Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

Ks. Bronisław Rosiek

Owando, czerwiec 1984 r.

Drodzy Przyjaciele Misji!  

Wybrałem się motorowerem, aby odwiedzić misjonarzy Polaków. Obejmują swoją pracą duży teren misyjny z centrum w Oyo. Pracują tam dzielnie trzy siostry józefitki oraz dwaj księża.

Droga była dobra. Pokonałem ją bez przeszkód. Natomiast małe niepowodzenie czekało mnie na miejscu. Otóż okazało się, że ks. Wojciech jest nieobecny – wrócić miał dopiero za kilka dni. Ks. Stanisław wyjeżdżał za kilka godzin – bo taki był plan tygodnia. W tym układzie niewiele mnie trzeba było namawiać, abym pojechał z nim. Ks. Stanisław zabrał dużą walizę lekarstw, a ja zająłem się jego plecakiem (ten plecak, który jeśli by ktoś pytał, ma już swoją historię: był przestrzelony podczas jednej wyprawy, a skórzane paski zjadła pantera). Dorzucono kilka konserw, dolano paliwa i w drogę. Tylko 25 kilometrów, ale za to dobrze urozmaiconych.

Po pewnym czasie droga stała się wąziutka, a następnie zmieniła się w piaszczystą ścieżkę. Niekiedy znikała wśród traw i trzeba było mieć mocną wiarę, że ona tam istnieje i że będzie można przejechać. Napotykaliśmy wątłe mostki. Tą zaszczytną nazwą cieszyło się kilka mizernych desek, wiszących nad wodą (aż ciarki przechodziły na myśl, że można nie wycelować w deskę). Przemierzaliśmy odcinki piasku sypkiego jak puder, w którym niemiłosiernie rzucało motorowerem (w tym miejscu nie będę się chwalił, ile razy się wywaliłem).

Kobiety zajęły się przyrządzaniem kolacji. Ktoś pobiegł po wodę do mycia. Przyniesiono kilka lamp naftowych, aby zorganizować wieczorne modlitwy. Wierni zbierali się na modlitwy w nowej kaplicy, wybudowanej staraniem ks. Wojciecha. Powieszono lampy. Migotały trochę, dając żółtawe światło. Pełzało ono, po czarnych postaciach siedzących na ziemi. Powiał leciutki wiatr. Lampy zachybotały. Płomień podskoczył i światło odbiło się od malowanej desce. To nie była zwyczajna deska. To był obraz oblicza Pana Jezusa.

Rozpoznałem kopię cudownego obrazu Przemienienia Pańskiego z Nowego Sącza. Ogarnęło mnie uczucie trudne do opisania. Cztery lata pracowałem w cieniu tego Cudownego Obrazu. Patrzyłem na Jego wspaniały kult. Stał się on drogi mojemu sercu. Po odejściu z Sącza, obraz ten nie pozwalał o sobie zapomnieć. Przypominał się sam kilka razy.

Niespodziewanie spotkałem go pierwszy raz we Francji, gdy wyjechałem na kurs. Któregoś wieczoru otrzymałem obrazek Przemienienia od pewnego księdza. Był to proboszcz parafii św. Antoniego w Paryżu, który organizował pomoc sądeckim parafiom. Teraz zaś spotykam kopię Przemienienia w środku buszu, dwieście kilometrów od równika. Tym razem Pan Jezus mieszka w afrykańskiej wiosce wśród czarnych wyznawców. Rozsiedli się teraz przed Jego Obliczem, jak dzieci przed ojcem. On spogląda na nich z obrazu swoimi dobrotliwymi oczami. W tym spojrzeniu znajdują miłość i przebaczenie. Chyba lubią ten obraz podobnie jak Sądeczanie. Chyba tak samo, jak wierni Podkarpacia, wyrażają przed nim swoją największą prośbę, która zawiera się w słowach pieśni „Przyjdź Panie Jezu i zamieszkaj z nami”. Zda się ,że usłyszy się nagle tę melodię, powtarzaną przez setki rozmodlonych ust, przy wtórze wspaniałej muzyki organowej. Ale tu nie było organów. Tylko, serca afrykańskie powtarzały – „Przyjdź, Panie Jezu, i pozostań z nami”.

Ktoś wpatrzony w Cudowny Obraz zapomina gdzie jest – bo to nie ważne, najważniejszy jest obraz Przemienionego. Może to czwartkowa nowenna, a może tygodniowe uroczystości ku czci Przemienienia w mieście św. Kazimierza. Jakież to wspaniałe uroczystości z tysiącami wiernych i potężnymi dzwonami, które powtarzają zgodnie: „przyjdź Panie Jezu…”. Ale nie ma tłumów, nie ma dzwonów, jest tylko garstka czarnych i wiatr igrający w liściach palm, który powtarza modlitwę afrykańskich serc „Przyjdź, Panie Jezu.”

Drodzy Przyjaciele Misji!

Pragnienia Afrykańczyków niech odbiją się echem w Waszych sercach. Módlcie się w ich imieniu. Módlcie się gorąco: „Przyjdź Panie Jezu, przyjdź i pozostań z nimi tak, jak jesteś z nami”. Trzeba, aby Chrystus zamieszkał w Afryce. Afryka bardzo potrzebuje Ewangelii. Trzeba gorąco prosić Boga, aby ewangeliczne prawo miłości zwyciężyło panujące tam do dziś dzikie prawo buszu. Afryce potrzeba dużo nowych misjonarzy, a pracującym już, wiele sił od Pana, aby ich trud był owocny. Dlatego tak bardzo Was proszę o modlitwę.  

Ks. Bronisław Rosiek,
Kongo-Brazzaville
Głoście Ewangelię 3(1984), s. 48-51.