Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

Ks. Bronisław Rosiek

Owando, marzec 1984 r.  

Drodzy Przyjaciele Misji!  

Gdy zabieram się do tego listu mam w pamięci obrazy prosto z Polski. W tym kraju nad Wisłą zachował się piękny zwyczaj szanowania matki, żony, koleżanki – jednym słowem kobiety.

Opowiadam swoim uczniom, że u nas mężczyźni ustępują miejsca kobiecie w autobusie, pociągu czy kościele. Dowcipkują, że chyba tylko wtedy, gdy jest wyjątkowo piękna. Jestem zobowiązany ich zapewnić, że wszystkie Polki mają niepowtarzalną na świecie urodę, ale nawet to nie jest decydujące. Po prostu kobiecie należy się szacunek. A, gdy dodaję, że chłopcy mówią „dzień dobry” swoim koleżankom z klasy (przynajmniej tak było za moich szkolnych czasów i mam nadzieję, że się nie pogorszyło) – to wybałuszają na mnie oczy. Kobieta nie ma tu szacunku ani od męża, ani od dzieci. Jeżeli dodam, że mało jest mężczyzn mających jedną żonę, to możecie sobie resztę wyobrazić.  

Rodzina kongijska nie ma konia, nie ma wozu, nie ma wodociągu, nie ma pralki, ale jest kobieta – ona za wszystko wystarczy. Widzę często kobiety wracające z wodą do wioski. Do rzeki jest co najmniej kilometr. Kobieta niesie w lewej ręce wiadro wody, w prawej ręce wiadro wody, na głowie garnek wody duży jak dwa wiadra, na plecach przewiązane dziecko. Policzcie ile kilogramów niesie ta kobieta. Nie myślcie, że usłyszy za to słowo podziękowania od męża.

A już los wdowy jest naprawdę godny pożałowania. Pewnego razu proszą abym odwiedził kobietę. Choruje? – pytam. Nie. No to niech ona przyjdzie. Ona nie może – od niedawna jest wdową. Zrozumiałem – ma okres żałoby. Poszedłem do jej domu. Siedziała w lepiance na ziemi, gawędziliśmy trochę. Jej mąż zmarł nagle. Została z dziewięciorgiem dzieci. Wyjątkowo było to małżeństwo monogamiczne.

Po śmierci męża rodzina zebrała się na naradę. Trwa to zazwyczaj cały tydzień. Przychodzą wtedy nawet najdalsi krewni. Śpią w domu zmarłego. Odprawiają tańce pogrzebowe. Trzeba im zamówić dużo wina i dobre jedzenie. Następnie starszyzna decyduje o losie wdowy. W tym przypadku ustalono, że przez cztery miesiące nie będzie opuszczać własnego podwórka (Kiedy indziej trwa to cały rok. Niekiedy werdykt orzeka, że kobieta nie może pokazywać się nikomu, nawet do ustępu może wychodzić tylko nocą). Czasem wdowa posłuszna wyrokowi starszych nie myje się przez rok ani nie używa grzebienia na znak żałoby. Bywało nawet tak, że kobietę zamykano w domu, podając jedzenie oknem. Przez cały czas żałoby wdowy są zobowiązane płakać trzy razy dnia. Płaczem żałobnym nazywa się tu śpiewne zawodzenie.

Dodać należy, że w przypadku śmierci kobiety, mąż nie ma żadnej żałoby po żonie, ale zaraz szuka nowej.

Kończąc proszę o modlitwę w intencji misji, aby światło Chrystusa dotarło do Afryki i przyniosło kobiecie szacunek i ewangeliczne zrównanie z mężczyzną.  

Ks. Bronisław Rosiek,
Kongo-Brazzaville
Głoście Ewangelię 2(1984), s. 40-42.