Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Bogdan Piotrowski

Ks. Bogdan Piotrowski dopiero po przeszło dwóch latach po męczeńskiej śmierci ks. Jana Czuby zdołał dotrzeć jako pierwszy ksiądz na jego grób. O wyprawie i sytuacji w Loulombo opowiada w niniejszym liście.  
 
Brazzaville, 15 maja 2001 r.  
 
PO RAZ PIERWSZY PO DWÓCH LATACH...
 
Po długim okresie oczekiwania, bo przecież ponad dwa lata nie można było dotrzeć do Loulombo, mogłem udać się na grób księdza Jana. Najpierw wojna, która trwała dość długo, zablokowała południe kraju i zdziesiątkowała ludność tego regionu. Następnie niebezpieczeństwo w terenie, które blokowało wszelki ruch samochodów, nawet tych z akcji humanitarnej i w końcu nieprzejezdna droga, ze względu na poniszczone mosty oraz błota w porze deszczowej były przyczynami tego opóźnienia.
 
Ponieważ była to moja pierwsza po wojnie wizyta w parafiach, gdzie pracowałem w diecezji Kinkala, stała się ona więc okazją do spotkania z dawnymi parafianami. Stad też w niedzielę 11 lutego odprawialiśmy mszę św. razem z księdzem Alenem, moim dawnym wikarym w Missafou, mojej ostatniej parafii sprzed wojny. Pojechaliśmy w piątek samochodem diecezjalnym. Ze względu na stan drogi trzeba było rozłożyć tę podróż na etapy. Najpierw do Kinkala, w sobotę de Missafou, w niedzielę do Mindouli, aby wcześnie rano pojechać do Loulombo (45 km). Była to już tzw. mała pora sucha, ale mieliśmy wiele szczęścia, gdyż pomimo trudnej drogi udało nam się przejechać w miarę spokojnie. Najwięcej trudności sprawił nam odcinek jednego kilometra w Kingoyi, 35 km przed Loulombo, gdzie w czasie wojny zniszczono most. Pozostawał nam tylko przejazd przez rzekę lub po moście kolejowym, tym bardziej niebezpiecznym, gdyż pociągi już kursują. Objazd tego mostu jest w okropnym stanie. Sześć razy na krótkim odcinku trzeba było wyciągać samochód z błota, ale z pomocą mieszkańców wioski, a szczególnie z pomocą nindży, tzn. lokalnej milicji, było to możliwe. Najciekawsze, że to właśnie jeden z grupy nindża zastrzelił ks. Jana w pamiętny dzień 27 października 1998 roku. Obecnie po podpisaniu pokoju nindża złożyła broń. Po przebyciu tego trudnego odcinka już bez problemów dojechaliśmy do Loulombo.
 
W misji panował spokój, niezwyczajny spokój, pomimo że wojsko stacjonuje na naszej plebanii, a tylko dom sióstr, położony niedaleko kościoła, jest używany na potrzeby misji. Z tyłu za murem kościoła, na wysokości tabernakulum, pod mangowcem tuż koło groty, w której figura Matki Boskiej została zniszczona, spowity trawami lekko przystrzyżonymi, skąpany w kwiatach znajduje się grób – jeden grób, samotny, przykryty dachem, jakby ktoś bał się, żeby nie została rozmyta przez deszcz jego historia i aby on był znakiem tragicznych wydarzeń na misji, tych niedalekich, jeszcze świeżych, ale jakże wymownych. To jest grób księdza Jana, z wybrzuszoną ziemią, coś jak dawne groby wojenne bez płyty kamiennej, ale i bez brzozowego krzyża. Świadek jednego życia tak tragicznie przerwanego.
 
W tradycji kongijskiej dniem zakończenia żałoby po zmarłym była i jest “konstrukcja grobu”. Niekiedy obrzęd ten trwał i tydzień, rodzina się zbierała na ten czas, budowano grób z kamieni lub (aktualnie) z płytek, jedzono, rozstrzygano ostatnie problemy, głoszono specjalne mowy, a na samym końcu zamykano żałobę po zmarłym. To właśnie w tej kongijskiej tradycji dotyczącej zmarłych chcemy zrobić ten tradycyjny obrzęd nad grobem ks. Jana jednak w wymiarze katolickim, z mszą i modlitwami w sobotę i niedzielę 22 - 23 września tego roku (jedyny możliwy czas przed trzecią rocznicą śmierci ks. Jana, pod koniec października, ze względu na padające deszcze, droga nie będzie przejezdna).
 
Po krótkiej modlitwie nad grobem oglądnęliśmy zniszczenia spowodowane wojną na parafii. Nie było już czasu na dłuższe rozmowy z przybyłymi parafianami, bo nadchodzący deszcz mógł nam odciąć drogę powrotną. Tego samego dnia dojechaliśmy do Kinkala i na następny dzień po południu byliśmy już w Brazzaville. Do dzisiejszego dnia grób został już przykryty betonową płytą i w najbliższym czasie grupa murarzy pojedzie do Loulombo kontynuować rozpoczęte prace. Na dzisiaj droga do Loulombo jest nieprzejezdna. Księża, udający się z Kinkala na formacje katechetów, musieli zawrócić z drogi już po 50 kilometrach.
 
Drodzy Czytelnicy! Polecamy Waszym modlitwom tych wszystkich, którzy pracują, aby ten ważny dzień dla naszych diecezji, tej w Kinkala i w Tarnowie został przygotowany w odpowiednim czasie i aby przede wszystkim śmierć ks. Jana przyniosła owoce w postaci pokoju w kraju, odnowy moralnej i rozbudzenia apostolstwa misyjnego w naszym kościele.
 
Do usłyszenia wkrótce.  
 
ks. Bogdan Piotrowski
Republika Konga
Głoście Ewangelię 3(2001), s. 22-24.