Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Jan Czuba

W liście z życzeniami na Święta Bożego Narodzenia, dla proboszcza ro­dzin­nej parafii i całej wspólnoty, dostrzegamy dojrzałość misjonarską i zapał księdza Jana, który opisując codzienność swojej pracy, ukazuje ob­szary życia społecznego, czekające na przeniknięcie prawdą Ewan­gelii. 

 
Loulombo, listopad 1996 r.
 

Drogi Księże Proboszczu!

 

 

Po powrocie ks. Bogdana z Polski, rozpocząłem rok katechetyczny i duszpasterski. Obszedłem parafie w górach i zafundowałem sobie małą rekompensatę – tydzień wy­poczynku nad brzegiem Oceanu. Mieszkam u sióstr kon­tem­placyjnych, a więc mam dużo czasu na modlitwę i prze­myślenie pewnych spraw. Ocean i trochę żywsze po­wietrze zachęcają do długich spacerów. W międzyczasie można też skrobnąć parę listów, by dać znać, że termity mnie jeszcze nie zjadły i nie zapomniałem całkiem pisać po polsku.

 

 
W czasie ostatniego pobytu w górach uratowałem jed­nego dziadka, zjadłem serce prosiaka i odkryłem najład­niejszy kąt naszej misji. Najpierw o dziadku. Mie­szkają we dwoje. Mała wioseczka opuszczona, na drodze między dwie­ma parafiami. Akurat w połowie drogi, więc zawsze u niego robię mały odpoczynek, a on życzliwie częstuje mnie orzeszkami ziemnymi. W miarę dobry chrześcijanin, wpraw­dzie miał dwie kobiety, z pierwszą ślub. Gdy ta zmar­ła, ożeniłem go z drugą. Ale nie lubi się spowiadać. Mówi, że nie ma grzechów. W drodze po­wrotnej, masze­rując, zastałem go w otoczeniu paru mło­dych. Jeden z nich uzbrojony w ruską „pepeszę”. Bardzo ostro się kłócili. Oka­zało się, że wnuk mocno zachorował, więc zamiast do szpitala, poszli do czarownika, a ten wskazał, że to dziadek jest sorciér – ten, co zjada dusze, więc trzeba go zabić. Na całe szczęście ktoś z dalszej rodziny w tym samym dniu przy­szedł odwiedzić dziadka, to im trochę skomplikowało. Gdy zrozumiałem, o co chodzi, poprosiłem tego uzbro­jonego o dokumenty. Oczywiście nie miał, zwykły bandyta. Wyciągnąłem więc aparat i zagroziłem, że zrobię im zdję­cie, by wysłać na policję. To okazało się wystarczającym argumentem, by zakończyć całą sprawę.
 
Dziadek zrozumiał, jak kruche jest ludzkie życie, po­prosił o spowiedź i przyjął Komunię. Na końcu, prawie z płaczem, dziękując powiedział, że w tym wszystkim jest obecny Pan Bóg i On czuwa nad nim.
 
W górach obszedłem wszystkie parafie i dodatkowo, w trakcie mojego pobytu, cały ten region zebrał się na Wszyst­kich Świętych w jednym miejscu. Było wielkie świę­to. Parafia przyjmująca przygotowała wielki posiłek dla wszystkich, a ukoronowaniem było zjedzenie prosiaka. Mnie jako szefowi wypadło zjeść serce. Ciekawe, czy coś takiego można by zorganizować na odpust parafialny?
 
Trzecia sprawa to przepiękny wodospad, wysoki, myślę na 50-60 m. Otoczony wielkim czarnym lasem i swo­istą beczką skalną zamkniętą z trzech stron. Warstwy ska­lne trochę pofalowane, o różnych kolorach. Na dole małe jeziorko, bardzo głębokie. Woda odpryskująca wyskakuje bardzo wysoko (10-15 metrów), moczy okala­jące skały i dzięki temu są one piękne, omszone, o zie­lonym kolorze, z dużą ilością małych fioletowych kwiatków. Do tego, swo­isty dla wodospadów, pył wodny. Przy dobrym oświetleniu można zobaczyć kolory tęczy. Praw­dziwe cudo. Otoczone jednak legendami, miejsce zaka­zane, z syrenami. Gdy ktoś dotknie się tej wody, to ma umrzeć. Bardzo trudno o przewod­nika, bo się boją. Droga trudna, naj­pierw 6-8 go­dzin do najbliższej tam parafii Louhanga, a potem jeszcze 3-4 godziny dobrego marszu, w połowie rzeką „skacząc po grzbietach krokodyli, popy­chani przez ży­czliwe słonie, posilani zrzucanymi przez małpy bananami”. Zapraszam!!!
 
Myślę, że już tego afrykańskiego bajania starczy.
 
Na Święta Bożego Narodzenia przesyłam Drogiemu Księdzu i życzliwym mi Rodakom najserdeczniejsze ży­czenia: Słowo, które stało się Ciałem, niech darzy łaską Bożej radości, miłości i pokoju, a przede wszystkim daje moc do przemiany tego, co ludzkie, małe i szare w nieśmiertel­ność!!!
 
Z modlitwą
 
Ks. Jan