Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Bogdan Piotrowski

Ks. Bogdan Piotrowski wyjechał do Rep. Konga w 1990 roku. Po pracy misyjnej w Mindouli, w Loulombo z ks. Janem Czubą, w Missafou, został proboszczem w parafii Jezusa Zmartwychwstałego w Brazzaville. W obliczu ciągle trwającej wojny, parafia ta stała się schronieniem dla uciekinierów z terenów, gdzie trwają rebelie. W liście z życzeniami na Święta, opisuje obecną sytuację.  
 
Brazzaville, Wielkanoc 1999  
 
Drodzy Przyjaciele Misji!  
 
Teraz nadrabiam zaległości w pisaniu listów, bo będę miał okazję je przesłać do Francji. Wysyłam też dwie kasety z Mszy św. żałobnej odprawionej u mnie za ks. Jana Czubę w drugi wtorek listopada 1998 roku. Jedna kaseta jest dla rodziny, a druga dla diecezji.
 
Może w tym roku przyjadę na urlop, gdyż jestem zmęczony tym wszystkim a i malaria wraz z anginą dała mi się we znaki. Cały styczeń miałem z głowy. Teraz jest już dobrze. Problem mam z uciekinierami, bo jest ich 1450 w parafii.
 
Dziękuję diecezji za otrzymaną pomoc. Co ja bym bez niej zrobił? Jesteśmy w trakcie zmniejszania liczby uciekinierów do 1100, nie mamy innego wyjścia, jest ich za dużo. Gdy pozostaną jeszcze miesiąc, będziemy zmuszeni zamknąć „cité” (miasteczko), bo brak miejsca na kopanie nowych latryn. Wszystko jest teraz na zewnątrz. Jeśliby zostali dłużej, to nie bardzo będę mógł przyjechać do Polski. Myślę, że jednak wszystko się ułoży, gdyż zaczynają mówić o powrocie do domów. To może jeszcze potrwać i miesiąc. Tu jest Afryka. Nigdy nic nie wiadomo i za 15 minut możemy mieć tutaj piekło.
 
Strzały ostatnio ucichły, ale bałagan jest okropny. Zrabowane samochody zrabowane krążą po mieście. Rabunek dalej jest „à la mode” (w modzie). Prawda jest taka, że siedzimy jak na beczce z prochem - wystarczy jedna iskra. Armia, która miała bronić, sama rabuje. Jak skończą rabować te puste dzielnice na południu - to pytanie, gdzie pójdą później? Już próbowali atakować naszą dzielnicę, ale jakoś to przeszło. Było to w jeden piątek, mieliśmy akurat mszę św., a tu strzelanie na całego wokół nas. Pozamykałem wszystkie drzwi i czekaliśmy. Na szczęście Angolczycy wkroczyli do akcji i po dwóch godzinach wszystko wróciło do normy - tej normy afrykańskiej, a nie europejskiej. Wcale to nie jest wesołe, jak się ma ponad tysiąc ludzi na głowie.
 
Na południu nasze misje są zrabowane. U mnie znaleźli wszystko, co mój wikary pochował, nie wiadomo co z domem. U ks. Stana Łacnego spalona została połowa apteki i podobno rzucili do domu granaty. Od Jana nie ma żadnych wiadomości . Nikt na południe nie może wyjechać, wszystko jest odcięte od reszty świata.
 
W tę niedzielę czytaliśmy list biskupów. Oskarżono księży, że w jednym z „cité” przetrzymują bandytów. Mieszkało tam 12 tysięcy uciekinierów. Potem zaczęła się tragedia. Oni ledwo uszli z życiem, a myśmy mieli problemy. Atmosfera była bardzo napięta. Mogli wejść na nasze parafie i robić rozróby. Dopiero gdy Papież z Meksyku coś o nas powiedział, jak zrobiło się dużo ruchu, tak się zaczęli powoli wycofywać. Teraz trochę się uspokoiło. Nie można milczeć w takich sytuacjach, bo zgadzamy się na to, co inni nam zarzucają. Nie chodzi o to, by kogoś oskarżać czy atakować, ale o tę przyzwoitą prawdę. Chociażby i tak nikt w to nie wierzył...
 
Mówiłem, że chciałbym przyjechać do Polski i odpocząć sobie, ale chciałbym jednocześnie pomóc - głosząc kazania i zbierając pomoc dla tych parafii na południu, gdzie myśmy pracowali. Chodzi o to, by księża, którzy powrócą do misji mieli się na czym przespać i żeby im się nie lało na głowę. Trzeba będzie odnowić całe sprzęty w kościele, bo to wszystko jest albo ukradzione, zniszczone albo sprofanowane.
 
U polskich sióstr jest teraz spokojniej, chociaż front przechodził obok nich. Na północy chłopaki jakoś się trzymają, tam jest w miarę spokojnie. Nie mogą tylko zjechać samochodami do stolicy. Nawet biali mają kłopoty z przemieszczaniem się.
 
Samochodem dalej nie jeżdżę, nie chcę go pokazywać, ale oprócz tego trzeba bardzo uważać na drogę, bo jeżdżą jak wariaty. Taksówki zrabowane robią kursy i od razu możesz zobaczyć, kto jest kim, po tym jak jeździ. Oprócz tego mam w garażu samochód sióstr ze szkoły specjalnej i nie mogę tego ruszyć. Może jak się sytuacja uspokoi, to zacznę jeździć.
 
Nie jest jeszcze tak źle. Zawsze może być gorzej, a przecież jak długo trwałaby noc, choćby najdłuższa, zawsze po niej przychodzi poranek. Może tym razem dla nas to będzie Poranek Wielkanocny.
 
Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Z Bogiem.  
 
ks. Bogdan Piotrowski
Rep. Konga
Głoście Ewangelię 2(1999), s. 21-23.