Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

Ks. Stanisław Pawłowski

Oyo, listopad 1986 r.  

BISI – TO JEST „MÓJ KOŚCIÓŁ”  
w kolorze biało-czarnym  

Wyjątkowe szczęście nie opuszcza mnie jeszcze do tej pory, gdyż ostatnio „Tygodnik Powszechny” nr 37 z dnia 14 września 1986 r. otrzymałem w szybkim tempie, dopiero po pierwszym listopada tegoż roku. Oczywiście VIR PAR AVION – a jakże!.

Tak więc donoszę, że 1 listopada w Ludowej Republice Konga nie czcimy Wszystkich Świętych. Jest to Dzień Zmarłych – znanych światowych herosów rewolucji i tych innych dla Konga i całej nacji „zasłużonych” a poległych za tzw. „sprawę”.

Dla ciekawych – 25 XII w większości krajów określany i pojmowany jest jednoznacznie, chociaż w rożnych językach. W Kongo od sławetnej rewolucji w 1968 r. ów dzień jest mianowany „Świętem Dzieci” (Fête des enfants). Nie komentuję złośliwie, lecz powtarzam wypowiedzi myślących Kongijczyków na ten temat: „Quel enfantillage” (dziecinada)!  

No więc w końcu ten „TP” nr 37 obwieszcza zaproszenie do wypowiadania się indywidualnego na temat: „Mój Kościół”.  

Może to jakoweś zakodowane poczucie pierwotnej jedności, może instynkt samoobrony? Proszę mnie zrozumieć! Ciągłe sąsiedztwo potężnych lasów tropikalnych, zalanych wodą w sezonie wielkich deszczów (akurat teraz pada potężnie i to aż do maja!). Popatrzeć trochę wyżej na bardziej suche tereny, gdzie nie ma na czym oka zawiesić: karłowate drzewka opalone corocznie przez wzniecane pożary, te płonące sawanny… Cóż mogę sam zrobić? Biedna jedna słaba istota wobec potęgi i grozy przyrody. Chyba dlatego tak uporczywie skłaniam się do wspólnoty, gromady, jedności.

Mój Kościół jest od dziesięciu lat czarny, zbiorowy, absolutnie gromadny – czyli Mbisi. Bisi lub Mbisi (niech sobie każdy wymawia jak chce) w języku szczepowym plemienia Mboschi, wśród których pracuję, znaczy tyle co „My razem, wzięci do gromady”. Taki przykład Bisi: przychodzi mały brzdąc, sam jeden; prosi o piłkę, bo chce trochę pokopać europejski balon biało-czarny. Mówi: „Pe bisi balon” (daj nam piłkę). Oglądam się, gdzie jest reszta tej drużyny – a to on sam jeden. Bisi. Myśli kategoriami wspólnoty czarnej i tradycyjnej.

Ja prezentuję w tej czarnej wspólnocie mój kolor biały i jeszcze zachowanie od urodzenia pewne struktury europejskiego zachowania się. Mój Kościół – a jednak nie tak całkiem mój.  

W kaplicy skleconej z gliny na konstrukcji z grubych gałęzi, w baraku zbudowanym z cementowych pustaków, lub też pod palma kąpiącą obficie kroplami rosy na rozłożony korporał na stole:  

- NAYAMBI EKLEZYA SE YOKO – wierze jeden Kościół.
- ESANTU – Święty.
- ESZALI NA BILOKO BINSO – obecny na całym świecie.
- EBANDELAKI NA BAPOSTOLU – trwający w wierze Apostołów.

Modląc się w liczbie pojedynczej, nie tracę tego trudno zdobytego doświadczenia, że żyję przecież innym rytmem, powietrzem, jedzeniem. Jestem we wspólnocie czarno-białej. W biało-czarnej też. Młodej.

ks. Stanisław Pawłowski,
Kongo-Brazzaville
Głoście Ewangelię 1(1987), s. 33 – 35.