Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Jan Czuba, ks. Bogdan Piotrowski

 

List niniejszy jest formą sprawozdania z całorocznej pracy w misji. Obok trudów, ksiądz Jan wspomina o radosnych przejawach życia misji i dziękuje za wszystko Bogu.  
 
Loulombo, styczeń 1995 r.
 
DRODZY PRZYJACIELE,
 
Miłość Pana Boga zamanifestowała się w stworzeniu tego cudownego świata. Koroną wszystkich dzieł z pewnością jesteśmy my ludzie. Cały ten boski geniusz wyraża się również w tym, że zostaliśmy powołani i zaproszeni do kontynuacji stworzenia i prztewarzania otaczającego nas świata. Nasza ludzka natura została bogato wyposażona w te wszystkie środki potrzebne do przemiany naszej ziemi, może nawet wszechświata, a na pewno współczesnej historii ludzkiego bytu. Nie wiadomo dlaczego stało się jednak tak, że życie ludzkie różni się na poszczególnych kontynentach: są bogaci i biedni; jedni umierają z przejedzenia inni zaś z głodu. Przecież Bóg stworzył też ludzkie serce zdolne do miłowania Stwórcy i Jego dzieł, a przede wszystkim drugiego człowieka.
 
Po tej refleksji chciałbym podzielić się z Wami, Drodzy Przyjaciele misji, radościami ale i troskami naszego życia na misji w Loulombo w ostatnim czasie.
 
Na pewno ważnym wydarzeniem była wizyta ks. bpa Józefa - pasterza Kocioła tarnowskiego. W naszym zapadłym kącie przebiegała ona jednak w mocno specyficznej atmosferze. Wierni z Kinkembo, największej wspólnoty w naszej misji, zdobyli się na radość przeżywania tej obecności. Parę tysięcy ludzi czekało w niedzielę i w poniedziałek by spotkać się z księdzem Biskupem, by przynieść dary a przez to poprosić o większy dar - dar nowego kapłana. W samym Loulombo atmosfera była mocno napięta. Zaledwie tydzień wcześniej doszło do przesilenia konfliktu między plemiennego. Wielu naszych chrześcijan po prostu uciekło z Loulombo, by ratować życie. Zostali w wiosce, można powiedzieć zdolni do walki. Barykady przeciwnych stron oddalone były zaledwie o kilkadziesiąt metrów. Kobiety wraz z dziećmi koczowały w buszu przez parę tygodni. W tych okolicznościach trudno było zdobyć się na radość i entuzjazm. Samo przybycie Księdza Biskupa stworzyło już wiele problemów. Dzięki jednak, że do tej wizyty doszło, podniosła ona na duchu nas samych, naszych chrześcijan i umocniła nas by trwać.
 
Był to dla nas rok trudny, czasami brakowało chleba, paliwa, stosunkowo często rozbrzmiewały serie karabinów. Z różnorakich przyczyn doszło do kilku morderstw. Ale z drugiej strony Pan błogosławił. Radością było wyświęcenie z naszej misji pierwszego księdza pochodzącego z plemienia Bagangala. Przybyły nam trzy nowe wspólnoty: Bikoka, Kinkanda i Mindou. Funkcjonuje tam już katechizm, co niedzielę wierni zbierają się na celebracji Liturgii Słowa.
 
W minionym roku przeżywaliśmy mały jubileusz założenia naszej misji. Dziesięć lat temu podjęli się tego trudnego zadania ks. Augustyn Gurgul i ks. Andrzej Kurek. Przy bardzo skromnych środkach wybudowali w rekordowo krótkim czasie wspaniały, duży i bardzo funkcjonalny dom z zapleczem, którego zazdroszczą nam inne misje. Kontynuacji ich pracy podjął się ks. Józef Smoleń.
 
Pan sprawił, że w dziesiątą rocznicę tych trudnych zmagań doczekaliśmy się przybycia sióstr zakonnych z francuskiego zgromadzenia św. Marii Magdaleny Postel. Ekipa misyjna wzbogaciła się więc o trzy siostry: jedną pielęgniarkę z Holandii o dużym doświadczeniu medycznym i dwie Kongijki. Funkcjonuje już swoista przychodnia zdrowia z apteką. Rozpoczęły też kurs szycia i robienia na drutach.
 
Sama budowa prowizorycznego domu bardzo pomogła w zjednoczeniu rozbitego i podzielonego ostatnimi wydarzeniami społeczeństwa. W prowadzone prace zaangażowały się też inne kościoły ekumeniczne, a nawet sekty. Przed nami budowa dużego domu dla sióstr, obecny chcemy zamienić na mały szpital. Kilkutysięczna wspólnota z Kinkembo też prosi o aptekę.
 
Z radością została przyjęta puszka na komunikanty ofiarowana przez ks. biskupa Józefa dla wspólnoty w Kinkembo, lecz od razu dało się słyszeć dość wyraźny głos wiernych: "my czekamy też na obiecanego nam księdza".
 
Potrzeby duszpasterskie w Mpassa Mines skłoniły tamtejszych wiernych do budowy nowej kaplicy. Zrobili i wypalili ok. 4000 cegły i czekają na naszą pomoc. Pełni uznania jesteśmy dla ludzi z odległego w górach Nsakala. W ostatnich latach trzy kolejne kaplice nie oparły się huraganowym wiatrom. Nie załamali się, wybudowali w spokojniejszym miejscu nową, dużą kaplicę. Zabrakło im jednak funduszy na zakup kilkunastu brakujących blach i desek na zrobienie drzwi i okien. W pozostałych wspólnotach wierni gromadzą się i modlą pod gołym niebem, a kilka starszych kaplic wymaga remontu.
 
Trzeba dziękować Bogu za to, że coś się dzieje. Swego rodzaju błogosławieństwem są te różnorakie potrzeby pastoralne i socjalne w tym zapadłym kącie Konga. Odepchnięci przez jednych, wykorzystywani i szybko zapomniani przez drugich coraz bardziej kierują swoje oczy na Kościół. Stwarza to pewną szansę, ale czy będziemy ją w stanie wykorzystać?
 
Stwarzając człowieka Bóg dał nam tę cudowną możliwość do przekraczania barier naszego bytu. Tylko w relacji z drugim, a najpełniej z samym Stwórcą, zdolni jesteśmy rozwinąć i w pełni zrealizować nasze człowieczeństwo. Pozwólmy więc Panu wzniecić ten żar miłości w naszych chrześcijańskich sercach, rodzinach a może i parafiach. "Przyniosłem ogień na ziemię i jakże pragnę aby on zapłonął" - te słowa Zbawiciela oby stały się ciałem w naszych czasach, by nie było już głodnych, zapomnianych i opuszczonych.
 
 
 
ks. Jan Czuba ks. Bogdan Piotrowski
Rep. Konga
Głoście Ewangelię, 3(1995), s. 17 – 19.