Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

Ks. Stanisław Jeż

4 lutego 1973 r.  

„Nigdy nie ma złych czasów dla tych,  
 którzy pałają gorliwością wobec
 wielkich spraw Bożych” 

Drodzy Przyjaciele Misji!
Wyjazd tarnowskich księży na misje do Konga.  

„Ostatnio trzech księży z diecezji tarnowskiej udało się na miejsce do Konga (Brazzaville) są nimi: ks. Stanisław Jeż, ks. Stanisław Łacny i ks. Andrzej Piotrowski.  

W Rzymie 15 listopada wraz ze swoim ordynariuszem bp. Jerzym Ablewiczem zostali przyjęci na audiencji przez Ojca Świętego, po czym udali się do Francji, gdzie przejdą jeszcze kilkumiesięczne przeszkolenie”.

Taką notatkę przeczytałem w Przewodniku Katolickim (z dnia 7 stycznia), który otrzymuje mój kolega. Chciałbym odnieść się do tych przeżyć, które mieliśmy w czasie kilkudniowego pobytu w Rzymie, a które kryją się za tą notatką.

Otóż dwoma największymi naszymi przeżyciami była Msza św. koncelebrowana z naszym drogim Księdzem Biskupem – który nam okazał tyle serca i pomocy – w podziemiach Bazyliki, na grobie św. Piotra, oraz audiencja u Ojca Świętego. W czasie Mszy św. mogliśmy się przenieść myślą do tego, który właśnie na wzgórzu Watykańskim poniósł śmierć męczeńską, za cesarza Nerona – do św. Piotra.

„Ustanowisz ich książętami na całej ziemi, przez wszystkie pokolenia głosić będą Twoje Imię Panie”. Właśnie następca Apostołów – w osobie naszego księdza Biskupa czytał słowa Ewangelii św.: Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: «Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?» A oni odpowiedzieli: «Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków» Jezus zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?» Odpowiedział Szymon Piotr: «Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego». Na to Jezus mu rzekł: «Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie». (Mt16,13-19)

To wyznanie Piotra nie było gołosłowne, bo wiarę w Chrystusa przypieczętował swoją krwią i śmiercią, ale również obietnice Chrystusa oraz specjalna opieka Boża przeszły na jego następców Biskupów Rzymskich. Już dwa tysiące lat pełnią oni rolę opoki, na której wspiera się duchowa budowa Kościoła, chociaż uderzają w nią nieraz gwałtowne fale niewiary.

15 listopada mieliśmy szczęście uczestniczyć w audiencji ogólnej i specjalnej w pięknej sali wypełnionej, jak nam mówiono w każdą środę, po brzegi ludźmi – w której, zaraz po wejściu, rzuca się w oczy wspaniały obraz przedstawiający Chrystusa Zmartwychwstałego. Audiencja rozpoczęła się o godz. 1100. Wszyscy poderwali się z siedzeń, gdy w drzwiach sali na tzw. „sedia gestatoria” ukazał się Ojciec Święty, burza oklasków i okrzyków w różnych językach, nad którymi górował okrzyk „viva papa” (niech żyje Papież).  

Chciałbym podzielić się kilku myślami, które Ojciec Święty w czasie tej audiencji skierował do wiernych. Poruszył on dla wielu ludzi bardzo niepopularną prawdę – o której potem prasa włoska i inna się rozpisywała – prawdę o szatanie – o jego realnym istnieniu – jako niematerialnym bycie osobowym – podkreślając i ukazując naukę Chrystusa. Ojciec Święty przytoczył znane zdanie Owidiusza: „Widzę rzeczy lepsze, idę za złymi”. Dlaczego? Istnieje bowiem „władca” tego świata, który jest przeciwnikiem Boga – szatan (J 12,31; 14,30; 16,11).

Przytoczył Ojciec Święty słowa św. Pawła – który mówił, że Ewangelia nasza ukryta jest tylko dla tych, którzy idą na zatracenie, których umysły zaślepił Bóg świata, aby nie olśnił ich blask Ewangelii, chwały Chrystusa, który jest obrazem Boga (2 Kor. 4,4).

Ojciec Święty, mam wrażenie, w tym przemówieniu chciał jak najmniej używać swoich słów, a sięgnąć do słów Chrystusa i Apostołów – dlatego mówił dalej słowami św. Pawła: „Obleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów szatana (Ef 6,11) którego jak pisze św. Marek Ewangelista, Chrystus zapytał uzdrawiając człowieka opętanego „Jak ci na imię? Odpowiedział Mu: „Legion, bo nas jest wielu” (Mk 5,9).

Bóg nas uwolnił spod władcy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie, ale są w historii godziny i panowania ciemności, o których Chrystus wspomina: „Gdy codziennie bywałem u was w świątyni, nie podnieśliście rąk na mnie, lecz to jest wasza godzina i panowania ciemności”.

Przytoczył Ojciec Święty brzemienny w treść wątek z rozmowy Chrystusa z Żydami: „Gdyby Bóg był waszym Ojcem to i mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem od siebie. Lecz On Mnie posłał. Dlaczego nie rozumiecie mowy mojej? Bo nie możecie słuchać mojej nauki. Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa. A ponieważ ja mówię prawdę, dlatego Mi nie wierzycie. Kto z was udowodni Mi grzech? Jeśli prawdę mówię, dlaczego Mi nie wierzycie? Kto jest z Boga, słów Bożych słucha”. (J8,42-47)

Ojciec Święty kończył swoje przemówienie zachętą św. Piotra: „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawiajcie się jemu!”(1P5,8-9); „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!” (Rz12,21).

