Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Łacny, ks. Jeż, ks. Piotrowski

Fort Rousset, 15 czerwca 1973 r.

Mbote basango na ngai (Witajcie moi księża)
Mama tala, mindele, mindele (Mamo zobacz, biali, biali)  

Drodzy Przyjaciele !  

Mam nadzieję, że ksiądz biskup chciał abyśmy na początku naszej drogi misyjnej – zanim obejmiemy samodzielnie stacje misyjne – poznali trudy, jakie każdy misjonarz musi pokonać, aby dotrzeć do misji czy do osad ludzkich. Mam na myśli problem ważny – drogi. Aby dotrzeć do stacji misyjnej Fort Rousset, w której mieszka, duszpasterzuje ze swoim wikariuszem ksiądz biskup, które równocześnie jest centrum administracyjnym dla północy Konga, trzeba pokonać z Brazzaville przeszło 550 km drogi, która nazywa się bardzo szumnie (la route nationale nr 2) drogą narodową nr 2. Napisałem trzeba pokonać, ponieważ w warunkach europejskich przejeżdża się lub robi kilometry (jeżeli nie ma korków). Droga ta, która jest, jak nazwa mówi, drugą co do ważności, a jedną łączącą północ kraju z południem, ze stolicą, można porównać z polną drogą, która w okresie pory deszczowej na wielu odcinkach jest trudna do przebycia i łatwo na niej ugrzęznąć na kilka godzin w błocie. Jednym ekonomicznym i zdatnym pojazdem – jest auto terenowe „Land Rover”.

Dnia 28 maja – wystartowaliśmy samolotem linii wewnątrz krajowych – linia Konga Brazzaville de Mekuła – do osady i stacji misyjnej położonej dokładnie na równiku. Mały samolot pasażerski produkcji radzieckiej, obsługiwany również przez pilotów radzieckich, szybował nad sawannami, a potem ukazała się dżungla równikowa poprzecinana rzekami tworzącymi potężne meandry. Na lotnisku spotkanie z siostrami zakonnymi, które udawały się na zasłużony odpoczynek do Europy, a więc „Bonjour et au revoir” – dzień dobry i do widzenia”. Makeue - wizyta w stacji misyjnej i małym seminarium.

Każdy nowo przybywający misjonarz jest jak małe dziecko, trzeba dużo widzieć, słyszeć z tą tylko różnicą, że na początku nie paplać, lecz tworzyć sobie obraz rzeczywistości w której przyjdzie pracować. Z Makeue73 km do Fort Rousset land-roverem w porze suchej 2,5 godz. Mijając „les villages” - wioski, tam, gdzie byli chrześcijanie, mogliśmy słyszeć słowa – Mbote basange na ngai – dzień dobry – witajcie moi Ojcowie i widzieć błyskające białe oczy i ukazujące się w ustach zęby wyrażające życzliwy uśmiech poparty gestem dłoni.

Dzieci bardziej przyzwyczajone do widoku białych wołały „Mama, kola mindele, mindele” – inne pierzchały chroniąc się w ciemnych lepiankach.  

Chciałbym zaznaczyć, że „les villages” – wiosek nie można porównać z europejskimi. Najczęściej jest to plac wokół którego zgrupowano kilkanaście, najwyżej kilkadziesiąt lepianek wykonanych z bambusa i gliny, pokrytych sitowiem. W bogatszych wioskach można spotkać domki z suszonej gliny pokryte blachą. Każda bowiem stacja misyjna była równocześnie pionierem postępu społecznego. W najbliższe święto po przyjeździe czyli Wniebowstąpieniu, Mszę św. koncelebrowano w języku francuskim – a więc pierwsze spotkanie z chrześcijanami tej stacji misyjnej. Na początku Mszy św. przywitanie w następujących mniej więcej słowach: w imieniu moich kolegów (Mbote na bino banso) witam was wszystkich. Jesteśmy w waszym kraju dopiero od dwóch tygodni, mogliśmy jednak uczestniczyć w uroczystościach w Brazzaville na stadionie Ebeue podczas waszego święta narodowego i składać hołd Waszemu pierwszemu kardynałowi i widzieć udział Waszych braci w życiu religijnym Kościoła.

Kim jesteśmy? Księża z Polski. To jest z kraju w Europie, liczącym mniej więcej 32 mln ludzi, położonym między Związkiem Radzieckim i Niemcami Rep. Dem.(tylko wykształceni Kongijczycy orientują się, innym to wyjaśnienie nic nie mówi. Trzeba dodać następnie: w naszym kraju jest system socjalistyczny, lecz 90% to chrześcijanie (tu robią wielkie oczy), ponieważ postęp społeczny, materialny to nie wszystko, konieczny jest postęp duchowy. Sam Pan nasz Chrystus to podkreślał mówiąc: Naila, Becelo Benci (14,6) „Ja jestem Droga, Prawda i Życie).  

My pragniemy pracować z Wami i dla Was, aby osiągnąć wspólnie naszą ojczyznę w niebie, aby żyć po śmierci rzeczywiście z Chrystusem Zmartwychwstałym. To co uderza każdego przybywającego, że uczestniczący we Mszy św. biorą żywy udział w liturgii, szczególnie w śpiewie, który bardzo lubią z udziałem „tam-tamów” i innych dziwacznych instrumentów, których nazw jeszcze nie znamy.

Po Mszy św. niespodzianka – chrześcijanie czekają aby nas przywitać, zwłaszcza grupa młodzieży. Po kilku słowach powitania przez prezesa komitetu parafialnego, młodzież zaczyna śpiewać i tańczyć w rytm „tam-tamów”, zapraszając nas do tańca. Na poczekaniu układają słowa do znanych im melodii, wyrażając radość z przybycia nowych misjonarzy. Zaproszenie ponawiają. Co robić, pytamy się doświadczonego misjonarza stojącego obok mnie. Nie ma rady, trzeba zaproszenie przyjąć – pada odpowiedź. Masz, aleś się dostał. Próbowaliśmy uchwycić rytm – jak to wyglądało nie wiem – dobrze, że nie patrzyliśmy jako obserwatorzy. Musimy dodać, że na ogólną liczbę w każdej misji tylko niewielka grupa to chrześcijanie.  

Pozwólcie, że zakończymy nasz list słowami św. Pawła do Tesaloniczan: Sam Bóg pokoju niech was całkowicie uświęca, aby nienaruszony duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu, zachowały się na przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa. Wierny jest ten, który was wzywa, On to tego dokona. Bracia: módlcie się także za nas, za kongijskich chrześcijan i przyszłych katechumenów.   

Wasi współbracia i misjonarze z Konga
Listy tarnowskich misjonarzy z diecezji Fort Rousset
Biuletyn Wyższego Seminarium Duchownego, Tarnów 1975 r., s.49-51.