuba
Kongo - Loulombo
Głoście Ewangelię 1(1998), s. 19-20.