Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

Ks. Stanisław Jeż

„Proście Pana żniwa, aby posłał robotników  
 na żniwo swoje”.
„ Kto pójdzie za mną stokroć więcej otrzyma  
 i życie wieczne oddziedziczy”.  

Drodzy Przyjaciele Misji!  

Pod względem administracji kościelnej Kongo podzielone jest na trzy diecezje. Dwie: Brazzaville i Pointe Noire – obejmują południe kraju, a trzecia, największa pod względem obszaru Fort Rousset, w której pracujemy, północną część kraju. Większość chrześcijan mieszka na południu. Na północy Kościół jest w stadium embrionalnym, a może już w powijakach. Diecezja nasza jest bardzo młoda – powstała bowiem w 1955 r. Liczy ok. 300 tys. mieszkańców na obszarze 235000 km2. Do tej liczby mieszkańców należy wliczyć pigmejów, którzy żyją najczęściej w dżungli i nie są ujęci bliżej statystycznie. Statystyki podają w tej diecezji liczbę ochrzczonych czarnych 73 tys. Duży jednak stosunkowo procent chrześcijan nie dotrzymało próby wiary i podczas rewolucji, i niesprzyjających dla Kościoła lat, wybrało inną drogę. Od 1968r. w Kongo jest tzw. system socjalistyczny. Również i liczba katechumenów spadła, zarysowując brak równowagi pod względem socjalistycznym i duchowym. Po nacjonalizacji szkół, z powodu wielu okoliczności, zmalała liczba kapłanów i sióstr zakonnych, oraz katechistów – która jest w tej chwili zbyt szczupła, aby objąć pracę duszpasterską samych już chrześcijan na ogromnych obszarach – nie mówiąc o tych do których dobra nowina jeszcze nie dotarła. Sześć stacji misyjnych, w których niegdyś pracowali księża, jest zamkniętych z powodu braku misjonarzy. Coraz więcej tworzy się osad w których należałoby otworzyć nowe stacje misyjne.

Obecnie w naszej diecezji pracuje 24 misjonarzy, nas trzech początkujących oraz 29 sióstr zakonnych. Dwóch seminarzystów przygotowuje się do kapłaństwa. W tym jest 5 kapłanów afrykańskich i dwie siostry afrykańskie. Istniejące warunki wpływają w niemałym stopniu na pracę duszpasterską. I właśnie na początku naszego pobytu w tym kraju dwóch księży afrykańskich i diakona odwieziono do szpitala, do stolicy. Najpierw zachorował ksiądz biskup, po powrocie z bierzmowania w kilku odległych misjach. Na szczęście prezydent, który pochodzi z tej misji jest kolegą z lat szkolnych księdza biskupa i na telefon matki przysłał natychmiast swój osobisty samolot wraz z lekarzem (w Kongo nie ma żadnego samolotu sanitarnego) i przewieziono go do szpitala w stolicy – jednego z dwóch w Kongo. Okazało się, że nastąpiło pęknięcie wrzodu i całemu organizmowi groziło zakażenie. Dzięki Bogu operacyjnie usunięto niebezpieczeństwo. Wspominaliśmy, że na telefon matki, prezydent przysłał samolot - otóż matka prezydenta mieszka na terenie misji Fort Rousset w wieku 50 lat. Jednak jest młodą i gorliwą chrześcijanką, bowiem dwa lata temu przyjęła chrzest św. Prawie codziennie bierze udział we Mszy św. i komunikuje, włączając się czynnie w życie misji.

W tych również dniach Bóg powołał do wieczności stosunkowo młodego księdza afrykańskiego – przez 40 lat rektor małego seminarium. Został nam po nim, jako pamiątka, obrazek prymicyjny, na nim umieścił słowa Pana Jezusa „Pójdźcie za Mną, ja was uczynię rybakami ludzi”. Ciekawa rzecz i chyba wyjątkowa. Wstąpił do małego seminarium jako poganin z wolą przygotowania się do przyjęcia Sakramentów św. Pochodził z misji w której prawie wszyscy zajmowali się rybołówstwem tak, jak niegdyś Apostołowie. Widząc misjonarza, który nie mógł podołać pracy, on chłopiec, opuścił sieci swoich ojców, aby stać się rybakiem ludzi w ciągu 11 lat kapłaństwa.

Kto pójdzie za Mną stokroć więcej otrzyma i życie wieczne odziedziczy. Szczególnie tutaj, gdzie środowisko jest w przytłaczającej większości pogańskie, a garstka chrześcijan posiada wiarę zaledwie od kilkudziesięciu lat, trzeba ogromnej wiary, hartu ducha, aby zostać dobrym kapłanem.

Dlatego słowa Chrystusa stają się szczególnie aktualne. Nich po przeczytaniu tego listu wypłynie z Waszych serc modlitwa „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, aby posłał robotników na żniwo swoje”.  

 Z listu tarnowskiego Misjonarza:

 Widzę tylko jedną możliwość pomocy materialnej, tzn. paczki. Abyśmy tutaj nie płacili cła, powinny to być paczki nie większe niż trzykilowe, z francuskim napisem na wierzchu cadeau - podarunek. Trzeba pamiętać o solidnym opakowaniu, bo często paczki otrzymywane tu przez moich kolegów, bywają całkowicie zgniecione – a więc jakieś pudełko przynajmniej z mocnej tektury, obszyte płótnem. Do środka należy włożyć kartkę z wykazem rzeczy, które zostały w paczce umieszczone, abyśmy mieli sprawdzian czy coś nie ginie. Adresować kolejno na każdego z nas, nie na jednego – na Oyo lub Fort Rousset. Oczywiście zawsze pocztą lotniczą. Jeżeli chodzi o lekarstwa, to najlepiej tabletki zsypywać do jednego pudełka według gatunków, aby się nie gniotły i nie mieszały.  

Czym można nam pomóc najlepiej?

Najbardziej praktyczne są tutaj polskie zupy oraz konserwy, przede wszystkim mięsne. Natomiast nie jest potrzebne mleko, bo można go dostać bez problemu. Proszę także nie przysyłać chleba. Od czasu do czasu przydałoby się trochę kosmetyków tzn. mydło toaletowe, do golenia, żyletki, szampon do włosów, pasta do zębów, spirytus salicylowy. Dobrze byłoby otrzymać kilka baterii do latarek nocnych czy radia : R-14 i R-20 (1,5V)

Lekarstwa: Witaminy wszelkiego rodzaju, arechin, antivermina, penicylina, streptomycyna, detreomycyna, polopiryna, veramon, calcipiryna, tabletki od bólu głowy(duże), azarina, maści na rany, leki przeciwreumatyczne, a nawet przeciwweneryczne. Opłata paczki w Polsce wynosi 227 zł za trzy kilo plus cło 60-100.  

ks. Stanisław Jeż
Listy tarnowskich misjonarzy z diecezji Fort Rousset
Biuletyn Wyższego Seminarium Duchownego, Tarnów 1975 r., s. 29-32.