Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

Ks. Bronisław Rosiek

Oyo, sierpień 1985 r.  

Drodzy Przyjaciele Misji !  

Wymawiają mi niekiedy, że nie odpisuję. Rożnie to bywa - tu biję się w piersi ze skruchą. Ale bywa i tak...

Napisałem do Was list. Wszystko było gotowe, nawet koperta i znaczki. Ale okazało się, że na poczcie „coś nawaliło". W buszu zdarza się to często i trwa niekiedy dłuższy czas. Okazji, żeby przesłać list do stolicy, też jakoś nie było. Więc list leżał na stole i czekał spokojnie. Tak przeczekał sobie sporo czasu. Aż zdarzyła mu się przygoda.

Którejś nocy wiatr otworzył okiennicę. Okiennice są tu bez szyb, zastępują je deski. Korzyść z tego podwójna. Po pierwsze, o wiele to tańsze - na szyby w Afryce mogą sobie pozwolić tylko nieliczni. Po drugie, po zamknięciu okna jest w mieszkaniu trochę mroku, bo „kochanego słoneczka" jest i tak za dużo.

Powracając do owej nocy, otwarta wiatrem okiennica wywróciła lampę naftową, która stała na stole. Nafta się rozlała.., Rano stwierdziłem, że wszystkie moje listy są dokładnie ukąpane w nafcie.

Gdybym był Murzynem pewnie bym poszedł do nieba owej nocy, w słupie naftowego ognia i obłokach dymu. Tu trzeba dodać, że Murzyni świecą światło całą noc, bo się boją... duchów swoich przodków. Ja natomiast notorycznie grzeszę europejskim skąpstwem i przed spaniem gaszę lampę. I właśnie za ten grzech (oraz wszystkie inne pozostałe) Pan Bóg mnie do nieba jeszcze nie przyjął. Koniec końcem na stole został list przygotowany dla Was. Jego widok wzbudzał powszechną litość. Był zatłuszczony, umorusany i „pachnący" kongijską naftą.

Jest rzeczą normalną, że przez szacunek nie mogłem wysłać takiego listu do Przyjaciół Misji. Ale jest też rzeczą normalną, że musieliście dłużej czekać na następny list. Za to teraz bardzo przepraszam. Ponadto przeprosimy takie podtrzymuję na przyszłość, bo może mi się jeszcze zdarzyć, że będą aktualne.

Mówiąc o poczcie należy dodać, że nasze listy nie dochodzą czasem z innego powodu. Otóż znaczki do Polski są tu dość drogie. Zdarzało się, że nieuczciwi pracownicy poczty odklejali je dla siebie. Natomiast listy szły do śmieci.

Biorąc te przeciwności pod uwagę (nie mówię już o braku czasu - notorycznym !!!) może się komuś wydawać dziwne albo nawet śmieszne, że tak dużo uwagi przykładam do listów. Potwierdzam - ogromnie mi na tym zależy. Dokładniej, to zależy mi na listach wysyłanych, bo w nich proszę o modlitwę. Jestem pewien, że moja prośba nie pozostaje bez echa. Ktoś, kto poważnie patrzy na problemy ewangelizacji w Afryce, widzi swoją małość, a nawet nieporadność w wielu sprawach. Jest świadom, że nie może liczyć tylko na siebie. Teraz już wiecie dlaczego tak bardzo liczę na wasze modlitwy i dlaczego sprawą niebagatelną jest dla mnie korespondencja .

Odpowiadajcie na moje listy przez modlitwę. Niech ona przygotuje glebę afrykańskich serc na ziarna Bożej nauki rzucane przez misjonarzy. 

ks. Bronisław Rosiek,
 Kongo-Brazzaville
Głoście Ewangelię 4(1985), s. 47-49.