Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Bogdan Piotrowski

 Ks. Bogdan Piotrowski pracuje w Republice Konga już dwudziesty drugi rok. Tym razem jego słowo jest świadectwem o swoim starszym koledze, misjonarzu ks. Stanisławie Łacnym, który zmarł pod koniec marca bieżącego roku.

 
„CZŁOWIEK Z BREWIARZEM”
 
To nie tylko moje spostrzeżenie, ale wielu z nas, tych, którzy mieli szczęście być i pracować ze Stanem. Stan to zdrobnienie od jego imienia Stanisław. Tak wszyscy jego przyjaciele i znajomi go wołali.
 
W Kongo wielu parafian, a przede wszystkim dzieci, wołało za nim „Lakni”, wymawiając z trudem i czytając po francusku jego nazwisko Łacny.  Dochodziło  też do takich sytuacji, że gdzieś w buszu, odwiedzając wspólnoty przy tamtejszych kaplicach, wielokrotnie wołano – i to za nami –  „Lakni mbote” – tzn. „Dzień dobry Lakni”, myśląc, że każdy biały misjonarz w ich wiosce to jest Lakni.
 
Kim był Stanisław ? Poznałem go 23 lata temu, choć wcześniej słyszałem dużo o nim, kiedy spotkaliśmy się w Polsce tuż przed moim wyjazdem do Afryki. A w Kongo był moim pierwszym proboszczem w misji Mindouli na południu kraju i to pod jego czujnym okiem stawiałem moje pierwsze misjonarskie kroki. Miałem być tylko jeden rok z nim, a później pracować z ks. Kazimierzem Nowakiem w odległym od Mindouli o 90 km Kindamba, ale Bóg chciał inaczej i zostałem w Mindouli całe 4 lata.  Było nas wielu, tych, którzy byli i pracowali ze Stanem; ks.  Andrzej Kurek, też już nieżyjący, ks. Jan Czuba zamordowany i pochowany w Loulombo, i ci żyjący: ks. Gustek Gurgul czy ks. Józek Smoleń. Kiedy przyleciałem do Brazzaville po raz pierwszy, Stan przyjechał po mnie do stolicy i pierwszym zadaniem, jakie mi dał, było pilnowanie samochodu przed sklepem, w którym on przebywał grubo ponad godzinę. Potem udaliśmy się do Mindouli, gdzie dojechaliśmy już po północy.
 
Najpierw byliśmy trzy lata we trzech z ks. Janem Czubą, który po wyjeździe ks. Kurka z Kongo przeniósł się de Loulombo. Był to czas trudnej pracy misyjnej, od której Stan nie uciekał, przeciwnie, zawsze jeździł do odległych wiosek, aby sprawować tam sakramenty Kościoła. Niekiedy tzw. „tournée” – objazdy poszczególnych terenów, zabierały nam kilka dni, śpiąc  i jedząc to, co nam zostało przygotowane w wioskach, a już wtedy nie był młodym człowiekiem. 25 lat pracy na misjach! Najpierw pierwsze kroki na północy w Oyo, później na południu w Mindouli, gdzie przebudował nową misję „Męczenników z Ugandy” i zaczął budowę kościoła. Oprócz pracy duszpasterskiej, katechetyczno-formacyjnej pomagał ludziom w ratowaniu zdrowia. Założył system aptek w Mindouli oraz w wioskach, co dawało tym ludziom łatwy dostęp do tanich  lekarstw w tych odległych od świata stronach. Ostatnie lata w Mindouli były trudne ze względu na wojny, które raz po raz rozdzierały okoliczne regiony. Misja w Mindouli była atakowana, zabrano też jego samochód w ostatnich miesiącach jego pobytu w tej misji i już nigdy go nie odnaleziono. Pomimo tych wszystkich upokorzeń Stan postanowił wrócić do Konga po urlopie w 1998 roku. Ale wtedy wybuchła następna wojna i już z oblężonego Brazzaville wyleciał samolotem do Pointe Noire, a potem do Paryża. Tak zamknęła się historia jednego z pierwszych misjonarzy, który 25 lat wytrwał w pracy misyjnej na afrykańskiej ziemi.
 
Kilka dni temu młody mężczyzna, który jako chłopak przebywał stale na naszej misji w Mindouli, pomagając nam w pracach, odwiedził mnie, aby między innymi przekazać swoje wyrazy współczucia, ale i powspominać stare dobre czasy w Mindouli. Dwie sprawy  poruszył nawet bez zastanowienia: brewiarz i pobożność eucharystyczną Stana, to właśnie ujęło tego młodego człowieka. Widząc go chodzącego w obrębie misji lub po pokoju (taki miał zwyczaj modląc się z brewiarzem, był ciągle w ruchu), zapytał się, co to za książka, którą ciągle wertuje. Po otrzymaniu wytłumaczenia sam  poprosił Stana, aby go nauczył modlić się na brewiarzu. Po kilku latach  wstąpił do zgromadzenia braci, ale kiedy je opuścił, to teraz, każdego dnia jako świecki odmawia brewiarz, który mu pozostał. No i to spojrzenie głębokie w Eucharystię, której sprawowanie  Stan przeżywał, tak bardzo wycisnęło ślad w życiu owego człowieka.
 
I jeszcze teraz, a minęło już 15 lat od jego wyjazdu z Konga, widzę go odprawiającego Eucharystię po okolicznych kaplicach z wielkim zaangażowaniem i długimi homiliami oraz  chodzącego po placu w pierwszej misji św. Barbary na górze w Mindouli, odmawiającego  swój brewiarz.
Ks. Bogdan Piotrowski
Rep. Konga
Głoście Ewangelię 3(2012), s.37-38.
 
Brazzaville, Niedziela Bożego Miłosierdzia 2012 r.