Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

Ks. Stanisław Łacny

"PANIE NAUCZ NAS MODLIĆ SIĘ"
(Łk 2,1)

Mindouli  

Św. Łukasz w swojej Ewangelii często ukazuje Chrystusa modlącego się, a tym samym Jego osobistą relację ze swoim Ojcem. Jezusa, trwającego na modlitwie, obserwują Jego uczniowie. Oni też chcieliby jak On rozmawiać z Bogiem Ojcem, dlatego proszą Jezusa "Panie, naucz nas modlić się..." W odpowiedzi Jezus uczy ich modlitwy "Ojcze nasz".

I tak przez wieki przekazują tę modlitwę z ust do ust: rodzice swoim dzieciom, katecheci uczniom, a misjonarze tym, wśród których pracują według polecenia Chrystusa: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię" (Mk 16,15).

Nie jest jednak łatwo przekazywać słowa Jezusa tym, którzy mają nawet wrodzone i bardzo głęboko zakorzenione pojęcie życia pozagrobowego, istnienia duchów przodków, z którymi się kontaktują, rozmawiają i rozliczają, zwłaszcza w czasie pogrzebu w domu, w drodze czy nawet na cmentarzu. Sam byłem świadkiem takiego wydarzenia.

Oto w pierwszą rocznicę śmierci ojca rodziny przychodzi wieczorem na cmentarz dziadzio z butelką kongijskiego wina zwanego "molenge". Klęka na grobie i długo, bardzo długo rozmawia ze zmarłym. Przypomina mu, co dobrego on - dziadzio - wyświadczył mu za życia. Tłumaczy się, że nie on był winien jego śmierci. Pod koniec rozmowy życzy mu wszystkiego najlepszego, a potem w dowód przyjaźni częstuje go winem, wlewając je do wywierconego kijem otworu w nagrobku.

Nie jest łatwo przekazywać słowa Jezusa tym, którzy zgodnie z wierzeniami  

i nakazami czarowników potajemnie wykopują ciała zmarłych przed kilkoma dniami. Ściągają z nich pierwsze prześcieradło, to najbliższe ciału, a trzeba zaznaczyć, iż w wiele prześcieradeł według zwyczaju owijają zmarłego i przykrywają nim przy specjalnych ceremoniach nieszczęśliwego czy chorego członka rodziny, by mocą zmarłego odwrócić od niego czary i złe siły.

Nie jest łatwo, ale uczą misjonarze niechrześcijan, uczymy i my, uczę i ja i to przede wszystkim modlitwy "Ojcze nasz". Wyjaśniamy, jak mogą odnaleźć pokój ducha i ciała modląc się do Tego, który dał im życie ziemskie i do wiecznego ich powołuje.

Nic więc dziwnego, że nasi czarni bracia-chrzescijanie tę modlitwę powtarzają z ufnością przy pacierzu porannym i wieczornym oraz w czasie Mszy św.:

- "Ojcze nasz" - Tateto - "który jesteś w niebie" - we ku zulu, i dalej ciągną w swoim szczepowym języku prosząc:

- ... tu gana lumbuki - "daj nam dzisiaj - bidia bieto... — coś do zjedzenia, i kończą modlitwę - "wybaw nas od złego" - tu kakula mu mbi. Amen.

Zanoszą do Pana Boga, podobnie jak my, najczęściej modlitwę błagalną. I tak oni, jak i my, chcemy, by modlitwa ta była szybko wysłuchana, a nawet niecierpliwimy się, gdy Bóg nie odpowiada od razu na nasze wołanie. Zapominamy, że dobry Bóg chociaż czasem "po swojemu", ale zawsze wysłuchuje według obietnicy Swego Syna, a naszego Pana Jezusa Chrystusa: "Proście a będzie wam dane ... otworzone" (Łk 2,9)

Można by przytaczać wiele przykładów z naszego codziennego życia, potwierdzających tę prawdę. Oto jeden z nich.

Było to w r. 1973, kiedy obejmowaliśmy naszą pierwszą placówkę w Kongo na równiku, nad Alimą - dopływam rzeki Konga. Pod opieką kongijskiego księdza, wikariusza generalnego miejscowego biskupa, przejeżdżaliśmy przez dżunglę wizytując poszczególne małe wioski, zapoznając się równocześnie z tamtejszymi warunkami i tubylczą ludnością. W jednej z tych odległych wiosek (gdzie księdza nie widziano już od wielu lat), zawołali nas do jednej z lepianek, gdzie umierający staruszek poprosił o ostatnie namaszczenie. Ponieważ my nie znaliśmy jeszcze dobrze języka szczepowego, wikariusz generalny dokonał tej ceremonii. W drodze powrotnej opowiedział nam, co przekazał na pożegnanie, ze łzami radości i wielkiej wdzięczności w oczach, umierający staruszek: "Ojcze, niech Ojciec popatrzy na ten różaniec w moich rękach. Ja przez dziesięć lat codziennie odmawiałem jedno "zdrowaś Maryjo" i ofiarowałem je w intencji, bym mógł przed śmiercią spotkać kapłana, bym mógł wyspowiadać się i na śmierć godnie przygotować".

Bóg wysłuchał wytrwałej modlitwy sta­ruszka, zanoszonej za wstawiennictwem Matki Bożej. Chociaż w jego wiosce księdza nie by­ło od lat, to w dniu jego śmierci nie jeden, lecz czterech kapłanów było gotowych na za­opatrzenie go na życie wieczne. Staruszek po naszym odejściu za kilka godzin zmarł.

Modlił się wytrwale nasz czarny brat, modlił się z ufnością i został wysłuchany. Módlmy się i my wytrwale, z ufnością, uzależniając jednak wszystko od woli Bożej, prosząc Boga na pierwszym miejscu o sprawy dotyczące królestwa Bożego, jak nas do tego zachęca Chrystus Pan w pierwszych wezwa­niach swej modlitwy „Ojcze nasz". Rozmawiajmy jak dzieci z naszym Niebieskim Ojcem, po­lecając Mu wszystkie nasze radości i smut­ki, przygotowując się na spotkanie z Nim u kresu naszej ziemskiej wędrówki.  

Ks. Stanisław Łacny,
 Kongo-Brazzaville,
Głoście Ewangelię 1988 (4), s. 30-33.
("Echo z Afryki i innych kontynentów" nr 11/88)