Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Bogdan Piotrowski

 Ks. Bogdan Piotrowski pracuje w Republice Konga od 1990 roku. W swoim liście opowiada dość szczegółowo o tragedii, która w ostatnią niedzielę lutego 2012 roku dotknęła mieszkańców Brazzaville.

Brazzaville,  11 marca  2012 r.
 
Drodzy Przyjaciele!
 
Kiedy piszę do was ten list, po południu w niedzielę 11 marca 2012 r.,  właśnie co dopiero zakończyła się oficjalna uroczystość ekumeniczna pogrzebania 145 zidentyfikowanych ciał, ofiar wybuchu amunicji w bazie wojskowej położonej w centrum miasta Brazzaville, kilka kilometrów od nas. To jednak dopiero początek, jest jeszcze około  sto osób niezidentyfikowanych, a ile jeszcze będzie dotychczas nieodnalezionych ofiar, chyba nikt tego nie wie. Niektórzy mówią o ponad  tysiącu osób zabitych. Faktem jest, że ponad 6 tys. osób zostało rannych, mniej lub ciężej i leczą się w miejscowych szpitalach. Francja, Maroko i inne kraje wysłały swoje szpitale polowe, aby pomóc  rannym ludziom, a zewsząd spływają lekarstwa, opatrunki oraz inna pomoc medyczna. Poza tym jest ponad 15 tys. uciekinierów, którzy są zarejestrowani w kilku obozach utworzonych dla ofiar katastrofy, a ilu mieszka u swoich krewnych  w innych częściach miasta, to jest trudne do  sprawdzenia. Dwie dzielnice praktycznie zostały zmiecione, a inne, które znajdowały się w pobliżu wybuchu, też poważnie zostały zdewastowane. W promieniu trzech, może więcej, kilometrów jest po postu pustynia.
 
Wszystko zaczęło się tydzień temu. Na szczęście – jeśli w tej sytuacji dramatycznej można tak się wyrazić – seria wybuchów amunicji nastąpiła w niedziele rano, kiedy było mniej ruchu samochodowego, szkoły były zamknięte i na bazarach jeszcze nie było ludzi. U nas w parafii odbywał się pierwszy dzień rekolekcji wielkopostnych  i na porannej mszy św. kościół mieścił ponad tysiąc ludzi. Pierwszy wybuch nie spowodował paniki, gdyż ludzie myśleli, że to nasza stara prądnica wyleciała w powietrze (tej niedzieli nie było prądu – zresztą od kilku miesięcy sytuacja z prądem się poprawiła i tylko co trzeci dzień nam go wyłączają). Drugi wybuch zatrząsnął posadami kościoła, sufit z dykty wraz z dachem podniosły się, wentylatory się pokrzywiły, a w kilku salach katechetycznych spadły sufity.  Na plebani ruszyło również dach i sufity. Po drugim wybuchu kościół w momencie opustoszał do połowy, a że było to prawie pod koniec mszy, ksiądz rekolekcjonista w połowie błogosławił ludzi, a w połowie puste już ławki.  Wtedy to zaczęły się serie wybuchowe, a mniejsze pociski czy podręczne rakiety zaczęły wybuchać i latać po całym Brazzaville, a nawet z drugiej strony rzeki Kongo w Kinszasie. W naszej dzielnicy spadło kilka pocisków, ale nie było ofiar w ludziach. Następne msze św. zostały automatycznie odwołane, a ulice opustoszały. Zaczęło się oczekiwanie, a przede wszystkim szukanie odpowiedzi na pytanie, co się stało, czy to znowu wojna?
 
W mgnieniu oka szpitale się zapełniły ofiarami wybuchów i nie było miejsca dla tych, którzy dochodzili później. Ci, co mieli jakieś środki opatrunkowe, byli leczeni, leżąc na posadzce lub na gołej ziemi. Niekiedy, aby dojść do tych ludzi trzeba było chodzić po innych, którzy już zostali obsłużeni. Bloki operacyjne pracują do tego czasu bez przerwy!
 
