Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Jeż, ks. Łacny, ks. Piotrowski

Oyo, 18 sierpnia 1973 r.

„Nasza ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy oczekujemy  
Pana Naszego Jezusa Chrystusa, który przekształcił nasze ciała poniżone
na podobne do swego chwalebnego ciała, tą potęgą,
jaką może on także wszystko co jest sobie podporządkowane” 

Drodzy Przyjaciele Misji!  

Wsłuchując się w rytm bębnów i żałosnych śpiewów, które docierają do naszych mieszkań, chcieliśmy opisać pewien szczegół z życia Afrykańczyków.

Młody mężczyzna około 30 lat z zawodu szofer udał się w „foret” – w dżunglę wraz z żoną na połów ryb. W naszych okolicach teren dżungli to najczęściej mokradła, które w okresie pory suchej zawierają mniejszą ilość wody (cztery miesiące bez deszczu).

A więc Afrykańczycy korzystają z tej okazji i z pomocą specjalnych koszy brną nieraz w wodzie, a częściej w błocie po pas, wypróżniając jakieś bagno. Gdy wody jest stosunkowo niedużo i można zauważyć ryby, łapią je przy pomocy tych koszów, lub rękoma. Praca mozolna i niebezpieczna. Dlaczego? Można przepłacić życiem. Zamiast ryby można znaleźć w błocie węża. I tak stało się tym razem. Owego mężczyznę zaatakowały trzy węże. Potrafił jednak zabić, ochronić się przed dwoma, trzeci jednak wszczepił niebezpieczny jad, który okazał się śmiertelny. Afrykańczyk ten nie doceniał niebezpieczeństwa, ścisnął rękę powyżej ukąszenia, ale chciał dokończyć pracy – żal mu było zostawić opróżnione z wody bagno z rybami, które są wraz z maniokiem podstawowym wyżywieniem w tych stronach. Po zakończeniu pracy musiał pokonać liczącą 7 km drogę, aby dotrzeć do misji, na której można spotkać jakiś pojazd. Czując się osłabiony oczekiwał. Po 8 godzinach od chwili ukąszenia znalazł się w punkcie sanitarnym, okazało się jednak za późno. Okrzyki kobiet i płacz dzieci, dały znak dla ludności, że ktoś spośród nich odszedł. Przez cały dzień można było zobaczyć, przebiegające przez „village” wioski, w rytm żałosnego tańca, kobiety i dzieci zawodzące żałosne melodie. Był to poganin, a więc i również zwyczaje pogańskie (także chrześcijanie biorą w nich udział). Byliśmy zobaczyć. Pod dachem z liści palmowych – owinięty w białe prześcieradło mężczyzna w sile wieku, nad nim płaczące, a raczej zawodzące kobiety, obnażone do pasa i umalowane popiołem na znak żałoby, z włosami rozpuszczonymi na sposób afrykański. Język, w którym zawodzą, to dla Europejczyka niesamowite dźwięki. Robią to z wielkim przekonaniem i namaszczeniem. Tańcząc otaczają zmarłego, okrążając wyrażają chyba swoje skargi. Niektóre z kobiet siedzą na ziemi, wydają okrzyki. Obok mężczyźni, na znak żałoby siedzą ze spuszczonymi głowami. Od czasu do czasu wykonują w rytm tam-tamów ulubiony taniec. Żona (jedna lub więcej) przebiega pląsając wśród biorących udział w obrzędzie, ukazując po nim pamiątki – zdjęcia, buty, kapelusz.

Nie da się tego wszystkiego opisać, ponieważ za chwilę wchodzi się w inny świat: nie tylko dźwięków, ale przede wszystkim własnych uczuć, przeżyć. Czuwanie przy zmarłym trwa całą noc, przy tym zmarłym przedłużono je o jeszcze jeden dzień i noc.

Patrząc na to, co przeżywali Afrykańczycy i jak wyrażali swój ból, żałowaliśmy, że nie znamy ich świata, w którym żyją, że nie możemy tego co dobre, wziąć z ich spontanicznej liturgii i „ochrzcić” – „uchrześcijanić”. Naszym zdaniem, jest to praca księży afrykańskich, bo wyszli z tych środowisk. Według mnie, Europejczyk nie jest zdolny zgłębić duszy afrykańskiej. Wyróżnia się u nich wiara w życie pozagrobowe. Na swój sposób chcą pomóc zmarłemu i oddać hołd. Później można spotkać na grobie przez długi czas jedynie, napoje, różne narzędzia, które w krainie duchów mogą być przydatne.

Dziękujemy Bogu, że możemy ze św. Pawłem wierzyć i powiedzieć „Nasza ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy, wyczekujemy Pana Naszego Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciała poniżone na podobne do swojego chwalebnego ciała, tą potęgą, jaką może on także wszystko, co jest, sobie podporządkować”. Ty bowiem, Jezu Chryste, przed swoim zmartwychwstaniem trzy dni spędziłeś w ziemi. I od tych dni, grób ludzki stał się dla wierzących w Chrystusa znakiem ufności w zmartwychwstanie. My, Chryste, w momencie grzebania każdego brata Ciebie prosimy, który jesteś Zmartwychwstaniem i Życiem, daj mu teraz, a nam kiedyś, odpocząć w grobie, aż do dnia, kiedy obudzisz nas ze snu, abyśmy zobaczyli w niebie, w jasności Twoje oblicze: światłość i szczęście bez końca przez wszystkie wieki. Bądźmy również przekonani, że Pan Bóg w miłosierdziu swoim wejrzy na tych, do których nie dotarła nauka Jego Syna, a którzy wypełniali prawo naturalne na ziemi.

 

ks. Stanisław Jeż
ks. Stanisław Łacny
ks. Andrzej Piotrowski
Listy tarnowskich misjonarzy z diecezji Fort Rousset
Biuletyn Wyższego Seminarium Duchownego, Tarnów 1975 r., s. 36-38.