Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Jeż, ks. Piotrowski, ks. Łacny

Oyo, 22 sierpnia 1973 r.  

„Wkrótce po tym jak uwierzyłem, że Bóg jest, zrozumiałem,  
  że nie mogę robić coś innego jak żyć dla Niego samego.
  Moje powołanie religijne datuje się więc od tej  
  samej godziny co moja wiara”
(O. Charles de Foucauld)

 Drodzy Przyjaciele Misji !  

Obecnie lato. Wyobraźcie sobie, że jesteście na plaży nad brzegiem morza. Idziecie się kąpać. Roztropnie krok po kroku posuwacie się naprzód, aby zbadać wodę. Brr…, jaka zimna woda. Macie odwagę wejść do wody tylko do łydek, nie powyżej. Ale inni, którzy już są zanurzeni w wodzie wołają: „Chodź tutaj, coś wspaniałego”. Jeżeli tylko zostaniecie na brzegu, aby trochę się opryskać wodą, będzie wam się zdawać lodowatą. Aby odkryć, odczuć, że jest w rzeczywistości prawie ciepła, trzeba się w nią rzucić. A ona da wam wspaniałe odczucie i będzie wam przyjemnie. Podobna jest sytuacja, jeśli jako chrześcijanie pozostaniemy tylko na brzegu Ewangelii, dotykając jej, skrapiając się kilkoma jej kroplami. Aby wiedzieć, że w rzeczywistości jest czymś wspaniałym i co niesie człowiekowi, trzeba się w nią zagłębić. Oto dlatego spotkanie z Chrystusem czyli nasza wiara, nie może być czymś połowicznym. Trzeba, aby przesiąknęła naszą egzystencję – nie wystarczy brać kilka kropel. Dlatego nie tylko w życiu katolika świeckiego, ale również w życiu kapłana, musi się znaleźć chwilę, aby zanurzyć się we wspaniałości naszej Ewangelii, naszej wiary.

Być może wielkie słowa, brzemienne w skutkach, ale taka jest rzeczywistość. To wyraża zacytowany na wstępie wielki konwertyta naszych czasów o. Charles de Foucauld: „Wkrótce po tym jak uwierzyłem, że Bóg jest, zrozumiałem, że nie mogę – robić coś innego, jak żyć dla niego samego. Moje powołanie religijne datuje się więc od chwili co moja wiara”.

Otóż 4 lipca w naszej diecezji Fort Rousset, misji księdza biskupa, rozpoczęły się rekolekcje. Przyjechali misjonarze z prawie wszystkich stacji misyjnych.

Tydzień poświęcony na osobisty kontakt z Bogiem, równocześnie głębszy oddech duchowy na zaczerpniecie sił do dalszej pracy, której motywem może być tylko wiara. Pierwsze nasze spotkanie z misjonarzami z naszej przyszłej diecezji. Wielu z nich podróżowało pirogą, zaopatrzoną w motor spędzając w niej 10-14 godzin, inni pokonywali trasę w samochodach terenowych, które jedynie mogą przebrnąć przez tutejsze drogi dżungli ciągle zarastającej, czy bezdroża sawann. Na pierwszym spotkaniu prezentacja. Skład międzynarodowy. Wśród stosunkowo niewielkiej grupy znaleźli się misjonarze z Francji, Belgii, Holandii, Australii, Hiszpanii, Polski i księżą miejscowi – Afrykańczycy. Wszystkich łączył nie tylko jeden oficjalny język liturgii i oficjum – język francuski, ale można powiedzieć, że coś więcej: „jeden chrzest, jedna wiara, jeden Pan”.

Z kilku tytułów, które podamy, możecie się zorientować, że rekolekcje były poświęcone problemom wiary. Oto niektóre: wiara i ateizm, wiara i religia, wiara – pewność -wątpliwość, wiara a modlitwa - jej konieczność, wiara a poświęcenie się Bogu w kapłaństwie czy stanie zakonnym. Można powiedzieć, że podczas rekolekcji przewijały się dwa pytania: kto ty jesteś? Co ty robisz?

Po rekolekcjach podróż po raz pierwszy do naszej przyszłej misji, która nazywa się Oyo. Misja ta prawie od dwóch lat pozostawała zamknięta z powodu braku misjonarzy. Obejmuje ona obszar 10 tys. km2. Prawie 24 tys. mieszkańców w rozrzuconych wioskach na tym terenie. Na ogólną liczbę podaje się 7 tys. katolików w rzeczywistości jest inaczej z powodu dłuższego zamknięcia misji w latach 1909-1953. Misja ta jest jedną z najstarszych w Kongu, założona w 1899 r. choć przed kilkoma laty została przeniesiona o 6 km od danego miejsca. Wizytę zaczęliśmy od pustego kościoła, nie wykończonego od nowości, wewnątrz tylko prowizoryczny ołtarz.  

