Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Stanisław Jeż

Oyo, 7 stycznia 1975 r.  

Drogi Przyjacielu!  

Wczoraj otrzymałem Twój list. Dziękuję serdecznie za modlitwy, potrzeba nam ich naprawdę dużo. Dostrzegam bowiem działanie szatana, który chce za wszelką cenę rozszerzyć swoje królestwo ciemności.  

Dużo ludzi, młodzieży i dzieci przychodzi na misję, mieliśmy kościół pełny w niedzielę. Próbowaliśmy zbliżyć tych ludzi do Chrystusa. Tę idyllę pracy duszpasterskiej zmącił „zły”. Oskarżono nas, że chcemy praktykować wyzysk człowieka przez człowieka. Praktykowaliśmy w każdy czwartek pracę, wśród tych, którzy chcieli pomóc misji. Dzieci wykonywały symboliczną pracę, otrzymując w zamian jedzenie, przewyższające ich symboliczną pracą. Odmówiono nam prawa edukowania dzieci. Dzieci z okolicznych wiosek miały sesję katechetyczną podczas wakacji. Przebywały tydzień czasu, każda grupa na misji. I tym razem zarzucono nam, że dzień spały w nieludzkich warunkach. Nie myśl, że jestem nastawiony pesymistycznie. To raczej dodaje zapału do dalszej pracy i człowiek bardziej liczy na łaskę Bożą niż na siebie, szuka nowych metod pracy.

Gdyby nie było trudności, byłby to znak, że nic nie robimy. Oczywiście, żeby to co powinno się zrobić, przydałoby się z dziesięciu księży o stalowym zdrowiu, lubiących włóczęgi – w tym na piechotę. Z początku niemało praktykowałem tego sportu, ale po niedługim czasie zrozumiałem, że na dłuższą metę tak nie pociągnę. Marsze w tropiku są bardzo męczące – największym problemem jest woda. Dużo wokół jej jest, masz pokusę pić, ale nie możesz, bo rozsądek ci mówi, że możesz chwycić (les amebes), która jest właściwie chorobą nieuleczalną. Trzeba mieć termosy, no i cały ekwipunek na kilkudniowy pobyt. Ostatnio nie wziąłem łóżka polowego, całą noc musiałem walczyć z gadami, które koniecznie chciały wyssać moją krew. Nie wiem tylko czy dobrą czy złą.  

Mam do Was prośbę. Gdybyście mogli raz w miesiącu wysłać 3 kg paczkę z różnymi rodzajami zup, bylibyśmy bardo wdzięczni. Tutaj są bardzo drogie, za jednego dolara prawie 2 zupy. Cieszę się, że kontynuujecie pomoc i chciałbym donieść, że wszystkie lekarstwa, szczególnie (penicylina, streptomycyna, azerina, thiecedeina, tucsecdeina) tzn. przeciw kaszlowi, reumatyzmowi, robakom, maści różnego rodzaju, lekarstwa na nadciśnienie i różne inne, są bardzo pożyteczne, a szczególnie witaminy.

Gdybyście wszystkich chcieli naprawdę leczyć, trzeba by było tony lekarstw. W jednym tylko dniu pielęgniarka, która pracuje z profesorką (obydwie z Francji) na naszej misji przez rok czasu, leczyły 149 osób dziennie, nie licząc dzieci. A wyobraź sobie, jeśli chciałoby się we wszystkie dni tak pracować. Niemożliwe, dlatego mamy na misji aptekę, w której sprzedajemy lekarstwa po cenach ze stolicy, co dla buszu jest wielką pomocą, bo handlarze biorą 100 do 200% drożej, wykorzystując najbiedniejszych.  

Jestem bardzo wdzięczny naszemu księdzu biskupowi za jego zainteresowanie i pomoc dla nas. Myślę, że tę jego ofiarną działalność Pan Bóg wynagrodzi tu już na ziemi, gdy obejmie jeszcze miejsce w Episkopacie Polski.  

Chyba wiesz, że mają do nas dołączyć polskie siostry w liczbie 5.

Życzę szczęśliwego Nowego Roku, obfitości w łaski Boże dla Ciebie i Wszystkich, którzy dają wkład w rozwój Ewangelizacji, wypełniając w ten sposób nakaz misyjny Chrystusa.  

Pax Christi  

ks. Stanisław Jeż
Listy tarnowskich misjonarzy z diecezji Fort Rousset
Biuletyn Wyższego Seminarium Duchownego, Tarnów 1975 r., s. 57-61.