Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Bogdan Piotrowski

Ks. Bogdan Piotrowski, który organizował grób księdza Jana Czuby, w krótkich słowach opisuje obecną sytuację na terenie, gdzie leży Loulombo, miejsce śmierci naszego Misjonarza męczennika. Sytuacja ta jest następstwem nie tylko wydarzeń z października 1998 roku, ale nowych zawieruch po 2000 roku. Warto o tym przeczytać w kolejną rocznicę śmierci księdza Jana.  
 
Brazzaville, 3 września 2005 r.
 
Drodzy Czytelnicy!  
 
Rok 2002, jak i rok 2003 zaznaczyły się na południu kraju, na obszarze w którym zginął ksiądz Jan, nowymi rozruchami. Ludzie ponownie musieli uciekać ze swoich domów i chronić się w góry czy lasy. Tym razem cała wioska Loulombo została zniszczona. Z dachów domów, szkoły, szpitala i innych budynków zdjęto blachę po to, aby ją sprzedać. Ponownie zrabowano wszystko. Nie oszczędzono także misji, którą ogołocili żołnierze z armii rządowej. Zdjęto blachę z dachów kościoła, plebani i domów sióstr oraz wszelkich budynków należących do misji. Nie wiadomo, kto ściągnął i ukradł wizerunek Pana Jezusa z krzyża znajdującego się na grobie księdza Jana i odciął dwa przęsła z ogrodzenia. Nie tylko Loulombo, ale i cała okolica wtedy ucierpiała. Wszystkie kościoły w okolicy zostały pozbawione dachów i obrabowane. Takie są konsekwencje ślepej, głupiej wojny domowej. Ludzie na nowo musieli wszystko odbudowywać. Można by zapytać, ile jeszcze razy trzeba będzie to robić? Zaraz po zakończeniu działań wojennych, kiedy księża już mogli dojechać do swoich misji, ogrodzenie wokół grobu księdza Jana zostało naprawione, ale krzyż, niestety, pozostał bez wizerunku Chrystusa. On Zmartwychwstał!
 
Aktualnym proboszczem misji w Mindouli, której teraz podlega Loulombo, jest ks. Alain Biniakounou, mój dawny wikariusz z Missafou. Za jego pośrednictwem otrzymaliśmy aktualne zdjęcia grobu księdza Jana i naszych dawnych „tarnowskich” misji na południu kraju. Sytuacja na tyle się unormowała, że księża mogą dojeżdżać do wiosek. Pociągi kursują z przerwami, od jednego do drugiego ataku. Dzieci, ale tylko w dużych miasteczkach, chodzą do szkół, gdzie indziej nie ma nauczycieli. Sytuacja młodych, którzy walczyli, w dalszym ciągu pozostaje nierozwiązana, więc nadal siedzą koło stacji kolejowych, popijają piwo i wino palmowe, czekając na nową okazję do rabunku czy bijatyki. Jaka będzie przyszłość tych ludzi? Rząd nie chce rozwiązać definitywnie tego problemu, ponieważ jeśli są zamieszki w kraju, to można łatwiej kraść, a wojsko tylko czeka na okazję, aby wzbogacić się cudzym kosztem i zaspokoić swoje żądze gwałtem.
 
Tym ludziom pozostaje nikła nadzieja, że ktoś o nich kiedyś się upomni, że sytuacja zmieni się na lepsze. Wszystko to nie napawa optymizmem. Zostaje Bóg ze swoją mocą, która może przekreślić każdą ludzką nieprawość i dać Afrykańczykom odrobinę nadziei na lepsze jutro. Kościół stara się pomagać tym ludziom, jak tylko może, ale, niestety, może niewiele. Jednak obecność księży w terenie, sprawowane przez nich sakramenty, szczególnie msze św., są dla mieszkańców swoistym pocieszeniem. I zapewne dlatego jeszcze tam jesteśmy, ale jest nas już naprawdę niewielu.
 
ks. Bogdan Piotrowski
Rep. Konga
Głoście Ewangelię 4(2005), s. 13 – 14.