Do południa były jeszcze dwa lub trzy wielkie wybuchy,  a reszta to tylko syk przelatujących pocisków i mniejsze detonacje. Około godziny dziesiątej zaczął się „exodus” – tzn. ucieczka. Uciekali starsi, młodzież, rodzice z dziećmi na rękach, z dobytkiem na głowie. Cała masa ludzi z dotkniętych wybuchem dzielnic, oraz silnie przestraszonych  z okolicznych miejsc, zapełniła nasze ulice. Miasto przeżyło już tyle wojen, że niekiedy małe zamieszki powodują ucieczkę mieszkańców daleko od miasta, a co dopiero seria tak mocnych i licznych  wybuchów. Na dodatek komórki nie funkcjonowały ze względu na przepełnioną sieć i tylko od czasu do czasu można było się dodzwonić. Każdy chciał wiedzieć, co się stało z jego bliskimi i co spowodowało wybuchy. Dopiero tuż przed południem RFI (Radio France Internationale) podało, że był to wybuch amunicji w składzie głównym w dzielnicy Mpila. Zaraz okazało się też, że sąsiedni, większy magazyn z bronią zaczął się palić. Jeśli do tego doda się, że w pobliżu znajdują się jeszcze magazyny z paliwem dla miasta, to można było spodziewać się najgorszego. Według przewidywań, po takim wybuchu dwie trzecie miasta przestałoby istnieć. Zagrożenie utrzymywało się jeszcze kilka dni, kiedy to ugaszono pożar i rozbrojono większą cześć amunicji.
 
W niedzielę po południu telewizja kongijska zaczęła pokazywać tereny wokół wybuchów – obraz nędzy i rozpaczy, pustynia wokół miejsca wybuchów, a dalej domy, nawet te piętrowe zniszczone. Nie wiadomo, gdzie są parcele, a gdzie znajduje się ulica. Kościoły w parafii św. Ludwika (stary i nowy budujący się), która znajduje w pobliżu składu – całkowicie zrujnowane, drugi kościół  „Matki Bożej”, trochę dalej położony od centrum wybuchu wraz z domem księży i sióstr – zniszczone, a inne parafie położone trochę dalej, podobnie jak nasza, też ucierpiały. Ludzie poginęli w kościołach (jest wiele wyznań w Kongo), które się zawaliły na nich w czasie kultu, cześć zginęła na ulicy, uciekając przed pociskami i odłamkami, inni zostali zabici w domach, w których spadające ściany czy stropy ich poprzygniatały. Największe jednak  spustoszenie przedstawia sama jednostka wojskowa. Po prostu nie istnieje. Nawet samochody opancerzone odrzucone były na  dużą odległość, gąsienice czołgu odnaleziono kilka kilometrów dalej. W bazie wojskowej mieszkało wielu rekrutów – co się z nimi stało, odpowiedz może być tylko jedna. Wokół bazy były trzy szkoły, ludzie i żołnierze zaczęli się tam chować po pierwszym wybuchu, bo  myśleli, że tam będą bezpieczni, ale następne wybuchy zniszczyły całkowicie te szkoły.
 
Można by opisywać te przypadki, ale w ogromie tej tragedii trzeba przede wszystkim  pomyśleć o tych, którzy zginęli, o ich rodzinach, które ich  chowają, które nie mają wiadomości o innych ich członkach. Bardzo wiele osób jest zaginionych, a wśród nich jest masa dzieci.
 
Ta tragedia narodowa wywołała w społeczeństwie odruch solidarności, zewsząd ludzie przychodzą i znoszą do nas np: dary, ubranie, składają pieniądze. To rozwozimy do obozów dla uchodźców. U nas od poniedziałku, każdego dnia mała ciężarówka zawozi ubrania i żywność dla tych biednych ludzi, znajdujących się w kilku punktach miasta. We wszystkich kościołach odprawiane są msze za zmarłych, poranionych, za tych, którzy się nimi opiekują i którzy im pomagają. Ten tydzień będzie w naszej parafii tygodniem modlitw w intencji tych ludzi oraz o pokój w kraju i solidarność między ludźmi .
Ks. Bogdan Piotrowski
Republika Konga
Głoście Ewangelię 2(2012), s.14-16.