Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

Ks. Bronisław Puchała

Gamboma, luty 1985 r.  

SAKRAMENTY W KONGO  

Przeciętny chrześcijanin kongijski zapytany czy jest ochrzczony odpowiada: "Ależ tak, ja mam wszystkie sakramenty, eskapiler też! No, to wylicz, które sakramenty już otrzymałeś? ...eskapiler, chrzest... eskapiler, chrzest... Zwykle na tym się kończy jego znajomość sakramentów. A jeśli mu pomóc, to jeszcze dorzuci bierzmowanie, spowiedź, a już rzadko kiedy Eucharystię. O sakramencie chorych. Niby kiedyś tam coś słyszeli, ale pojęcia nie mają, co to jest. O małżeństwie i kapłaństwie wiedzą tylko najmądrzejsi, że są takie sakramenty.

Ale wróćmy do tego „eskapilera”. Otóż księża francuscy, prowadzący katechezę przy szkołach misyjnych wcale nieźle zorganizowanych, udzielali sakramentów raczej bezproblemowo. Chrzcili wszystkich. Skutek z tego taki, że na 3 500 ochrzczonych tu w Gambomie, uczęszcza regularnie do kościoła ok. 30. Reszta to ochrzczeni przez nas, księży polskich i nieochrzczeni, tzn. katechumeni i poganie. Po chrzcie normalnie dawano Komunię św., a za rok bierzmowanie, zostawiając spowiedź nie bardzo wiadomo, komu. I dlatego nie brak tu wiernych, którzy komunikują dość regularnie nigdy się nie spowiadając.

Nowe prawo kanoniczne, naprawdę niewiele pomaga w rozwiązaniu tego problemu, zaleca a nawet nakazuje udzielać dorosłym wszystkich trzech sakramentów razem: tzw. chrzest, bierzmowanie, Komunię św. i to jeszcze przez biskupa.

Osobiście po sześciu latach eksperymentów i nauczania Kongijczyków nie bardzo widzę możliwości:

- utrzymania Kongijczyków w Gambomie 3-4 lata na katechezie bez udzielenia im jakiegoś sakramentu;
- odpowiedniego ich przygotowania do wszystkich trzech sakramentów równocześnie.

Początkowo, tak trochę partyzancko, próbowałem rozdzielać te sakramenty i przygotowywać do nich na modę polską, tzn. najpierw chrzest, potem spowiedź z Komunią św., a następnie bierzmowanie.. Batalia była wielka przeciwko mnie i niestety musiałem ustąpić, tym bardziej, że i nowe prawo kanoniczne jest przeciwne takiej praktyce.

Ponieważ szkaplerz był ostatnią ceremonią związaną z katechezą, więc przy wyliczaniu występował z literą "i" (po francusku "et" - czyt. "e"), no i z tego wyszło „eskapiler" /et scapulaire/. Żeby utrzymać dzieci na katechezie po bierzmowaniu wprowadzono, tzw, "profession de foi" (uroczyste wyznanie wiary) i „scapulaire" tzn. przyjęcie do szkaplerza, które to obrzędy, w pojęciu Kongijczyków, urosły do rangi sakramentów.

Przygotowanie do tego było takie, że nikt nie bardzo wiedział, o co w tym chodzi, oraz, że się to wymawia „scapulaire" w nie „escapu-laire".

I tak szkaplerz św. Dominika stał się w pojęciu Kongijeżyków najważniejszym sakramentem. Jeśli ktoś ma „eskapiler" tzn., że ani na religię ani do kościoła nie musi chodzić, bo już ma wszystko!

Katecheza jest traktowana jak coś w rodzaju kursu szycia, spawania, czy gotowania. Skończyłeś, dostajesz papier i „ca va" !

Jest, więc problem uczęszczania na katechezę i do kościoła. Konkretnie w Gambomie jest większość takich, co zapisują się bardzo chętnie i żwawo na katechezę i po dwóch razach, więcej nie przychodzą albo przychodzą jeszcze ze dwa razy pod koniec roku szkolnego. I ci oto, obecni 3 albo 4 razy na katechezie w ciągu roku, są święcie przekonani, że oni uczęszczają. Po 3-4 latach takiego uczęszczania, robią niesamowite awantury, gdy zbliża się czas udzielania sakramentów. Oni też chcą otrzymać sakramenty, przecież chodzili tyle lat, a ksiądz im nie chce ich udzielić, a przecież to takie ważne,

Problem sakramentu chorych jest bardzo trudny do rozwiązania. Otóż wiadomo, że tego sakramentu udziela się chorym, znajdującym się w niebezpieczeństwie śmierci i przy normalnych układach chory może umrzeć. Ale trzeba wiedzieć, że u Kongijczyków nie ma śmierci naturalnej. Przyczyna śmierci jest personalna, tzn, że ktoś albo zjadł duszę albo wysłał śmierć, albo wprost dał truciznę, która spowodowała śmierć. Stąd to, w przypadku śmierci po sakramencie chorych oskarżonymi o spowodowanie śmierci będzie ksiądz, udzielający sakramentu. Według prawa kongijskiego, sprawca śmierci powinien być również ukarany śmiercią, Z tego wniosek, że sakrament chorych w Kongo nie ma wielkiego powodzenia.  

Ks. Bronisław Puchała,
Kongo-Brazzaville
Głoście Ewangelię 2-3(1985), s. 72-74.