Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

Ks. Marian Pazdan

Divénié, 30 kwietnia 1986 r.  

Drodzy bracia i siostry zaangażowani w dzieło misyjne Kościoła!  

Jeszcze nie upłynęło 8 miesięcy od mojego przyjazdu do Konga, a już jestem na drugiej placówce misyjnej, na której jest nadzieja, że zostanę dłużej. Choruje tu, bowiem jeden misjonarz i ja go zastępuję a zarazem poznaję misję i 42 wioski, które do niej należą.

Jestem, więc w prawdziwym buszu, oddalony od miasta o 230 km, drogą polną przez lasy i góry tropikalne. W tym regionie jest około 30 tysięcy ludzi, w tym 10 tysięcy ochrzczonych.

Pierwszą moją wyprawę misyjną do 7 wiosek zrobiłem pieszo, bo most na dużej rzece jest zepsuty. Przez 7 dni, często w pełnym słońcu przeszedłem 110 km. Wróciłem zmęczony, lecz zadowolony! Wierni przyjmowali mnie serdecnae, tym bardziej, jak im powiedziałem, że jestem z tego samego kraju, co Papież; bo gdzie się znajduje Polska, to nikt nie wie, nawet uczniowie z dziesiątej klasy.

Święta Wielkanocne obchodziliśmy uroczyście. Ludzie przyszli licznie z odległych wiosek. Nie obeszło się bez tańców tradycyjnych – rzecz jasna.

W Wigilię Paschalną udzieliliśmy chrztu 32 osobom, które następnie w Wielkanoc przyjęły I Komunię św.

Dnia 27 kwietnia br. mieliśmy bierzmowanie w naszej misji. Na tę uroczystość ks. Biskup przyjechał z moim kolegą ks. Janem Kudłaczem i na zakończenie Mszy św. zrobił nam miłą niespodziankę obwieszczając wszystkim, że księża, którzy pracowali tutaj odchodzą, a ci dwaj księża polscy, od lipca przejmą tę parafię. Decyzję tę przyjęto radośnie, choć na pewno z obawami, bo już dałem im poznać, nierozgrzeszając podczas spowiedzi wielkanocnej tych, którzy nie mieli ślubu kościelnego lud żyli w poligamii. Inni misjonarze podobno ich rozgrzeszyli. Toteż na spotkaniu ks. Biskupa z radą duszpasterską parafii, niektórzy mnie za to zaatakowali. Ks. Biskup jednak nie mógł im dać innej odpowiedzi niż moja, bo taka jest nauka Kościoła.

Mimo wszystko jesteśmy pełni optymizmu Bożego i pełni radości, że ks. Biskup nam tak szybko zaufał, dając dużą misję. Mamy prośbę, by modlitwa Wasza zawsze nam towarzyszyła, a także prosimy o pomoc materialną.

Referat Misyjny w Tarnowie wie, czego nam potrzeba i czego potrzebują nasi czarni Bracia Siostry, którzy są naprawdę wszechstronnie biedni, nękani głodem i chorobami.

Najwięcej cierpią dzieci, gdyż rodzice się nimi nie przejmują, często ojcowie nawet ich nie znają. Proszę sobie wyobrazić mężczyznę: męża kilku żon w różnych miejscowościach i zarazem ojca 40 dzieci.

Wszystko drogie a żyć trzeba! Nam też nie będzie łatwo, bo wszystko trzeba przywieść z Loumbo (230 km). W dodatku nie możemy zamknąć swego serca dla prawdziwie biednych i potrzebujących. W wielu wioskach nie ma kaplic. Ludzie modlą się pod drzewem.

Mamy, więc obawy, czy podołamy stronie materialnej. Jeślibowiem zadłużymy misję, to nam ją odbiorą, co sprawiłoby nam przykrość nie do przeżycia. Dlatego też liczymy na Waszą dużą i regularną pomoc. Niech ona będzie, z okazji Roku Jubileuszowego, darem wdzięczności „Królowi wieków, nieśmiertelnemu, niewidzialnemu, Bogu samemu”, który jest ojcem wszystkich: białych i czarnych.  

Ks. Marian Padzan
Kongo Brazzaville
Głoście Ewangelię 1-2 (1986), s. 38 – 40.