Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

Ks. Bronislaw Rosiek

KINO PRZYJECHAŁO!

Drodzy Przyjaciele Misji – Mbote!

Św. Maksymilian Maria Kolbe powiedział, że nawet w połatanym habicie, ale samolotem trzeba nieść Ewangelię. Piękna dewiza. Natomiast o ile pierwsza jej część zgodna jest z życiem misjonarza /bo ubiera rano podarte spodnie, przynajmniej wtedy, gdy zabiera się do pracy z młotkiem, motyką czy innymi narzędziami/ nawet o tyle ta druga jest nieosiągalna, bo nie ma nawet porządnego motoroweru. Nie mówmy nie. Co prawda na naszej misji nie mamy samolotu, aby nieść Ewangelię. Ale mamy za to taczki i aparat kinowy. Wszystko jest pożyteczne:

  • taczki od sąsiadów,
  • aparat kinowy życzliwie wypożyczony przez ks. Wojciecha Macha,  
  • filmy religijne – za każdym razem naszej prośbie zadość czynią koledzy z Oyo – ks. St. Pawłowski i ks. J. Piszczek. Zadość czynią razem z przywozem,  
  • samochód – do dalszych wiosek bierze się samochód ks. Stefana Wala. Ks. Stefan daje Toyotę i to z paliwem, a więc forma pożyczki specjalnej.

Na bliższe odległości używamy taczek jako środka transportu. Na jedne taczki wkłada się aparat kinowy, a na drugie agregat prądotwórczy. Resztę /rolki z filmem, karton z kablami, ekran, kolumna głośnikowa.../ transportuje się na murzyńskich głowach. Długa kolumna małych tragarzy poszła ścieżką; gęsiego. Wyruszyło „Kino objazdowe”. Powinno się mówić „Kino obnoszone”

Przychodzimy do wioski. Tam dzieci podskakują radośnie i wykrzykują: Kino, kino przyjechało. Nagle... ten czy ów malec zatyka sobie rączką z zapeszenia buzię. Chwycił się sam na tym, że powiedział małe kłamstwo. Przecież kino przyszło, a nie przyjechało.

Najpierw robimy katechezę poprzedzoną modlitwą. Po zapadnięciu zmroku rozpoczyna się film. Maluchy siadają na stołeczku, na szczapie drewna, na własnej podwiniętej nodze, albo zwyczajnie na ziemi. Przecież ziemia nie jest wcale brudniejsza od małego Murzyniątka, więc ono się już nie zbrudzi. Niektórzy wolą stać.

Do akcji włącza się teraz taki, co to jest mądrzejszy i potrafi przełożyć dialogi na język tutejszy. Afrykańczycy odbierają film bardzo dobrze. Każdą akcję natychmiast komentują między sobą. Odbierają treść bardzo realistycznie. Ostrzegają aktora na ekranie, że na niego czyha niebezpieczeństwo, pomagają mu odnaleźć zagubiony przedmiot itp. Zdarzyło się, że dzieci w popłochu uciekły sprzed ekranu, bo widziały, że prosto na nie jedzie ciężarowy samochód. Co pewien czas słychać okrzyk zgrozy, albo niezadowolenia. Kiedy indziej wybucha salwa śmiechu razem z oklaskami.  

Lubię stanąć przy ekranie, aby niedostrzegalny w ciemności obserwować ich reakcje. Wtedy w mroku nocy widzę tylko białe punkciki, po dwa razem. To dziecięce oczka szeroko otwarte i wpatrzone w akcję na ekranie. Czasem para punkcików ma tuż przed sobą jeszcze jedną parę punkcików. To spóźnione dziecko przyszło na film ze swoim małym braciszkiem. Przyniosło go na ramionach. Zastygli tak w bezruchu, zafascynowani akcją na ekranie. Stąd też jedna para punkcików nad drugą. Czasem pod tą parą punkcików ukazuje się inna plama horyzontalna rozświetlona poświatą ekranu. To dwa rzędy białych zębów, rozchylonych w radosnym uśmiechu, tym bardziej cieszy się i misjonarz. Przecież te dzieci w buszu nie mają nigdy innego kina jak to misyjne. Nigdy, albo jeszcze długo nigdy, nie będą miały telewizji.

Film ma tu większą niż gdzie indziej wartość edukacyjną. Dzieci uczą się poprawnego języka francuskiego. Czasem to powtarzają całe dialogi. Przyswajają sobie imiona bohaterów. Naśladują taniec widziany na filmie. Chóralnie śpiewają piosenki z filmu. Z punktu widzenia misjonarza film jest rzeczą wspaniałą. O ile na katechizm w wiosce przyjdzie mi mała grupka, to na filmie mam całą wioskę. Tym razem przyszli ci, co są zbyt leniwi na katechizm, jak i ci co są członkami partii komunistycznej, oraz ci, co praktykują zwyczaje pogańskie i są bardzo daleko od Kościoła i jego nauki. Na film przyszli wszyscy i oszukali się sami. Bo przecież z ekranu przemawia do nich przez same przypowieści Pan Jezus. A Męka Pańska ukazana jest tak samo jak w Ewangelii św. Marka i nawet jeszcze w kolorach.

Warto więc dołożyć trudu, aby w zagubionej wiosce w buszu wyświetlić film religijny. Można tu za przykładem św. o. Maksymiliana powtórzyć, parafrazując jego powiedzenie: na taczkach, ale z aparatem kinowym trzeba nieść Ewangelię tym którzy jej potrzebują.

W niesieniu Ewangelii liczę na Waszą pomoc modlitewną – Drodzy Przyjaciele Misji.

W łączności modlitewnej  

ks. Bronisław Rosiek
Kongo-Brazzaville,
Głoście Ewangelię
2-3(1989), s. 23-25