Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Jan Czuba

Pierwszy list z Konga – Brazzaville ksiądz Jan, jako początkujący misjo­narz w Mindouli, zatytułował „Łaska Boża działa”. Można w nim łatwo dostrzec radość misjonarza, który przybliża ludziom piękno sakramen­talnej łaski. 
 
Łaska Boża działa
  
„Tata” Artur jest znany w Mindouli i okolicy jako jeden z najlepszych murarzy. Ma również na swoim koncie kilka budynków misyjnych, między innymi naszą przyszłą plebanię przy nowym kościele. Ma żonę. Obydwoje po­chodzą z Zairu, sąsiedniego kraju, ale od lat zamieszkują w Ludowej Republice Konga. Są chrześcijanami, od czasu do czasu można było ich zobaczyć w kościele, ale... „Tata” Artur od kilku tygodni nie przychodził do pracy. Ludzie powiedzieli, że jest chory.
 
W poniedziałek rano, po Mszy św., jego syn podszedł do ks. Stanisława, prosząc o sakrament chorych dla swo­jego ojca. Sytuacja była odrobinę niezręczna, ponieważ był to dzień wyjazdu z ks. Markiem Muszyńskim do Lou­lombo, sąsiedniej misji, by złożyć wizytę ks. Andrzejowi Kurkowi. Spieszyliśmy się, by zdążyć na zaplanowany obiad. Ale to jeszcze nic, największy problem to sytuacja, w której żył „Tata” Artur. Niby katolik, a przeżył ponad dwa­dzieścia lat z kobietą bez ślubu kościelnego. Kilka­krotnie proboszcz zwracał mu uwagę, ale bez skutku. A więc, czy jest w ogóle sens jechać, bo przecież nie można mu udzielić sakramentu, skoro żyje z kobietą bez sakra­mentu małżeń­stwa? Przypadek dosyć skomplikowany. Jak go rozwiązać – zastanawialiśmy się wspólnie podczas śniadania. Ufając Duchowi Świętemu, że nam wskaże właściwe rozwiązanie, pojechaliśmy na miejsce. Nie można przecież zostawić bez pomocy duchowej umierającego człowieka.
 
Dla mnie była to pierwsza okazja, by zobaczyć afry­kański dom od wewnątrz i mieszkającą w nim rodzinę. Odrobinę zaskoczeni, zastaliśmy Artura siedzącego za sto­łem. Z rozmowy prowadzonej przez ks. Stanisława w ję­zyku tubylczym lari, dowiedzieliśmy się, że jest on jednak naprawdę poważnie chory. Od kilku tygodni trawiła go wysoka gorączka, która nie pozwalała mu zasnąć. Co parę godzin dostawał ostrych ataków bólu brzucha, w czasie których miał coraz większe problemy z oddychaniem. Przed nami był u niego pielęgniarz, który nie podjął się leczenia. Zainkasował tylko sporą kwotę za wizytę i wypisał skierowanie do szpitala. Co może jednak począć biedny „Tata” Artur, skoro za szpital trzeba płacić? A nawet już sama droga do Mangembo, miasteczka w Zairze, którą można odbyć osobową ciężarówką, wymaga wysokiej sumy. Misjonarz jednak musi być lekarzem ciał i dusz. Ks. Sta­nisław zadeklarował wysoką pożyczkę, którą chory odpra­cuje, jeżeli będzie żył i wróci do zdrowia.
 
To sprawa ciała, co jednak począć, by uzdrowić duszę naszego czarnego brata. Ks. Stanisław, doświadczony misjo­narz, bardzo cierpliwie wyjaśnia choremu i rodzinie, że nie może udzielić sakramentu chorych bez spowiedzi, bez sakramentu małżeństwa. Przy pomocy różnych argu­mentów udało mu się ich przekonać o konieczności obyd­wu sakramentów. „Tata” Artur w końcu pyta, czy można zawrzeć małżeństwo. Przeszkód nie było żadnych, a czas naglił. Jeżeli była jeszcze szansa ratowania życia i zdrowia, to trzeba, by nasz chory jak najszybciej znalazł się w odleg­łym szpitalu. W kolejnym pytaniu, już prawie sakramen­talnym, Artur zwraca się do swojej kobiety: czy chcesz, abyś­my zawarli małżeństwo? I tu nastąpiła długa chwila ciszy – wszyscy czekamy na jej decyzję. Po zastano­wieniu się wypowiada słowo „eka” – tak, ale zaraz dorzuca: „Co powie moja rodzina, przecież nie zapłaciłeś jej dot (po­sagu)”. I tu poznajemy właściwą przyczynę i źródło pro­blemu. Chociaż są chrześcijanami, to jednak stara tradycja nadal obowiązuje. Mężczyzna jest zobowiązany zapłacić za dziewczynę rodzinie przyszłej żony. Brak środków zmusza ich do życia w związkach nieformalnych.
 
„Tata” Artur ze swoją kobietą, mimo lęku, zdecydo­wali się przełamać to stare prawo. Po krótkim przygoto­waniu i przedślubnej toalecie nastąpiła spowiedź obojga przy­szłych małżonków. „Mama” odnalazła ładne metalowe obrącz­ki z wygrawerowanym dużym krzyżem, które wiele lat wcześniej wspólnie kupili, myśląc o małżeństwie. W trakcie ślubu udzielonego w lichej murzyńskiej chacie, słowa przysięgi połączone z włożeniem pobłogosławionych obrączek, stały się znakiem ich małżeńskiej komunii z Chrys­tusem. Przywieziona Eucharystia była dopełnieniem tej bogatej, niecodziennej uroczystości. W dziękczynieniu śpiewanym przy wszystkich przez „Mamę”, w którym przywoły­wała różne postacie biblijne, usłyszeliśmy słowa: „Błogosławiony jesteś, Panie Boże Wszechświata...”
 
Po końcowym błogosławieństwie i życzeniach „Mama” pojechała z nami na misję po pieniądze, które z trudem udało się nam zgromadzić, sumując to wszystko, co było w kasie i w naszych portmonetkach. Jako ślubny prezent ofiaro­wałem im dwa ładne różańce przywiezione z Polski.
 
W następnym dniu zobaczyliśmy ich znowu. Żadna ciężarówka nie pojechała do Zairu, nikt nie chciał odwieźć chorego. Ks. Stanisław nie mógł odmówić. Drogą uzna­waną nawet przez Afrykańczyków za nieprzejezdną, bar­dzo stromą, z wystającymi głazami, podwieźliśmy ich pod przejście graniczne. Po dwóch tygodniach otrzyma­liśmy list ze szpitala zaczynający się od słowa „Matondo” – Bóg zapłać, w którym „Tata” Artur pisze, że czuje się lepiej i ma nadzieję, że wróci.
 
Ks. Jan Czuba
Mindouli  
Rep. Konga 
Głoście Ewangelię, 3-4(1990), s. 40 – 43.