Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

List - ks. Stanisław Worwa

Pierwsze wrażenia ze spotkania z Czadem: jego klimatem, krajobrazem, a przede wszystkim jego mieszkańcami, opisuje ks. Stanisław Worwa, który w listopadzie 2004 roku rozpoczął misyjną posługę w tym kraju.
Bousso, 4 grudnia 2004 r.
Drodzy Przyjaciele!
 
Witam serdecznie i pozdrawiam z ciepłego albo nawet gorącego Czadu. Na razie sobie piszę, a jak będzie z wysłaniem, to zobaczymy. Jestem już drugi tydzień Czadzie. Pierwszy spędziłem w stolicy Czadu, w Ndjamenie. Może kilka słów na ten temat. Na mnie to „miasto” zrobiło wrażenie. Chyba niczym w porównaniu ze stolicą Czadu jest niejedna wioska, które widziałem na Ukrainie. Dominują tutaj domy, które swoim wyglądem przypominają zwykłe lepianki. Tak samo urzędy państwowe i te na wysokim szczeblu, i te niższe. Brakuje wszystkiego, brakuje prądu, nie ma telefonu, ludzie żyją w warunkach, do których my nie jesteśmy przyzwyczajeni. Nie wiem, czy mogę już napisać (moje doświadczenie Czadu jest jeszcze znikome), ale to, co zauważyłem, to ogromna bieda ludzi, korupcja, która tutaj króluje wraz z piaskiem i słońcem.
 
Myślę, że data mojego przyjazdu do Czadu była wyśmienita, bowiem trafiłem na porę niezbyt upalną, teraz w ciągu dnia jest może koło 35 OC, a w nocy 20 OC. Prawdziwe upały rozpoczną się w marcu i pewnie będą dochodzić do 50 OC. Usłyszałem, że będą dni, kiedy nie będzie wielkiej różnicy w temperaturach pomiędzy dniem a nocą. Ale to dopiero przyszłość, która jest jeszcze odległa, powinienem zdążyć się zaaklimatyzować.
Od 1 niedzieli adwentu jestem już w parafii p.w. Świętej Rodziny w Bousso. Funkcję proboszcza od 6 lat pełni tu ks. Kazimierz Kopacz pochodzący z naszej diecezji. Teraz moja rola polega na przyglądaniu się, nauce języka francuskiego i próbie odnalezienia się w nowej rzeczywistości. W Bousso jest jeszcze gorzej niż w stolicy, jeżeli chodzi o warunki. My, Europejczycy, ludzie wychowani w pewnym luksusie, przyjeżdżając do Afryki, musimy zapomnieć o wielu rzeczach. Ale jest jeszcze inna sprawa, nie można wrzucić wszystkich krajów Afryki do jednego worka i oceniać ich tymi samymi kategoriami. Inna sytuacja ekonomiczna jest już w sąsiednim Kamerunie, inna w Sudanie, jeszcze inna w Rep. Środkowoafrykańskiej. Nie znam osobiście sytuacji ekonomicznej czy politycznej w tych krajach, ale to, co słyszałem i co zobaczyłem na własne oczy, daje mi pewien obraz. Nie ma tutaj marketów, brak telefonu, energii elektrycznej, wodę trzeba transportować ze studni, których jest kilka w mieście. Nie można używać telefonu satelitarnego pod karą jego konfiskaty i pewnie dalszej masy problemów, chyba że zapłacę około 1000 euro podatku na rok.
 
Na naszej misji mamy pewną namiastkę luksusu. Mamy baterie słoneczne 150 Wat, ale musimy bardzo się ograniczać, by wystarczyło choć na moment. Mamy też koło domu studnię, nie musimy więc wozić wody, owszem, tę wodę musimy filtrować, by była zdatna do picia.
 
Czad jest krajem, gdzie dominuje piasek, który - zmierzając w kierunku południowym, ku granicy z Republiką Środkowoafrykańską – przechodzi w sawannę. Jeżeli więc chodzi o zielony las tropikalny, to nic z tych rzeczy (dominuje piasek, sucha trawa i słońce).
 
W pierwszych dniach pobytu w Bousso miałem już „chrzest bojowy”. Ktoś włamał mi się do pokoju w czasie, kiedy byliśmy w kościele, ukradł aparat fotograficzny i resztę pieniędzy, którą miałem. Wszelkie służby porządkowe, które istnieją w Bousso, rozpoczęły działania. Myślę, że chcieli się pokazać z jak najlepszej strony przed „nowym księdzem”. Kiedy na misję przyjechali żandarmi i rozpoczęli „swoje”, to przyznam, że miałem obawy co do skuteczności ich działania, metody bardzo prymitywne. Jeden zajął miejsce w moim pokoju i zaczął rysować, jak w szkole na lekcjach plastyki, szkic mojego pokoju na zwykłej kartce. Drugi z nich zaczął wypytywać pracowników misji. Problem tkwił w tym, że w tym czasie na misji miał miejsce kurs i było przez 3 dni sporo ludzi. Ale sami mieliśmy podejrzenia co do pewnej osoby. Policja i żandarmeria rozesłały wiadomość do odległych zakątków tego terenu, by złodziej nie mógł wydostać się na drugą stronę rzeki. I oto właśnie przy próbie przepłynięcia na drugą stronę rzeki żandarmeria przeszukała pewnego młodego człowieka, który pochodzi z Ndjameny, stolicy kraju, oddalonej o 300 km w kierunku północnym. Okazało się, że to właśnie on, wykorzystując naszą nieobecność w domu, włamał się do mojego pokoju, a później, jak gdyby nigdy nic, przyszedł do kościoła na mszę, spóźniając się kilka minut, które wykorzystał właśnie na to. Ale ta historia skończyła się pomyślnie dla mnie i będę mógł robić zdjęcia, jeżeli tylko będzie prąd. To wydarzenie jednak nie może stanąć na przeszkodzie i być jakąś barierą dla mnie w pracy misyjnej w tym kraju, z tymi ludźmi i dla tych ludzi. Nie można też wszystkich oceniać w takich kategoriach i mówić, że wszyscy Afrykańczycy chcą tylko wykorzystywać „białych”. Zdążyłem poznać już wielu ludzi, i chrześcijan i muzułmanów. Są biedni, ale bardzo życzliwi.
 
Prawdopodobnie jest to jedyna droga, którą mogę wykorzystać, by złożyć życzenia świąteczne. Niestety, żeby wysłać list, musiałbym pojechać do stolicy, a tam udamy się dopiero po świętach, by zrobić zakupy na kolejne tygodnie czy miesiące.
 
Niech Wam wszystkich Pan błogosławi w codziennym życiu i obdarza potrzebnymi łaskami.
 
 
                                                                       ks. Stanisław Worwa
                                                                                                          Czad
Głoście Ewangelię 1(2005), s. 7 – 9.