Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

Ks. Stefan Wal

Ngo, 7 października 1986 r.  

Moi Drodzy!

Jednak Ci, którzy czekają mogą się doczekać. Tak jest teraz z moimi listami. Po raz pierwszy chyba po Wielkanocy zasiadam by odrobić przynajmniej te najważniejsze, bo na pewno nie dam rady odpowiedzieć na wszystkie. Co prawda, wielu już się zniechęciło i przestali pisać, ale mimo wszystko inni pozostali. By ułatwić sobie sytuację, piszę przez kalkę – po takim długim czasie wiadomości są takie same. A więc po kolei.  

W dniu 28 maja rozpoczęliśmy prace budowlane. Zacząłem od kaplicy. Murarz na samym początku zażądał zadatku i to dość wysokiego. Ponieważ, był mi znany i do tego chrześcijanin, dałem mu. Nie ukończył fundamentu i powiedział, że kończył nie będzie, i zadatku nie zwróci. Trzeba było szukać innego. Zgodził się drugi chrześcijanin i to za sumę, jaka została jeszcze do zapłacenia.

Rozpoczęliśmy na nowo 14 lipca. Za dwa tygodnie doszli do uzbrojenia nad oknami. Było ich trzech. Myślałem, widząc ich robotę, że za miesiąc już wejdę do mieszkania. Niestety po tym wysiłku zwolnili tempo i prace przeciągaj się. Ale w tym momencie mam już dom przykryty i nawet już w środku otynkowany. Dom ma aż 5 pokoi, mogę więc oczekiwać gości. Wprawdzie do ukończenia jeszcze daleko, ale myślę, że w najbliższym czasie sam będę mógł wejść do niego.

Zostaje kaplica. Po odejściu pierwszego murarza zmieniłem plan i zacząłem od domu. Z kaplicą jesteśmy w tej chwili pod oknami, ale zaczyna się okres deszczu i to na pewno też będzie utrudniało pracę.  

Po rozpoczęciu budowy jestem cały czas w Mpouya. Do Ngo przyjeżdżam w niedziele, by odprawić Mszę św., a w poniedziałek powrót (odległość 60 km). Maleńkie mieszkanie w Mpouya zamieniłem na magazyn. Zostało mi tylko małe przejście przez środek, bym doszedł do łóżka i stołu – i tyle. W takich warunkach było nie możliwe prowadzić jakąś korespondencję.

Cały materiał na budowę, z wyjątkiem 4 ton cementu, zwiozłem własnym samochodem. Toyota trochę wycierpiała, ale spisuje się wyśmienicie. Mam 26 tys. km i oprócz regulacji układu kierowniczego, żadnego defektu. Leje się ropę, zmienia filtry i olej, no i jeździ. Pewnie cały czas pytacie za co buduję. Dostałem pieniądze z Niemiec Zachodnich. Nie wiem czy wystarczy, zwłaszcza na wyposażenie, ale o tym na razie nie myślę.

Od 1 października nowy rok szkolny. Ale dzieci i młodzież zaczynają odwiedzać szkoły dopiero w tym tygodniu. Nauki jeszcze nie ma, więc i katechizacji nie rozpoczynamy. Czeka mnie 6 wiosek odległych 50-60 km. Ubiegłego roku szkolnego ochrzciłem 16 osób, większość ze szkoły średniej. Jak na razie, widzę większy entuzjazm u dzieci, i u młodzieży. Najgorzej u nich jednak z wytrwałością.

ks. Stefan Wal,   
Kongo-Brazzaville
Głoście Ewangelię 1(1987), s. 25 – 27.