Przykre wrażenie robi misja opuszczona. Wygląda jak gniazdo, z którego wyfrunęły ptaki, a zagnieździły się owady. Kilka dni pobytu, aby również zobaczyć kilka najbliższych wiosek . Wizyta u szefa dystryktu, który wyraził radość przybycia misjonarzy, podejmując ich obiadem (chrześcijanin – bigamista jednak). Jeszcze bardziej byliśmy zaskoczeni, gdy zobaczyliśmy dawny kościół, na którym pod nieobecność misjonarzy zawalił się dach, a wszędobylska woda, w okresie pory deszczowej, swoje zrobiła.

W wioskach życzliwie nas witano, obdarzając w/g miejscowych zwyczajów różnymi podarkami. Wyrazem wielkiej życzliwości Afrykańczyków jest ofiarowanie kury (nie koguta), którą należy przejąć z czyjejś ręki dwoma rękami na znak zadowolenia, radości. Lud bardzo biedny i prosty (oprócz funkcjonariuszy). Jednak musieliśmy się zastosować do miejscowych zwyczajów (nieprzyjęcie daru to oznaka wzgardy, którą się zapamiętuje), dlatego uzbierało się trochę kur i owoców.

W jednej wiosce ksiądz Afrykańczyk – wikariusz generalny w naszej diecezji – woła nas do jednego „Casu” – domu. Na łożu śmierci leży z różańcem w ręku stary chrześcijanin ze łzami w oczach, wypowiadając do nas niezrozumiałe słowa. Pytamy księdza, dlaczego ten chrześcijanin cieszy się przez łzy? Wikariusz Generalny przekazuje nam jego słowa: „zawsze modliłem się na różańcu, aby przy mojej śmierci był kapłan. Nie miałem nadziei, ponieważ od dwóch lat nie było u nas żadnego kapłana. A dzisiaj mam przy sobie nie tylko jednego, ale czterech”. Na końcu starzec ten wypowiedział słowa przypominające wypowiedź biblijnego starca Symeona: „Teraz już mogę spokojnie umierać”.

Rzeczywiście dwa dni później odbył się pogrzeb. W czasie tych kilku dni, odbyło się spotkanie z komitetem parafialnym: w większości mężczyźni w sile wieku. Kobiety nie biorą udziału w życiu społecznym i politycznym. Porządek spotkania był następujący: przedstawienie trzech nowych kapłanów miejscowym chrześcijanom przez ks. wikariusza generalnego, przyjęcie kapłanów przez chrześcijan, skargi, prośby, zapytania chrześcijan, odpowiedź na pytania przez ks. Stanisława.

A teraz głos oddajemy sprawozdaniu napisanemu przez Afrykańczyka. Ks. Emile Okeumeu przedstawił trzech młodych kapłanów chrześcijanom. Ci nie pozwalając dokończyć jego zdań, zaczęli entuzjastycznie wiwatować, dziękując Bogu, że nie zapomniał o ich opuszczeniu. Płynęły wyrazy wdzięczności dla ks. biskupa Singhi, który włożył dużo trudu, aby poprzez Stolicę Apostolską otrzymać młodych kapłanów, którzy przybyli ożywić wiarę chrześcijan, zaczynającą się wykruszać. Na wspomnienie o księdzu biskupie z Polski, który zechciał dać kapłanów - nowy okrzyk radości. Chrześcijanie przez moje słowa - mówi przewodniczący komitetu parafialnego – Was witają i goszczą – tym co mogą ofiarować, a więc kozę, która beczeniem uprzyjemniała nam całą drogę powrotną do Fort Rousset, kilka butelek piwa i lemoniady (tutaj jedna butelka kosztuje więcej niż pół dolara), 3 dymiony miejscowego wina –„molenge”. Chociaż nie bardzo mogliśmy je przełknąć ze względów smakowych, musieliśmy okazywać swoje zadowolenie z gościnności i poczęstunku. Nie będziemy ukrywać, mówił Afrykańczyk, że zostaliśmy opuszczeni przez kapłana bez posługi sakramentalnej (poprzednik z powodu zdrowia opuścił misje), dlatego chrześcijanie naszej misji dziękują jeszcze raz księdzu biskupowi z Polski za kapłanów i proszą miejscowego księdza biskupa, aby wszyscy trzej mogli zostać wśród nas, pracując w całym rozległym sektorze. Odpowiadając na zapytania i życzenia chrześcijan obecnych na spotkaniu – ks. Stanisław powiedział: „Dziękujemy Wam za gorące przejęcie. Opuściliśmy naszą Ojczyznę, naszych rodziców, naszych przyjaciół, aby służyć w Waszym kraju, aby znaleźć pośród Was naszych braci i przyjaciół. Nie przyjechaliśmy Was kolonizować, ale pomóc do postępu społecznego, a szczególnie duchowego w Waszym kraju”. Późnym wieczorem zakończono spotkanie. My, pełni planów co do przyszłej misji, odjechaliśmy do Fort Rousset, aby kontynuować naukę języka.  

Tarnowscy misjonarze
Listy tarnowskich misjonarzy z diecezji Fort Rousset
Biuletyn Wyższego Seminarium Duchownego, Tarnów 1975 r., s. 25-28.