Prasa włoska rozpisywała się na ten temat, dlaczego papież jeszcze we współczesnym świecie mówi o szatanie. Reakcje na ową enuncjację papieską są niewątpliwie czymś charakterystycznym i interesującym. Otóż co pisał, chyba trafnie w naszym „Tygodniku Powszechnym” pan Tadeusz Żychiewicz. Gdyby papież dał do zrozumienia, że nadal wierzy w realne istnienie osobowego Boga, sprawa miałaby się całkowicie bez echa. Uznano by to za rzecz zupełnie naturalną i oczywistą – uważając słusznie, że papież niewierzący w realne istnienie Boga powinien znaleźć sobie inne zajęcie.

Nikt się nie dziwi papieżowi wyznającemu wiarę w istnienie Boga, a tak wielu nie wie po prostu co z sobą zrobić, gdzie schować twarz, kiedy papież twierdzi podobnie o szatanie? To ciekawe. Ale może nie takie tajemnicze. Istnieje bardzo wielu agnostyków, którzy mówią o Bogu: nie wiem. Istnieją ateiści, którzy mówią nie. Czasem mówią to ze smutkiem. Bywają i tacy ateiści, że przekonanie o nieistnieniu Boga napełnia ich czymś w rodzaju satysfakcji. Istnieją i tacy, którzy z niesłychaną pasją walczyli z Bogiem. Podejrzewano ich o urazy i mówiono o nich nie bez ironii: „Osobiści nieprzyjaciele Boga”. Ostatnio stali się niemodni. Jeden natomiast gatunek stał się historycznie zupełnie niepłodny: ci, którzy usiłowali fabrykować z Boga groteskę .To jakoś nigdy nie wychodziło efektownie.

Nawet niewierzący widzieli w tym rażący brak kultury osobistej, a także dowód luk umysłowych. Wolno było wejść na rynek i wołać, że Bóg jest – albo też, że Boga nie ma. Ale rzeczą w najważniejszym stopniu ryzykowną było wołanie, że Bóg jest naprawdę mały i śmieszny. Żaden szanujący się człowiek nigdy tego nie zaryzykował. Szatan natomiast, jak wolno się tak wyrazić, pozwalał robić ze sobą prawie wszystko (Tyg. Powsz. Nr. 51-1972). Osobiście myślę, że największym sukcesem szatana we współczesnych czasach na którym mu bardo zależy, jest to, żeby go nie brano na serio, żeby się z niego śmiano, żartowano, traktowano jak jarmarczną laleczkę, postać z folkloru.  

Może tyle refleksji na temat naszej ogólnej audiencji, bowiem po niej nas czekała audiencja specjalna. Wzięło w niej udział kilkunastu biskupów z całego świata, wśród których znalazł się nasz ksiądz biskup z nami. Oczekiwaliśmy tej chwili, kiedy przed nami otworzą się drzwi i pojawi się Ojciec Święty, Papież podszedł do naszego księdza biskupa pytając skąd przybywa. Gdy powiedział, że z Polski, twarz Ojca Świętego stała się jeszcze bardziej radosna. Ksiądz biskup wskazał na nas, przyszłych misjonarzy – wtedy z ust następcy św. Piotra wypłynęły słowa - niech żyje Polska wierna Chrystusowi. Ojciec Święty mówił więcej, ale człowiek chciał jak najlepiej przypatrzeć się następcy Chrystusa na ziemi, który na każdym robi wrażenie człowieka, na którym rzeczywistość nadprzyrodzona Boża wycisnęła swoje piętno człowieka Bożego, żyjącego w tym świecie, dźwigającego brzemienne problemy tego świata, ale równocześnie dla świata wiecznego. Mogłem uścisnąć jego dłoń i ucałować z wiarą. Ojciec Święty podarował nam, na drogę naszego przyszłego życia misyjnego, pamiątkowe medaliony przedstawiające św. Jana Chrzciciela udzielającego Chrztu św. Panu Jezusowi z napisem „Unus Dominus. Una Fides Una Baptisma” tzn. „Jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest” – i udzielił swego błogosławieństwa.

Żegnaliśmy Bazylikę św. Piotra, na tle której człowiek odczuwa swoją małość, że Kościół Chrystusowy mimo, że zawiera dużo elementu ludzkiego, który utrudnia spełnienie zadań – ten Kościół jest tam, gdzie Piotr – Papież, żyje, oczyszcza się i wzrasta.

Niech te refleksje, Drodzy Bracia i Siostry, dopomagają nam dziękować za wiarę, którą przez ten Kościół otrzymaliśmy i trwać przy niej wiernie. Pragnę podziękować za pamięć w modlitwach, za te Msze św. ofiarowane w mojej intencji, modlitwy w czasie Nowenny do Matki Bożej Nieustającej Pomocy i przed Chrystusem Miłosiernym. Wasza pamięć pomaga mi pokonywać trudności językowe, stające przed każdym przyszłym misjonarzem.

Bóg z Wami!

                                                       ks. Stanisław Jeż
Listy tarnowskich misjonarzy z diecezji Fort Rousset
Biuletyn Wyższego Seminarium Duchownego, Tarnów 1975 r., s. 12-16.