Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Bronisław Rosiek

Owando, 24 września 1983 r.  

Kochani!  

Po tygodniu pobytu w Owando odprawiałem pierwszą Mszę w języku lingala. Jest to język dość łatwy, czytanie nie nastręcza trudności, akcenty są znaczone. Czytałem bardzo wolno, raczej się domyślając niż rozumiejąc, co czytam. Zapewne nie obeszło się bez potknięć i błędów, ale skoro musieli to znieść Kongijczycy, Pan Bóg chyba też wybaczył. Na specjalną uwagę zasługuje zachowanie dzieci podczas Mszy św. Są bardzo grzeczne. Nie rozmawiają. Gdy się zdarzy, że któreś szepnie słówko sąsiadowi, od razu ktoś ze starszych wali po głowie (dosłownie wali), albo tarmosi za ucho. Natomiast nikogo nie dziwi, gdy zmęczone dzieci (starsi również) przeciągają się, wstają czy kucają, aby zmienić pozycję. Byli też tacy, którzy leżeli na brzuszku pod ścianą.  

Podczas mojej Mszy świętej, wszedł z dużym opóźnieniem, a raczej wczołgał się do Kościoła trędowaty. Był to jedyny człowiek, który się spóźnił na Mszę św. Tu nie ma spóźnialskich. Wręcz przeciwnie – przychodzą do kościoła dobre pół godziny wcześniej. Cały czas śpiewają pieśni czekając na Mszę św. Bardzo lubią śpiewać. Podczas Mszy św. śpiewał chór młodzieżowy. Akompaniamentem były dwa tam-tamy oraz dzwonki podobne do tych, których używają nasze zespoły góralskie. Z powodu chóru Msza św. trwała prawie dwie godziny. Zasadniczo jest chór młodzieżowy, ale była też na próbie kobieta z maleństwem przewiązanym przez plecy. Dzieciak normalnie spał, a gdy się przebudził śpiewał po swojemu i wtedy matka wychodziła go uspokoić. Chór jest zasadniczo czterogłosowy. Jednak basy i tenory śpiewają wiele partii falsetem. W sumie ich śpiew jest wspaniałym przeżyciem, można być nim zachwyconym. Mnie osobiście bardzo nastraja do modlitwy.  

Zbliżał się koniec mojej pierwszej Mszy niedzielnej, w języku lingala. Wezwałem do modlitwy „Ojcze nasz”, następnie zaintonowałem ją zaczynając „Tata wa biso”. Cały kościół modlił się w swoim języku, a ja pozwoliłem sobie na to, aby szeptem odmówić ją po polsku. Wtedy na zegarkach w Polsce dochodziła godzina 9.00. W wielu kościołach odprawiała się Msza św. Może w tym samym czasie odmawiano „Ojcze nasz” w Tarnowie, Żegocinie, Nowym Sączu czy... Łączyłem się sercem z Wami. Nasze modlitwy może spotkały się przed tronem Dobrego Ojca Narodów. 

Ks. Bronisław Rosiek
Kongo-Brazzaville
Głoście Ewangelię 4(1983), s. 54-55